Odcinkowy pomiar prędkości to kolejne bezprawne narzędzie, którego celem jest tylko drenaż naszych kieszeni. W przypadku tego rozwiązania nie można bowiem ustalić ani sprawcy, ani czasu ani miejsca popełnienia wykroczenia.

Wbrew szumnym deklaracjom polityków nowe przepisy drogowe nie mają na celu poprawy bezpieczeństwa na drogach. Rządzącym chodzi wyłącznie o wyciągnięcie z naszych portfeli dodatkowych pieniędzy – jak bowiem inaczej wytłumaczyć wprowadzanie zmian na szybko i bez respektowania konstytucyjnych praw obywateli?


Kraje, na które często i chętnie powołują się zwolennicy zaostrzonych kar, mają na poprawę bezpieczeństwa inny sposób – w Norwegii, Szwecji czy Szwajcarii najpierw do założeń przystosowuje się infrastrukturę drogową, potem prowadzi się szeroko zakrojone kampanie społeczne, a dopiero na sam koniec wprowadza drakońskie kary.

OPP (1)W Polsce zaczęto od końca – uchwalono niezgodne z konstytucją przepisy, w myśl których policjant – będąc na drodze sędzią – może odebrać prawo jazdy nawet na podstawie wskazań kompletnie niewiarygodnych urządzeń pomiarowych, jak radar Iskra-1 czy wideorejestrator. Kierowca nie ma przy tym możliwości sprzeciwu.

Kto? Gdzie? Kiedy?

Kolejnym pomysłem na drenaż pieniędzy z naszych kieszeni jest tzw. odcinkowy pomiar prędkości (OPP) – rozwiązanie wyłapujące kierowców, których średnia prędkość na danym odcinku drogi przekroczy dopuszczalną.


Niestety – system ten budzi jeszcze więcej wątpliwości prawnych, niż wideorejestratory, które – jak pamiętamy – nie mierzą prędkości pojazdu ściganego, a jedynie prędkość radiowozu. Po pierwsze nadal nie wiadomo kto popełnia wykroczenie. Na zdjęciu z OPP zobaczymy tylko rejestrację pojazdu – skąd wiadomo kto przekroczył nim prędkość? A co jeśli prowadziło na zmianę dwóch kierowców i jeden z nich jechał zgodnie z przepisami, a drugi pędził na złamanie karku? Ano nic – nie sposób tego udowodnić.

Po drugie – skąd wiadomo kiedy zostało popełnione wykroczenie? Z pomiaru OPP dowiemy się tylko, że popełniono je na danym odcinku, w określonym czasie. A jednak ustalenie dokładnej godziny jest konieczne – choćby ze względu na wspomniany wyżej przypadek, kiedy pojazdem jadą dwaj, zmieniający się kierowcy. Skoro nie można czasu wykroczenia dokładnie określić, to i całe postępowanie wydaje się mało wiarygodne.

OPP (2)Po trzecie – nie sposób ustalić dokładnego miejsca popełnienia wykroczenia. Prawo mówi, że wykroczenie uważa się za popełnione na miejscu, gdzie sprawca działał lub zaniechał działania, do którego był obowiązany, albo gdzie skutek nastąpił lub miał nastąpić (art. 4 § 2 KW). Skoro nie da się ustalić w jakim miejscu dokładnie popełniono wykroczenie, sytuacja ta nie wypełnia znamion czynu zabronionego.

Zapłacą tylko naiwni

Odcinkowy pomiar prędkości będzie kolejnym nadmuchanym marketingowo tworem, którego celem będzie wysysanie pieniędzy z naszych portfeli. Najbardziej odrażające jest to, że w ślad za tworzeniem ogromnej infrastruktury mandatowo – represyjnej rządzący bombardują ideologiąktóra ma przekonać obywateli, że warto rezygnować z własnych praw na rzecz bezpieczeństwa.


Ci, którzy wierzą w ten czarny PR, płacą „dla świętego spokoju” niesłusznie naliczone im mandaty. Płacą straży gminnej, która nie ma prawa ich wystawiać (tak, jak dzieje się to w Pamiątce). Płacą policji, która używa nielegalnych radarów. Płacą Inspekcji Transportu Drogowego, która wysyła im bezprawne wezwania. Płacą wszystkim, którzy w majestacie prawa ich oszukują i wykorzystują.

„Wystarczy jeździć zgodnie z przepisami” – mówią zwolennicy zaostrzania przepisów. Nie wystarczy. Owca pośród wilków zawsze będzie frajerem bez wielkich szans na sukces.

W artykule wykorzystano opinie prawne Anuluj-Mandat.pl

6 KOMENTARZE

  1. Sygic GPS świetna navi za 35euro Europa lub 60euro świat i to z dożywotnią aktualizacją gratis. Po co komu Automapa za ponad 100euro?!

  2. Panowie redaktorzy kochani
    Znowu zajmujecie się nie tym co trzeba a mianowicie gdybaniem.
    Proszę mi wytłumaczyć co wg. was znaczy, że nie wystarczy jeździć przepisowo aby zapłacić ? Bo czegoś tu nie rozumiem albo staracie się nam wcisnąć jeszcze większy kit niż wszystkie ekipy rządzące razem wzięte.
    Jestem człowiekiem sześćdziesięcioletnim o bardzo długim stażu za kółkiem i kierownicą motocykla i jak do tej pory przytrafiło mi się zapłacić jedyny raz ( zresztą bardzo słusznie ) za wyprzedzanie ciągnika na łuku drogi. Myślę, że naszym kierowcom potrzeba zwykłej przyzwoitości i poczucia poszanowania prawa a wszystko co związane z poprawą bezpieczeństwa na drogach stanie się akceptowalne.

    • @ste-fan, gorąco polecam przeczytanie tego artykułu:
      http://motovoyager.net/2015/04/mandat-za-nic-7-sytuacji-w-ktorych-zostaniesz-ukarany-nieslusznie/

      A odpowiadając konkretnie na Twoje pytanie, podam Ci trzy przykłady sytuacji, w których znalazłem się osobiście, mimo, że mój staż na drodze nie jest tak imponujący, jak Twój:
      1. Policjant z radarem „Iskra-1” zablokowanym na wartości 96 km/h usiłował mi wmówić, że właśnie z taką szybkością jechałem, chociaż poruszałem się zgodnie z przepisami 70 km/h.
      2. Patrol w nieoznakowanym radiowozie usiłował wmówić mi, że jechałem 140 km/h, podczas gdy – przepisowo – jechałem 110 km/h (fragment autostrady Legnica-Wrocław z obniżoną prędkością),
      3. Dostałem wezwanie na podstawie zdjęcia z fotoradaru w Częstochowie (ul. Wojska Polskiego), z którego wynikało, że przekroczyłem tam prędkość o ponad 50 km/h. Później okazało się, że fotoradar był wadliwy.

      W każdym z tych trzech przypadków oczywiście odmówiłem przyjęcia mandatu, ale musiałem walczyć o swoje przed sądem. W każdym przypadku sąd mnie uniewinnił. Odpowiedź na pytanie ilu naiwnych zapłaciło w podobnych sytuacjach pozostawiam Tobie.

  3. Ste-fan
    a ty byłbyś zadowolony jakby wmawiali ci że popełniłeś wykroczenie?
    Rafał, nie zazdroszczę użerania się i tracenia cennego czasu na latanie po sądach, w sprawie w której jest się ofiarą pazerności służb.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ