Zeszłej jesieni zacząłem rozmyślać o podroży do Albanii. Wiedziałem, że muszę tam pojechać choćby na krotko. Postanowiłem połączyć tę podróż z moim dawnym marzeniem – obejrzeniem choćby brzegu kontynentu afrykańskiego. 

Tekst i zdjęcia: Zbyszek „Wanderer”. Podroż tę dedykuję moim synom.

W miarę zbliżania się terminu wyjazdu zacząłem snuć plan trasy jaką przejadę i zastanawiałem się jaki wariant obrać – czy przez Chorwację i dalej na południe, czy przez Włochy, a stamtąd promem do Albanii, zataczając tym samym ciekawszą pętlę. Wybór padł na drugi wariant. Zanim to nastąpiło, w miarę zbliżania się terminu wyjazdu, kiedy wszystko było już przygotowane, moja niespokojna dusza podróżnika zaczęła snuć plany na kolejny wyjazd w przyszłym roku.


Zacząłem na głos marzyć o tym, że w przyszłym roku chciałbym się wybrać dookoła Hiszpanii i Portugalii, zobaczyć Gibraltar i Afrykę choćby z daleka. Od dzieciństwa marzyłem aby ją ujrzeć, czytałem o niej w książkach podróżniczych, śniłem, że widzę choć zarys jej brzegu z lotu ptaka. Moja lepsza polowa oznajmiła że co to to nie. W przyszłym roku wszyscy wybierzemy się na Gibraltar samochodem, a w tym roku mogę sobie pojechać do Albanii i zobaczyć moja Afrykę za jednym zamachem. I tak oto nieoczekiwanie narodził się plan przyszłych wakacji oraz mój plan podroży do Albanii przez Hiszpanię i Portugalię.

Wanderer (1)
Spakowany do drogi
Dzień przed wyjazdem przygotowuję wszystko co potrzeba, wyciągam mapy, kupuję torbę na zbiornik, w którą te mapy mogę powkładać razem z nieprzemakalnym ubraniem przeciwdeszczowym i innymi potrzebnymi drobiazgami oraz zeszytem i długopisem do spisywania notatek z podroży. W następnym dniu rano wyciągam osiołka z garażu, pakuję wszystko co potrzeba w sakwy, przytraczam namiot i… w końcu wyruszam ku nowej przygodzie.

Brakujący klucz

Z domu w Aberdeen wyjeżdżam o godzinie 8.40. Zapowiada się piękna pogoda – zarówno jak na warunki szkockie, jak i ogólnie. Upał nieznośny dla kogoś kto odwykł od upałów, dochodzący do 30 stopni w okolicach Birmingham i Londynu. Aż nieprawdopodobne, że to Wielka Brytania. W zeszłym roku, gdy jechałem, nie dość że w nocy, to całą drogę padał deszcz aż do Niemiec. A teraz taka odmiana. Granice przekraczam sprawnie Eurotunelem i wieczorem we Francji zaczynam szukać legowiska.

Wanderer (2)
Przeprawa Eurotunelem
Znajduję niedaleko miejscowości Samer na dróżce miedzy polem kukurydzy a polem nie w pełni zebranego zboża. Jeśli będą chcieli dokończyć koszenie zrobią to dopiero na następny dzień jak wyschnie rosa, wiec do rana będę miał spokojny nocleg. W nocy słychać strzały polowań z odległości ok 2-3 kilometrów. Chyba mnie nie zastrzelą? Mimo wszystko idę spać. Dziś przejeżdżam 1040 km. Zupełnie sam z osiołkiem i Bogiem nade mną.

Pobudka o 5.30. W nocy śpię w kurtce motocyklowej bo jest zimno. Rano szybkie pakowanie, bieg w krzaki kukurydzy i ruszam w dalszą drogę. Po przejechaniu kilku kilometrów postanawiam sprawdzić naciąg łańcucha. Cholera, widzę że jest naprężony jak sznurek. Dlaczego? Luzuję, wszystko idzie sprawnie i nagle okazuje się, że nie mam klucza 8 mm do kontry i regulacji. No to dupa. Stoję rano w niedzielę na przydrożnym parkingu, ruchu prawie wcale i czekam próbując czasami kogoś zatrzymać w nadziei, że będzie miał klucze.

Wanderer (3)
Pierwszy nocleg we Francji
Jak ja mogłem zapomnieć o tym kluczu? Nie mogę sobie tego darować. Po kilkunastu minutach podjeżdża Francuz i pyta czy „kłopoty”. Ja że owszem, ze klucza 8 mm potrzebuję. Każe jechać za sobą. Skręcam więc wszystko do kupy razem i jadę za nim. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do jego domu, otwiera całkiem spory garaż, a tam jego królestwo – narzędzia wszelakie, tokarka na środku a przez przeszklony dach wpadają pierwsze promienie słońca. Nastawiam koło, w międzyczasie dostaję kawę od jego żony. Pokazuje mu na mapie dokąd zamierzam jechać. Kręci głową i się rozmarza. Pokazuje mi, że też się kiedyś ścigał na motorach – na ścianach wiszą zdjęcia i stare plakaty. Teraz ma skuterek 125 cm3. Po skończonej robocie chcę mu zapłacić. Nie pozwala i na dodatek dostaję od niego klucz w prezencie. Są jeszcze przyzwoici ludzie na tym świecie, niech mu Bóg błogosławi!

Wanderer (5)
Północne rejony Francji
Dziękuję pięknie i jadę dalej. Przemierzam Francję – żniwa w pełni, upał 30 stopni. Po setkach kilometrów modlę się, żeby już się benzyna skończyła bo siedzenie boli. Omijam autostrady celowo, żeby coś z tej Francji i jej krajobrazów zobaczyć. Pola zbóż i słoneczników to główne widoki. Po drodze koło miasta Poitiers wyprzedza mnie TGV. Za chwile będzie w Bordeaux, a ja jeszcze tyle będę musiał się nasiedzieć…

Wieczór dopada mnie za Bordeaux. Nocuję w namiocie za jakąś stacją benzynową na nowo budowanym ładnym trawiastym, wysypanym żwirem parkingu dla kamperów i samochodów. Bardziej przypomina on pole namiotowe niż parking. Noc piękna i ciepła. Siedząc w namiocie chłonę widok nieba. Przykrywają je delikatne chmurki w różowej poświacie. Dziś zrobiłem 853 km.

Wanderer (4)
Pogodę mam ładną. Przed południem na termometrze 30 stopni
[sam id=”11″ codes=”true”]

13 KOMENTARZE

  1. Witam ziomala. Ja mieszkam w Glasgow. W przyszlym roku rowniez planuje swoja samotna podroz. Swietnie to opisales i wiele przezyles. Jak bedziesz kiedys przelatywal przez Glasgow to zapraszam.

  2. Dziekuje wszystkim za pozdrowienia.
    Chcialbym skorzystac z okazji i rowniez wszystkich Was pozdrowic, oraz zyczyc Wam zdowych radosnych Swiat Bozego Narodzenia oraz szczesliwego nadchodzacego roku 2015, aby spelnily sie w nim wszystkie Wasze marzenia oraz abyscie mogli zrealizowac wszystkie Wasze plany podroznicze.
    Pozdrawiam rowniez serdecznie Redakcje.
    Wesolych Swiat!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!