Piesi mają pierwszeństwo

Szykuje się kolejna zmiana przepisów, która pod szerokim płaszczem dobrych intencji może skrywać gołe ciało parkowego pokazywacza. Nowelizacja w zamyśle chroniąca pieszych może w praktyce stać się kolejną maszynką do drenowania kieszeni kierowców.

Forsowane przez partię póki co rządzącą zmiany w kodeksie drogowym mają znacząco zwiększyć bezpieczeństwo niezmotoryzowanych uczestników ruchu. Tym razem władza chce pieszym uchylić nieba, teoretycznie oddalając perspektywę znalezienia się tam zbyt wcześnie.

Zmiany zakładają obowiązek przepuszczenia pieszego znajdującego się nie tylko na pasach, ale również w ich pobliżu. Nie ma przy tym znaczenia, czy chce on na te pasy wejść, liczy się sama obecność i domniemana intencja rychłego przejścia przez jezdnię.

Nowe przepisy ani słowem nie wspominają o jakichkolwiek obowiązkach pieszego w takiej sytuacji. Może on robić dosłownie wszystko, iść z twarzą wlepioną w smartfona, słuchać muzyki w słuchawkach czy z bliska studiować procentową zawartość pieczarek w jedzonej właśnie zapiekance. Nie musi sam oceniać możliwości wejścia na pasy – cała odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo spoczywa w rękach mijających go kierowców.

Mamy bardzo mieszane uczucia, czy coś takiego będzie z korzyścią dla pieszego. Doświadczenie uczy, że święte krowy rzadko unikają wypadków samą swoją świętością.

Jest też inne niebezpieczeństwo związane z nowelizacją kodeksu. Jest ona bardzo nieprecyzyjna, zostawiając szerokie pole do interpretacji zachowania kierowców. Jak niestety jest nam dane wciąż się przekonywać, jeśli pojawia się okazja do wyciągnięcia srebrników z kieszeni obywatela to funkcjonariusze skrzętnie z niej korzystają. Nie określono chociażby odległości od pasów, w jakiej musi się znaleźć pieszy, żeby uznać, że chce na te pasy wejść.

W ten spósób w niemal dowolnej sytuacji można ukarać kierowcę mandatem. Będzie to też bardzo wygodny powód do przerwania egzaminu praktycznego na prawo jazdy.

W kraju takim jak nasz, bez stworzonej przez lata kultury uprzejmości i zdrowego rozsądku na drodze, każde nowe przepisy powinny być do bólu konkretne. Proponowane zmiany jeszcze bardziej zmącą niezbyt czystą już wodę kodeksu drogowego, przyciągając więcej szemranych rybek. Z drugiej strony zadowoleni będą motocyklowi miejscy kuglarze nałogowo uprawiający efektowne stoppie. „Panie Władzo, musiałem ostro po heblach, wie Pan, przepisy…”

3 KOMENTARZE

  1. Znowu pieniądze nasze czyli podatników zostaną wyrzucone w błoto zajmują się głupotami a sprawy ważne cichutko jak by ich nie było np. pomoc socjalna dla rodzin wielodzietnych taka jak jest w innych cywilizowanych krajach a u nas aby władza miała za co żreć pić i wypoczywać a lud cóż niech radzi sobie sam

  2. I bardzo dobrze że tak bedzie juz dawno powinni to wprowadzic. W zachodniej europie to działa i ma sie bardzo dobrze tylko w PL zawsze wszystko przeszkadza jest zle i nie dobre.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!