Egzaminy za nami, czas zaplanować wakacje. Nieśmiało proponuję motocykl i ku mojemu zdziwieniu Hania się zgadza. Wiemy już zatem czym jedziemy, teraz tylko decyzja: w którą stronę świata? Odpowiedź wytargowaliśmy – Bałkany.

Tekst: Michał Michalik, zdjęcia: Michał Michalik i Hanna Szczypiór

Z racji tego, że oboje wolimy mniej turystyczne miejsca, najsensowniejszym wyborem było południe. Ja na początku chciałem jechać do Istambułu, Hania nie bardzo. Za to bardzo chciała zobaczyć trochę więcej Rumunii niż rok temu. Ja zmieniłem priorytety na Chorwację i tak powstała trasa ciągnąca się przez Słowację, Węgry, Rumunię, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację i znowu Węgry i Słowację.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Hania zajęła się szukaniem informacji o ciekawych miejscach, campingach itp., a ja zabrałem się za ogarnianie motocykla. Mój niezawodny Suzuki Bandit 600 wymagał lekkiej regulacji, wymiany oleju w lagach, uszczelniaczy, klocków hamulcowych i świec. W tym wszystkim pomagali mi znajomi, bo samemu nie do końca ogarniam sprawy mechaniczne. Dzięki Buła i Micu.

MalDuzy Balkany (12)
Kurtka od Motorismo bardzo się przydała
Hania jeździe w nowej kurtce Ozone Delta i dostaje mój trochę lepszy kask (tak, mamy ten sam rozmiar). Ja natomiast jadę w nowym kasku HJC. Sakwy pożycza nam Grzesiek. Robimy ostatnie campingowe zakupy, pakujemy namiot, ciuchy. Termin wyjazdu zbliża się wielkimi krokami.

Zimny start

MalDuzy Balkany (3)
Sprzęt spakowany - czas w drogę
Umawiamy się na stacji z panem Mirkiem, jego żoną i jak się później okazuje tatą mojego kolegi z technikum (jaki ten świat mały). Niestety pogoda nie jest za ciekawa. Stop. Co ja gadam? Właściwie jest tragiczna. Ciągle leje. Przemakamy cali, jest nam zimno, a pogoda nie chce się poprawić. Na stacji w Piwnicznej stwierdzam, że to nie ma sensu. Zostajemy do jutra. Choroba na początku wyjazdu to nie to, na co czekaliśmy. Nasi towarzysze jadą dalej, a my znajdujemy jakiś pokój za 20 zł od osoby. Rozkręcamy grzejniki i suszymy ciuchy.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Ja idę do sklepu, który jest kawałek drogi od naszego pensjonatu. Na szczęście w jedną stronę podwozi mnie Pan na traktorze (dużo szybciej nie jest, ale za to nie pada na głowę). Wracając na stacji widzę grupkę motocyklistów z bagażami. Po krótkiej rozmowie i zachwalaniu Rumunii (skąd wracają), stwierdzają, że dobrze robimy nie jadąc dalej. Na Słowacji podobno są mega burze.

MalDuzy Balkany (5)
Chałupa, że mucha nie siada
Rano wita nas słoneczko! Zbieramy graty i ruszamy na camping obok Debreczyna. Droga mija spokojnie (jak to na Słowacji). Węgry witają nas super pogodą i typowo węgierskimi krajobrazami. Pola słoneczników ciągną się kilometrami, a my jesteśmy coraz bliżej celu. W końcu docieramy na camping. Rozbijamy namiot i szybko biegniemy powygrzewać się w gorących źródłach. Woda o temperaturze zbliżonej do 40°C jest idealna po całym dniu spędzonym na motocyklu. Moczymy się, skaczemy na trampolinie, jemy coś i kładziemy się spać.

MalDuzy Balkany (6)
Nie wyjdę. Tak będę pływać
Dzień rozpoczynamy od kolejnej kąpieli w gorących źródłach (przecież nie możemy sobie odpuścić) i ruszamy w stronę Rumunii. Przejeżdżamy sprawnie przez granicę i udajemy się dalej w stronę miasta Cluj-Napoca. Hania była tam rok temu na wyjeździe studenckim. Niestety, po drodze łapie nas straszna ulewa i musimy się zatrzymać. Stoimy pod 40-centymetrowym daszkiem jakiegoś starego kiosku i nie zapowiada się, że burza przejdzie.

MalDuzy Balkany (7)
Piękne jak tapeta z Windowsa

Na szczęście przechodzi. Tracimy przez tę burzę dużo czasu i w Cluj zatrzymujemy się tylko, żeby coś zjeść i wypłacić kasę z bankomatu. Troszkę szkoda bo Hania pewnie chciała mi pokazać miasto, ale na pewno kiedyś będzie jeszcze okazja. Ruszamy w stronę Saliste gdzie mamy znaleziony camping. Docieramy tam dość późno, chociaż czas cofa nam się o godzinę.

[sam id=”11″ codes=”true”]

4 KOMENTARZE

  1. To 60 Euro to nie żarty. Tyle sobie liczą, i podobno po przekroczeniu granicy niema już odwrotu. Chcieliśmy zobaczyć jak to wszystko tam wygląda, no ale 120 Euro (2 osoby) to trochę jednak za dużo.

    Pokój był, ogrzewanie też było jak się kaloryfery włączyło :D I miła Pani dawała herbatkę ;) Żyć nie umierać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!