[sam id=”24″ codes=”true”]Motorowerem nad Bałtyk? Tak daleko? Nie zepsuje się po drodze? Dzień przed wyjazdem w głowie miałem więcej pytań niż odpowiedzi. Dzisiaj odpadł wydech, zerwała się linka gazu i puściła uszczelka. Mimo obaw wyruszyłem i spełniłem marzenie.

Tekst: Krzysztof Kołodziejczyk, zdjęcia: Krzysztof Kołodziejczyk i Patrycja Gutowska

Jest słoneczny poniedziałkowy poranek, wakacje – trzeba to dobrze wykorzystać. Typowy piętnastolatek włączyłby komputer i zaczął grać, ale nie ja! Wraz z kuzynką Patrycją pakujemy bagaże – na mojego bzyczka i motocykl Patrycji staramy się upchnąć ubrania, narzędzia, garnki, namiot i karimaty. Rodzice patrzą zmartwieni i podziwiając jednocześnie jak pakuję się na moją wymarzoną wyprawę.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Coś się sypie

Pakujemy zapas oleju do mieszanki, zabieramy ze sobą dobry humor, żegnamy się z rodzicami i w drogę! Zapalamy sprzęty i wyruszamy z kopyta w stronę Łasku, następnie Uniejowa, Kłodawy, Inowrocławia aż do Mielna. Co 40 kilometrów robimy przerwy na chłodzenie silnika w moim sprzęcie.

W ubiegłym roku nasz czytelnik Krzysiek Kołodziejczyk wybrał się z tatą i bratem na swoją pierwszą w życiu wyprawę motocyklową. Po tamtej przygodzie postanowił, że na następną wyprawę wybierze się samodzielnie nad Bałtyk. Swoje marzenie zrealizował w tym roku.

Niska prędkość przelotowa – 60 km/h – pozwala na bardzo dokładne podziwianie przepięknych krajobrazów lipcowej Polski. Wsie, miasteczka, lasy, zabytki, dzikie zwierzęta i piękna pogoda – kilometr za kilometrem ochota na jazdę narasta i każdy ruch manetką przyspiesza bicie serca.

Motorowerem nad Bałtyk (1)
Sprzęty gotowe, ale czy sprawne - to się okaże
Pod wieczór, gdy mkniemy naszymi maszynami po Inowrocławiu w poszukiwaniu noclegu, nagle bum! Strzela spinka łańcucha, a mój zestaw napędowy momentalnie znajduje się pod kołami samochodów jadących za nami. Z lekko skwaszoną miną zaczynamy szukać najbliższego warsztatu gdzie będzie można zakuć łańcuch.

Niestety próby kończą się niepowodzeniem. Zrezygnowani trafiamy wreszcie do posiadłości sołtysa gminy Inowrocław, u którego na przedwojennym imadle udaje nam się zakuć łańcuch młotkiem. W ferworze emocji zapominam ustawić koła idealnie prosto względem wahacza, więc łańcuch spada już po przejechaniu pięciu kilometrów.

Motorowerem nad Bałtyk (17)
Cała wyprawa znaczona była śladami usterek
O 22. wymęczony i usmarowany stoję przy drodze krajowej bez świateł i ze spadającym łańcuchem. Do tego wszystkiego nie możemy znaleźć noclegu. W końcu udaje się nam przenocować na podwórku hotelu sportowego. Rozstawianie namiotu po ciemku bez latarki okazuje się nie lada wyzwaniem!

Płonące siodła

Wstajemy o 7.00, dzień zaczynamy od wycentrowania koła i zjedzenia śniadania. Wyruszamy około 9.30 i postanawiamy, że dzisiaj dojedziemy do celu. Po drodze stajemy w serwisie motorowerów i kupujemy zapasowy łańcuch. Kilometry mijają i powoli dojeżdżamy do Bydgoszczy, gdzie decydujemy, że zamiast okrążyć miasto, przejedziemy przez samo centrum.

Motorowerem nad Bałtyk (22)
Co jakiś czas przerwa na chłodzenie - nas i silników
I to największy błąd tej wyprawy! 35°C, słońce i ogromne korki. Dziesięć samochodów niecierpliwie czeka na zielone światło, a ja zamiast startować odpalam mój 130-kilogramowy motorower na pych. I tak na każdych światłach. Przeprawa przez Bydgoszcz zajmuje nam około godziny.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Po wyjeździe z miasta jestem tak spocony, że przyklejam się do siodła. Nad morze pozostało tylko 170 km, co wydaje nam się się odległością niewielką. Co godzinę stajemy na dolanie wody do chłodnicy i uzupełnienie oleju w skrzyni biegów. Nieszczęsna uszczelka nie daje o sobie zapomnieć.

Motorowerem nad Bałtyk (21)
Cel coraz bliżej
Dzisiejszy dystans dochodzi do 250 km i jesteśmy wyczerpani po dziesięciu godzinach jazdy. Energię dostarczam za pomocą niezawodnego Snickersa. W oddali widzimy już tabliczkę Koszalin – banan na mojej twarzy pojawia się momentalnie. Ostatnia przerwa przed dojazdem do Mielna na stacji i nagle huk jakby ktoś z działa strzelił.

Przestraszony spoglądam na moją prawą nogę zalaną mieszanką oleju do skrzyni z wodą z chłodnicy. Wiem, że coś jest nie tak. Schodzę z rumaka i widzę termostat, który najwidoczniej postanowił wystrzelić z głowicy. Z Patrycją składamy wszystko od kupy i ruszamy w ostatnie 10 kilometrów de celu.

Bolesne powroty

Motorowerem nad Bałtyk (28)
Jest plaża, jest dobrze
Przejeżdżamy przez centrum Mielna, tysiące ludzi spoglądają na nas – pewnie ze względu na mój nieszczelny wydech. Na kemping wjeżdżamy zmęczeni i dumni z siebie i naszych maszyn. Rodzice nie chcą uwierzyć w to, że udało nam się dojechać. Powoli się ściemnia, idziemy na plaże na mini sesję zdjęciową.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Po tygodniu spędzonym w najbardziej imprezowym mieście w Polsce zaczynamy drogę powrotną. Jak zwykle pakujemy wszystko na motocykle i ruszamy w drogę. Na powrót przeznaczamy trzy dni, żeby za bardzo się nie spieszyć. Zaraz po wyjeździe z pola namiotowego zaczynają się pierwsze problemy: wypada dźwignia załączająca sprzęgło, olej znowu miesza się z wodą itp.

Motorowerem nad Bałtyk (18)
Czas rozstawić nocleg
Po pierwszych 10 kilometrach czuję, że to nie ja panuję nad motocyklem, a raczej on nade mną. Na najwyższych obrotach blokuje się linka gazu.  Naprawiam ją za pomocą taśmy klejącej i opasek zaciskowych. jedziemy dalej.

Zafascynowani jazdą dojeżdżamy do Szczecinka, gdzie próbujemy swoich sił na wyciągu nart wodnych. Po kąpieli w jeziorze kierujemy się na Jastrowie. W ciągu kilku minut warunki pogodowe zmieniają się diametralnie: burza, deszcz i 18°C. Zjeżdżamy z trasy w poszukiwaniu schronienia i w najbliższej wiosce znajdujemy warsztat samochodowy, który zgadza się nas przenocować.

Motorowerem nad Bałtyk (4)
W drodze do domu
Poznajemy tam przesympatyczną rodzinę, które daje nam garaż dla naszych motocykli, pożycza rowery, ładuje akumulator i nie chce za to ani grosza. Cały dzień leje i nieco poddenerwowani idziemy spać. Kiedy budzimy się o ósmej czeka nas rozczarowanie: ciągle pada!

[sam id=”11″ codes=”true”]

Jeśli chcemy wrócić do domu, w ciągu dwóch dni musimy spakować się i jechać dalej. Kiedy wszystko jest już gotowe, a my przygotowani do podróży okazuje się, że linka gazu przetarta jest na dobre i trzeba ją wymienić. Po raz kolejny życzliwa rodzina z Omulnej ratuje nam tyłki. Podwozi nas do najbliższego sklepu z linkami, gdzie udaje się kupić potrzebne rzeczy.

Motorowerem nad Bałtyk (35)
Małe zwiedzanie po drodze
Po złożeniu motorka do kupy wyruszamy na walkę z żywiołem. Deszcz na szczęście odpuszcza po 30 kilometrach i możemy nieco mniej zestresowani kontynuować wojaż. Przedostatni dzień wyprawy dobiega końca a na nas czeka już zarezerwowany nocleg w hotelu niedaleko Szubina. Możemy wyspać się na wygodnych łóżkach i skorzystać z prysznica.

W naszym pensjonacie znajduje się również restauracja, gdzie próbujemy „regionalnej” pizzy. O szóstej rano najedzeni emocjami, nie mamy ochoty nawet na śniadanie i jak najszybciej pakujemy się i ruszamy w drogę. Już na pierwszym postoju łapie nas malutka usterka – silnik luzuje się w ramie.

Motorowerem nad Bałtyk (26)
Wycieczka udała się wspaniale
Dalej mkniemy przed siebie nie zważając na naprawy. Jest wcześnie, a do domu niedaleko zdecydowaliśmy więc, że odwiedzimy po drodze termy w Uniejowie. Spędzamy tam około dwóch godzin świetnie się bawiąc. Po wyjściu wskakujemy z powrotem na motocykle i zmierzamy w kierunku domu. Dociera do nas, że nasza epicka wyprawa już dobiega końca.

Pod bramą mojego domu ukończyliśmy dziewięciodniową podroż pełną przygód, usterek, uśmiechów, życzliwych ludzi i esencji podróżowania, czyli wszystkiego co w życiu najlepsze.

[sam id=”11″ codes=”true”]

8 KOMENTARZE

  1. Podziwiam Was, tyle kilometrów na tak małej pojemności potrafi zmęczyć człowieka, wiem po sobie jak na swojej 125cm3 pojechałem na woodstock w tym roku jadąc średnio 80-90, a co dopiero u Was 60. Gratuluję wspaniałej wyprawy i co mogę jeszcze rzec? Aby kolejnych było wiele !

  2. Gratuluje wyprawy! Przejechałem już kilka wypraw po Europie większym motocyklem, ale zawsze lubię poczytać o ludziach, którzy nie boją się spełniać marzeń na małych maszynach. Oto w tym chodzi, nie ważna jest pojemność i prędkość tylko przygoda i pełen niespodzianek horyzont przed nosem.
    Życzę Wam wiele wielu takich wypraw, z wiekiem pewnie na czymś mocniejszym i mniej awaryjnym :)

    Pozdrawiam

  3. w tym roku pojechalem moja 125 na woodstock wraz z kolega ktory jechał moim ogarem 200.
    utrzymywalismy predkość 50 km/h
    przejechalismy w jedna strone 260 km zajeło to 8 h 3 razy ustawiany zapłon.
    kolega wracał sam juz bez awari.
    ja pojechałem do znajomych a mastepnie w 70h dojechałem do chorwacji i wróciłem do domu. przejechałem 2100km z u

  4. moja 125 w 70h dojechałem do chorwacji i wróciłem do domu. przejechałem 2100km z prendkoscia 70 km/h. w 2 tygodnie zrobile 3tyś km.
    od stycznia do kwietnia zrobiłem ogarem 200 2500km
    a od kwietnia do teraz 125 zrobiłem 9500km
    nie przekraczajac 70km/h.
    i nie jest to nic specjalnego. tutaj gdzie mieszkam ludzie motorowerami przejezdzaja 10 tys km rocznie jezdza nawet w sniegu deszczu mrozow.

  5. jednego nie rozumiem poco co 40 km chłodzic silnik skoro silniki chłodzony powietrzem z niewymuszonym obiegiem jezdza w afryce i na rowniku?
    zważywszy na to ze masz chłodzenie ciecza.

  6. Motocykl docierałem na nowym chińskim tłoku i miałem wyciek z chłodnicy stąd te częste przerwy. Napisałem relacje, żeby zachęcić szczególnie młode osoby do poznawania świata na dwóch kółkach.
    Podziwiam Cię, że udało ci się dojechać aż do chorwacji na twojej 125 tce, dobrze że jesteś odważny i nie boisz się takich długich dystansów na małych pojemnościach.
    Pozdrawiam

  7. Super. Ja z kolegą na dwóch simsonach s51 w 2011 roku zrobiliśmy traskę dokładnie 1004 km, wyruszyliśmy w piątek z Mogilna woj. kuj-pom w stronę Krotoszyna aby weekend spędzić na zlocie motocyklowym. W niedzielę rano spakowani ruszyliśmy w stronę Ząbkowic Śląskich gdzie mieszkała ciocia kolegi tam też mieliśmy nocleg. W poniedziałek wczesnym rankiem spakowani ruszyliśmy zwiedzić kopalnię złota w Złotym Stoku, i dalej kierowaliśmy się do Szklarskiej poręby przez Wałbrzych, Wieluń,Jelenią górę w szklarskiej byliśmy po południu. Rozbiliśmy namioty na polu kampingowym „U Wodza” (bardzo polecam) w centrum Szklarskiej. Trochę się poszwędaliśmy i w kimano. We wtorek wjechaliśmy wyciągiem na Szrenicę kupiliśmy pamiątki jakieś obiadki itd , aby w środę o 6 wyruszyć do domu ze Szklarskiej Poręby do Mogilna jechaliśmy 11 godzin. Mimo zabrania sterty części nic się nie przydało :-)

  8. Poprzednie posty pisałem z małego prymitywnego telefonu, dlatego te wpisy wyglądają jakbym miał pewne problemy z …
    Ale wracając do tematu.
    Niema co mnie podziwiać, ani w tym odwagi ani fantazji i zero wysiłku fizycznego.
    Podziwiać należy ludzi którzy rowerem lub pieszo przemierzają całą tajgę, to jest wyzwanie okrążają ziemie, przepływają przez Atlantyk kajakiem itp.
    Aby pojechać gdzieś dalej wystarczy tylko chcieć i wcale nie trzeba mieć większych pieniędzy.
    Aby się dostać do Chorwacji i z powrotem wydałem 400 zł.
    a jeśli byś miał 800 zł to dojedziesz do GRECJI!! i z powrotem.
    Oczywiście jest to wersja nisko budżetowa.
    Czyli śpisz tam gdzie zastanie cię noc i jesz kiepskie jedzenie w marketach kąpiesz się w jeziorach i rzekach, ale pomyśl ile zobaczysz ile odkryjesz nowych miejsc dla ciebie, jak ciekawe i różnorodne rzeczy i krajobrazy poznasz. Jeżeli wydasz 1000 zł to będziesz mógł obejrzeć takie kraje jak
    Austria
    Słowenia
    Chorwacja
    Bośnia i Hercegowina
    Czarnogóra
    Albania
    Grecja
    Macedonia
    Kosowo
    Serbia
    Węgry
    Słowacja
    Czechy
    Wyrób paszport i zbieraj pieniądze na przyszłe wakacje.
    Pamiętaj na motorowerze dojedziesz wszędzie tam gdzie ludzie na motocyklach tylko ze wolniej.
    Gratuluje dobrego stylu w pisaniu artykułu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!