[sam id=”24″ codes=”true”]Kawasaki W800 to efektowny pomnik dawnych czasów, skrywający jednak kilka współczesnych rozwiązań. Jest jak poranny uśmiech ukochanej kobiety dający zapomnieć o portfelu skutecznie odchudzonym w galerii handlowej.

Jeśli zaatakujemy kogoś szybkim pytaniem o skojarzenie ze słowem „motocykl”, w jego głowie prawdopodobnie pojawi się obraz pojazdu bardzo podobnego do Kawasaki W800. Idealne proporcje, pięknie wyeksponowany silnik i dużo chromu. Parafrazując legendę polskiej myśli trenerskiej „lampa jest okrągła, opony są dwie”. To najkrótszy i jednocześnie najbardziej trafny opis perełki z Akashi.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Na początku zastrzegam, że tym razem będę wyjątkowo nieobiektywny. W800 jest motocyklem, który wielbię od lat i możliwość spędzenia na nim kilku dni była jedną z najlepszych rzeczy, które spotkały mnie tej wiosny. W moje niecierpliwe ręce trafił egzemplarz z roku modelowego 2015 w pięknym wiśniowo – kremowym malowaniu.

Kawasaki W800 (11)Samo określenie wyglądu tej maszyny jako klasyczny nie wystarczy, gdyż klasyka niejedno ma imię. Barokowe motocykle zza oceanu mają twarz Elizabeth Taylor z „Kleopatry”, klasyczne UJM-y z wysp japońskich kuszą jak zadziorna Farrah Fawcett z „Aniołków Charliego”. Obcowanie z Kawasaki W800 to „Śniadanie u Tiffany’ego” w towarzystwie Audrey Hepburn – wielka klasa, stonowana elegancja, doskonałe proporcje. Jest to maszyna nawiązująca do brytyjskiej tradycji motoryzacyjnej, z BSA i Triumphem na czele.

Kawasaki W800 (15)W stylistyce W800 praktycznie nie ma słabych punktów. Wszystko jest spójne, estetyczne, proporcjonalne i starannie wykonane. Nie ma miejsca na wstydliwe zakątki, które można ukryć pod owiewką – tu każdy element jest na wierzchu i poza swoją główną funkcją buduje też ogólny wizerunek maszyny. Mamy tu więc okrągłe lampy ze stylowymi wysięgnikami kierunkowskazów, klasyczny zbiornik paliwa w dwukolorowym malowaniu z chromowanym logo „W” i piękną przeszywaną kanapę.

Kawasaki W800 (8)Błotniki ociekają chromem, a ich polerowanie stało się na kilka dni moim głównym hobby. Urzeka również efektownie ożebrowany silnik umieszczony w tradycyjnej kołyskowej ramie. Prawdziwym smakołykiem jest klasyczne zawieszenie z dwoma regulowanymi sprężynami z tyłu i przednie teleskopy w gumowych osłonach, a także tłumiki o butelkowym kształcie, idealnie dopasowane do motocykla.

Kawasaki W800 (7)Wszystko to sprawia, że obchodząc W800 dookoła cmokamy z podziwem jak arabski szejk na aukcji koni w Janowie Podlaskim. Jedyne plastikowe elementy, jakie wypatrzyłem to obudowa zegarów i przełączniki na kierownicy, nie kłują jedak w oczy jak blizny po skalpelu pod silikonową piersią. Cała reszta to wyłącznie czysty metal i guma.

[sam id=”11″ codes=”true”]

1
2
3
4
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSędziowie: odbieranie prawa jazdy jest nielegalne i szkodliwe
Następny artykułWymiana oleju w aucie – popularne mity
Perkusista i świeżo upieczony ojciec. Nie akceptuje życia bez pasji. Z daleka od jednośladowej ortodoksji, uwielbia nowe motocyklowe smaki. Zwolennik prędkości zostawiających nieco miejsca na inne wrażenia i stylu jazdy dającego cień nadziei na doczekanie starości. Nałogowo operuje humorem czarniejszym niż zęby testera lizaków.

7 KOMENTARZE

  1. podobieństwo do brytyjskich motocykli nie jest tu przypadkiem. Kawasaki serii W to bezpośredni kontynuator linii zapoczątkowanej przez Meguro K1 500 , a ten był dosłownie kopią BSA a7.

  2. Mam prawie taki, bo W650. Wybór świadomy bo chciałem mieć też kopkę. Wygląda wspaniale, jak na klasyka jeździ bardzo dobrze, lepiej niż większość choperopodobnych. Faktycznie ciężko dobrać sensowne kufry, więc ja w dalsze podróże jeżdżę z workiem z tyłu. No i jak to na golasie, wieje. Po dniu jazdy człowiek jest w dmuchany bardzo porządnie. Wbrew pozorom na autostradzie też da radę chociaż nie do tego został stworzony, więc lekko nie jest, ale udało mi się zrobić ciurkiem 500 km z prędkością około 150-160. A pali bardzo mało, między 4-5 litra, chociaż to gaźnik a 800 wtrysk więc może jeszcze mniej. Fajny sprzęt ale jak kiedyś będę miał czas na naprawdę dalekie podróże to kupię coś typowo turystycznego, bo na W dalekie podróże jednak dają w kość. A lata lecą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!