By przejechać Amerykę Południową przygotowywaliśmy się ponad rok. Wymagało to poważnych decyzji, ale w końcu się udało. W pierwszej wersji podróż miała trwać około 4 miesięcy, wyszło… znacznie dłużej i z niezwykłymi przygodami. 

Tekst i zdjęcia: Wiesława i Krzysztof Rudź

Pewnego grudniowego dnia pakujemy nasze motocykle na przyczepkę i jedziemy do Hamburga. To tu zaczyna się nasz pierwszy etap podróży. Z lekkimi obawami wjeżdżamy na ogromny statek towarowy, aby wraz z naszymi sprzętami odbyć miesięczny rejs do Montevideo. Czekają na nas ogromne przestrzenie argentyńskiej pampy i wietrzna Patagonia. Wysokie andyjskie szczyty i lodowce. Zagubione wśród pustkowi miasteczka i Ziemia Ognista.

[sam id=”11″ codes=”true”]

W upalne czwartkowe popołudnie, 16 stycznia 2014 roku, wyjeżdżamy w końcu na naszych motocyklach na urugwajską ziemię. We wzmagającym się upale przejeżdżamy przez miasto do naszego wcześniej umówionego pierwszego noclegu. Na dwie noce zatrzymujemy się u Martina. Poznaliśmy go poprzez couchsurfing, stronę internetową na której można wymieniać się ofertami noclegu. Martin jakiś czas temu przebywał w Polsce. Jest aktorem. Pokazuje nam stolicę i udziela wielu informacji o swoim kraju.

at_1Spotykamy się też z konsulem honorowym Serbii. Człowiek ten ma sporo informacji o Polakach mieszkających w Urugwaju. Chcemy odnaleźć potomków emigrantów, którzy na dwa miesiące przed wybuchem II wojny światowej wypłynęli do Buenos Aires na statku MS Chrobry. Okręt ten już nigdy nie powrócił do Polski. Został zatopiony kilka miesięcy później u wybrzeży Norwegii, zbombardowany przez niemieckie lotnictwo. Jeszcze w Polsce dotarliśmy do listy pasażerów statku, w Archiwum Państwowym w Gdańsku.

Po pobycie w Montevideo nadchodzi czas na kolejne miejsca. Żegnani przez naszego gospodarza wcześnie rano jedziemy przez puste jeszcze miasto i ruszamy w kierunku Colonia del Sacramento. Na wlocie po małych poszukiwaniach znajdujemy camping i po raz pierwszy rozkładamy nasz namiot na południowoamerykańskiej ziemi. Obok nas urugwajscy motocykliści oglądają mapę i planują swoje kolejne dni. Zostawiamy część naszych bagaży w namiocie i jedziemy obejrzeć Colonia Del Sacramento założona przez Portugalczyków w 1680 r. Na placyku obok latarni morskiej szybko pozbywamy się naszych ubrań motocyklowych. Upał jest trochę bardziej znośny kiedy włoży się krótkie spodenki.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Przechadzamy się pomiędzy starymi budynkami i chłoniemy tutejszą atmosferę. Po powrocie na campingu robimy pierwsze większe przepakowanie naszych bagaży. Cieplejsze ubrania, podpinki do ubrań motocyklowych itp. dajemy na spody sakw. Na razie nie będą nam potrzebne.
Kolejne dni przynoszą kilka przygód. Po makabrycznie upalnym dniu i 180 km dojeżdżamy do Mercedes, niedaleko granicy z Argentyną. Nad samą rzeką znajdujemy kolejny nocleg. Popełniam błąd przy stawianiu motka na trawie i leci mi na bok, niefortunnie blokując się o ogrodzenie. Szybka pomoc ze strony przechodnia i stawiamy go do pionu. Przy upadku łamie się przełącznik świateł, a kask powieszony na lusterku traci mocowanie komunikatora. Pierwsza strata. Wieczorem ogłaszają alarm burzowy i niebezpieczeństwo wezbrania wód Rio Negro, nad którą obozujemy.

ar_162Podczas kolacji na teren campingu zajeżdża nowiutkie Suzuki Ninja. Tak poznajemy Horacia i Elenę. On jest architektem, a ona nauczycielem angielskiego. Tłumaczą nam, że usłyszeli od znajomego, iż w mieście są motocykliści z Polski i postanowili nas odwiedzić. Miło rozmawiamy o różnych sprawach i dostajemy zaproszenie do spędzenia kolejnej nocy u nich oraz na kolację – tradycyjne asado (grill).

arg_2Przemili i otwarci ludzie, którzy uzmysławiają nam jaka jest różnica kulturowa pomiędzy Europą i Ameryką Łacińską. Mamy potem wiele okazji, aby gościnność i otwartość tych ludzi obserwować na co dzień. Spędzamy następny dzień i noc u Horacia i Eleny. To spotkanie z kolei skutkuje uzyskaniem kontaktu do Alejandra, który mieszka pod Buenos Aires. Nasz gospodarz telefonicznie załatwia nam noclegi i „opiekę” na kolejny etap naszej drogi.

[sam id=”11″ codes=”true”]

2 KOMENTARZE

  1. To fakt, 8 miesięcy to już jest kawałek czasu i można poczuć smak przygody i wolności…
    Ale apetyt był ciągle na więcej :)
    Niestety właśnie proza życia przeszkodziła :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!