Bieszczadzkie drogi są jak miłość życia – póki jej nie poznamy, żyjemy normalnie, ale kiedy pojawi się na naszej drodze, chcemy jej coraz więcej i wciąż czerpiemy radość z odkrywania jej na nowo. I nigdy nie poznajemy jej do końca.

Bieszczady… Ilekroć słyszę tę nazwę, moje serce bije szybciej a w głowie ożywają dawne wspomnienia. Jako dziecko spędziłem tutaj tydzień lecząc w namiocie poparzenia słoneczne, których nabawiłem się pływając na materacu po Solinie. Nie mógłbym tego zapomnieć. Podobnie jak krętych dróg, które obserwowane z okna malucha wywoływały u mnie okrzyki dziecięcego zachwytu.



Nie mógłbym zapomnieć dziesiątek kilometrów szlaków dzikich tak, jak tylko można sobie wyobrazić będąc nastolatkiem. Mrożących krew w żyłach legend o niedźwiedziach, które w poszukiwaniu jedzenia i rozrywki zaglądały do nielicznych niegdyś bieszczadzkich zagród. Legend, które co i rusz okazywały się prawdą – ślady brunatnych gospodarzy widziałem wielokrotnie.

Pętle Bieszczadzkie (3)W świadomości motocyklistów Bieszczady są miejscem, które daje wyciszenie i ukojenie nerwom nadwyrężonym wielkomiejskim pośpiechem i pogonią za wartościami tak naprawdę obcymi normalnemu człowiekowi. Tutejsi ludzie za nic mają świat, który uważamy za ważny – żyją według własnego zegara, własnych zasad i zgodnie z rytmem, który bije tutaj zupełnie inaczej.

Pętle Bieszczadzkie (4)Już pierwsze chwile w Bieszczadach kłują w uszy ciszą, irytują nieznośnym leniwym spokojem i niepokoją bezczasem. Pośpiech jest tutaj tak samo niestosowny jak zmuszanie drzew by rosły szybciej i chmur, by prędzej przesuwały się po niebie. Dla mojej muzycznej duszy świat Bieszczadów jest jak ritardando – zwolnienie naturalnego tempa utworu stosowane dla podkreślenia pewnych jego walorów. Pasuje jak ulał.


Odwiedzenie tych stron zaproponował nasz czytelnik Wojtek Witek twierdząc, że nie ma lepszego miejsca na motocyklowy reset. Zanurzam się zatem w kolejnych kilometrach bieszczadzkich dróg łapczywie chłonąc feerię nieskończonej palety jesiennych barw. Przedziwne połączenie milionów kolorów liści, błękitu nieba i bezładnego surrealizmu tutejszej architektury zadziwia i fascynuje zarazem. Im bliżej serca gór, tym gorzej dla drogi – to, co było prawdziwym zbawieniem na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, teraz rozpaczliwie stara się jakoś ugościć coraz większą liczbę kierowców.

Pętle Bieszczadzkie (5)Wszechobecne łaty maskujące marną jakość asfaltu przeplatają się z poprzecznymi garbami, które potrafią czasem wyrwać kierownicę z rąk. Kiedy byłem tutaj swoim Ducati ST3 czułem się zdruzgotany jakością nawierzchni. Dziś jest znacznie lepiej – Suzuki V-Strom 1000 tylko delikatnymi wibracjami informuje mnie o fatalnym asfalcie.

1 KOMENTARZ

  1. wyciszenie i kojenie zapewne; warto w tamtejszych rejonach dojechać do każdego z „końca dróg” na: Roztoki, Moczarne, Rówień, koniecznie na Muczne i Tarnawę Niżną (kiedyś był zakaz, a teraz juz można dojechać aż na Bukowiec); warto także nie trzymać się zawzięcie dróg o żółtych tabliczkach, a zjechać czasem na międzymieścinkowe (np. z Chmiela czy z Nasicznego na Rajskie )

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!