[sam id=”24″ codes=”true”]Po nudnej teorii i trochę stresującej praktyce na placu manewrowym i w mieście nadszedł czas na egzamin wewnętrzny. Choć nasza redaktor Magda jest cała w stresie liczymy, że wszystko pójdzie gładko.

Godziny spędzone na placu manewrowym już tak się dłużyły, że nie mogłam się doczekać wyjazdu w miasto, a teraz miasto przemknęło jak bumerang. Przyszedł czas na podsumowanie zdobytej wiedzy. Aby podejść do egzaminu na prawo jazdy najpierw trzeba zaliczyć egzamin wewnętrzny, więc umówiłam się na termin i teraz siedzę w domu i zakuwam do testów.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Każdy dzień daje inny wynik i nie powiem, żeby był coraz lepszy. Przeczytałam całą książkę, którą dostałam na początku kursu. Przejrzałam wszystkie notatki zrobione na wykładach i nie wydaje mi się, aby testy były dla mnie bułką z masłem. Pytania podchwytliwe, ale życiowe. Filmiki zmuszają do zwrócenia uwagi na mnóstwo rzeczy, znaki poziome, pionowe, światła, samochody i piesi. Nie wiem jak w stresie dam radę.

moto
Moja Biblia w ostatnich dniach

Przyszedł czas egzaminu wewnętrznego z teorii. Zasiadam przed komputerem i sprawdzam swoje dane – czy to aby na pewno ja zdaję? Tak to ja, raz kozie śmierć. Zaczynamy. 20 pytań podstawowych plus 12 specjalistycznych, to daje 32 pytania, każde punktowane od 1 do 3 pkt. w sumie muszę uzbierać co najmniej 68 pkt, a maksymalnie można uzyskać 74.

Niewielka różnica, ale damy radę. Pytanie, za pytaniem, filmik, za filmikiem, coraz bliżej końca. Czasem chwila wahania i odpowiedź daję metodą eliminacji, czasem na pewniaka. Ostatnie pytanie i… jest wynik 73 pkt. Jestem wielka, teraz testy to pikuś. Następny krok to egzamin wewnętrzny praktyczny. Jak zaliczę to mogę umawiać się w WORDzie na prawdziwy egzamin. No to lecę na plac.

DSC_8267
Przeprowadzanie motocykla wymaga koncentracji

A na placu czeka już mój piękny Gladius gotowy do jazdy. Bożena, moja instruktorka opisuje cały egzamin i przystępujemy do wewnętrznego. Po kolei następuje obsługa motocykla, przeprowadzenie, ósemka i wolny slalom, potem szybki slalom, ominięcie przeszkody, ruszenie pod górkę i zatrzymanie w wyznaczonym miejscu i hamowanie awaryjne.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Wszystko przejeżdżone chyba milion razy. A jednak stresik jest. Obsługa motocykla idzie całkiem sprawnie, światła, płyny i co ważne sprawdzenie naciągu łańcucha. Przeprowadzenie w nerwach idzie trochę kanciasto, ale daję radę w trzech zmianach pozycji wyprowadzić motocykl.

Przygotowana do jazdy ruszam pokonać kolejne elementy egzaminu. I bez problemu przejeżdżam wszystkie. Dopiero w  hamowaniu awaryjnym trochę mi zachwiało motocyklem, ale udało się i egzamin zaliczony. Teraz tylko umówić termin egzaminu teoretycznego w Wojewódzkim Ośrodku ruchu Drogowego i odrobina szczęścia.

DSC_8274
Jaki ma być luz na łańcuchu? Taki jak w instrukcji.

[sam id=”11″ codes=”true”]

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!