[sam id=”24″ codes=”true”]Podczas podróży po wybrzeżu łyknąłem historii, zwiedziłem latarnie morskie, wziąłem kąpiel w Bałtyku i poznałem kilka interesujących osób. Oczywiście nie zabrakło również miejsca na zwyczajne leniuchowanie. 

Tekst i zdjęcia: Marcin Roszkowski

Wyjazd wymyśliłem dnia poprzedniego – w pełni spontanicznie. Za cel wybrałem wybrzeże jako całość, ale bez szczegółowo wyznaczonej trasy – może z wyjątkiem pierwszego przystanku: wizyty u znajomych w Gdyni.

Pakuję nieprzemakalny wojskowy worek i wrzucam parę gratów do top-case’a (obowiązkowo taśma typu McGyver, opaski samozaciskowe oraz olej silnikowy). Namiot i śpiwór przypinam ekspanderami do stelaża, a do kierownicy montuję GPS.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Droga do Gdyni

Roszkowski Wybrzeże (29)Bokser odpala równo i ochoczo jak zawsze. Wyjeżdżam z Wrocławia o 14. i kieruję się na Gdynię. Jeszcze na chwilę się zatrzymuję, by sprawdzić napięcie wstępne amortyzatorów, gdyż tył zachowuje się trochę niestabilnie. Jadę na pełnym luzie, prędkość podróżna to niecałe 90 km/h, a do zachodu słońca jeszcze mnóstwo czasu.

Suchy i ciepły asfalt, przyjemna sierpniowa pogoda, na niebie błękit i białe cumulusy nastawiają mnie pozytywnie do jazdy. Już po chwili – tradycyjnie, część mózgu pilnuje drogi (oczywiście ta większa część), a pozostała podziwia krajobrazy.

Roszkowski Wybrzeże (4)Podróżowanie po Polsce może nie jest tak spektakularnym wyczynem jak np. wypad do Mongolii, ale mimo to – zawsze daje mi ogromna frajdę. Pierwsze 390 kilometrów mija bardzo szybko, dopiero zaświecenie się kontrolki rezerwy przerywa moją euforię. Tankowanie. Nie mogę się oprzeć szybkiemu przeliczeniu: motocykl spalił 4,7 litra na 100 kilometrów – to lubię!

[sam id=”11″ codes=”true”]

Płacę za paliwo, cola, kanapka i szybki powrót na drogę. Mijane dziecko macha mi na pożegnanie.
W okolicach Świecia natykam się na potężny korek. To jeden z momentów gdy szczególnie się cieszę, że jadę motocyklem, w dodatku bez kufrów. Wrzucam lewy kierunkowskaz i spokojnie omijam stojące w korku samochody. Początkowo zamieszanie wygląda na poważny wypadek, ale na szczęście to tylko remont drogi i ruch wahadłowy. Po drugiej stronie podobna kolejka i podobnie bezradni kierowcy.

Powoli zbliżam się do Trójmiasta. Wcześniej zaprogramowany GPS prowadzi mnie obwodnicą. Z niecierpliwością czekam na dzień, kiedy powstanie taka sama wokół Wrocławia. Cel osiągam dokładnie o godz. 21., po siedmiu godzinach jazdy i przebyciu 510 kilometrów. Jazda samochodem w tych samych warunkach pewnie zajęłaby mi ze 12 godzin.

Trójmiejski relaks

Roszkowski Wybrzeże (16)Gdynia z roku na rok robi się coraz ciekawsza. Na nadmorskim deptaku panuje leniwa atmosfera, a kilka ambitniejszych osób jeździ na rolkach. Miejską plażę opanowali opalający się ludzie, a inni wolą podziwiać nowoczesne łodzie w marinie. Nieopodal zacumował Dar Pomorza oraz okręt-muzeum ORP Błyskawica.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Dziś wieczorem odbywa się tutaj koncert. Na promenadzie pełno ochroniarzy, a porozstawiane płotki ograniczają zasięg spaceru. Na szczęście w razie czego można zwiedzić inne atrakcje, jak akwarium, planetarium czy słynne Westerplatte. Można tez po prostu pojechać do Gdańska i zrobić zdjęcie pod zabytkowym drewnianym dźwigiem portowym na starówce, a następnie zjeść lody w Sopocie. Ciekawostką na skalę europejską jest tamtejsze molo. Stanowi ono najdłuższy tego typu obiekt w całej Europie.

Żuraw Gdański

Zbudowany w XV w. Dźwig portowy służył do przeładunku towarów a także stawiania statkom masztów. Zdolny jest do podniesienia czterech ton na wysokość ponad 10 metrów. Do jego napędu służyły dwa drewniane bębny o średnicy około 6 metrów, napędzane przez ludzi chodzących w ich wnętrzu.

Wzdłuż półwyspu

Roszkowski Wybrzeże (15)Chociaż Trójmiasto jest pełne atrakcji, to jednak jest to wycieczka motocyklowa. Na następny cel obieram miasto Hel. Z Gdyni mam zaledwie 70 kilometrów, ale wyjazd odwlekam do ostatniego momentu. Powodem jest zmora motocyklistów: deszcz z gatunku tych nieulewnych, ale za to trwających nieprzerwanie od rana do wieczora.

Ścierając wodę z szyby kasku i starając się nie oddychać zbyt intensywnie (by nie zaparowała od wewnątrz szyba), włączam grzane manetki i postanawiam się nie przejmować pogodą. Mijam szybko Puck i zwalniam dopiero za Władysławowem, by dokładniej poobserwować okolicę.

Jadąc w głąb półwyspu helskiego robi się coraz ciekawiej: po prawej morze, a po lewej lasy. W najwęższym miejscu cypel ma 400 metrów szerokości – dla mnie jest to zabawne uczucie. Kiedyś były tu pojedyncze wyspy, które naniesiony z dna Bałtyku piasek połączył w mierzeje. Deszcz na szczęście ustępuje, a droga wije się przyjemnie. Została zbudowana w 1921 roku jako dojazdówka do bazy marynarki na Helu.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Roszkowski Wybrzeże (9)Ze względów strategicznych (ochrona przed ostrzałem z samolotów) nie poprowadzono jej prosto tylko z ponad 40 zakrętami w gęstym lesie. Po przejechaniu centrum miasta docieram do samego jej skraju. Na końcu znajduje się kemping, którego wygląd od razu mnie zaurocza. Dodatkowo ma on zabawną nazwę: Helkamp.

Rozbijam namiot i przerzucam suche rzeczy do jego środka. Teraz nadszedł czas na suszenie tego co zmokło – czyli na sobie. Powoli zaczynam się robić coraz głodniejszy, kieruję się więc do obozowej kantyny. Wewnątrz jest sporo ludzi, panuje w niej – mimo niedomagań pogody – wesoły, wakacyjny klimat. W podroży motocyklowej odbywanej solo tak naprawdę ciężko jest uniknąć towarzystwa, jednak bilard okazuje się znakomitym miejscem do poznania nowych ludzi.

Helskie atrakcje

Roszkowski Wybrzeże (1)Hel zapamiętałem z dzieciństwa jako smutny i szary. Jedyną atrakcją był port, fokarium i gofry. Teraz zniknęły wojskowe szlabany, przepustki i szarość, a na ich miejsce weszło kolorowe, kwitnące życie. Zostały odnowione charakterystyczne domy stojące przy głównej ulicy, wprowadziły się do nich puby i restauracje. Z przyjemnością zauważam, że chociaż zakazano tam wjazdu samochodom, to jednak na wjeżdżające motocykle przymyka się oko.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Mam ochotę na włoską kuchnię. Nie muszę wcale długo szukać, gdyż nieopodal znajduje się niepozorna restauracja w której jem najlepsze spaghetti na świecie – z pieczarkami i kawałkami schabu. Szef kuchni powinien za to dostać nagrodę Nobla.

Roszkowski Wybrzeże (19)Z atrakcji turystycznych odrzucam zwiedzanie fokarium, latarni morskiej czy portu rybackiego. Wybieram plażę i las, gdzie zupełnie przypadkiem, natrafiam na stary, żelbetonowy bunkier. Od tej chwili moja uwaga skupia się na zwiedzaniu zabytków militarnych, których tu jest nawet sporo. Reprezentują one trzy okresy historyczne: II Rzeczypospolitą, III Rzeszę i powojenną PRL.

Niezwykle ciekawa jest historia zbudowanego tu przed II Wojną Światową (dowodzonego przez wybitnego specjalistę – komandora Włodzimierza Steyera) Rejonu Umocnionego Hel.

Rejon Umocniony Hel

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości 10 lutego 1920 r. rozpoczęto tworzenie na Helu silnej bazy obrony Wybrzeża. W latach 20. zbudowano tu linię kolejową z Pucka wzdłuż całego półwyspu oraz pierwszą utwardzoną drogę. W 1928 r. w mieście Hel rozpoczęto budowę portu wojennego. Jednocześnie militaryzowano odcinek od granic Juraty aż do końca cypla jednocześnie hamując rozwój turystyki.

Te zarządzenia zostały unormowane dekretem prezydenta RP Ignacego Mościckiego z 21 sierpnia 1936 w sprawie utworzenia Rejonu Umocnionego Hel. Powstały różnego typu stanowiska artyleryjskie, a na miejsce zaczęto sprowadzać sprzęt wojskowy i uzbrojenie.

Roszkowski Wybrzeże (8)Szczególnie wsławiły się w walkach cztery armaty 152 mm, czyli 31. Bateria im. Laskowskiego. Odegrała ona znaczącą rolę w obronie Helu podczas Kampanii Wrześniowej 1939 r. W okresie od 1 września do 2 października RUH intensywnie atakowany był przez wojska niemieckie z morza, lądu i powietrza.

Jednak obrońcom Helu udało się zestrzelić około 20 niemieckich samolotów, zatopić trałowiec, a z dział ukrytej w lesie baterii Laskowskiego skutecznie ostrzeliwane pancerniki Schlesien i Schleswig-Holstein, które zostały zmuszone do ucieczki pod zasłoną dymną. W celu utrudnienia Niemcom ostrzału obrońcy wysadzili latarnię morską – jedyny punkt namiarowy w okolicy.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Roszkowski Wybrzeże (10)Wycofując się z Chałup przerwali ładunkami wybuchowymi (wymontowanymi z głowic torpedowych) półwysep w okolicy Kuźnik. Podczas gdy sławne Westerplatte poddało się po tygodniu, Hel walczył przez 32 dni. Niestety po kapitulacji Warszawy i Modlina dalsza obrona nie miała sensu.

Kolejnym ciekawym obiektem jest pięknie odremontowane z unijnych funduszy Muzeum Obrony Wybrzeża – stanowisko zbudowanej przez okupanta w 1940 roku, potężnej baterii kalibru 406 mm. Większe montowano jedynie tylko na pojazdach szynowych oraz na japońskich pancernikach.

Na zachód

Roszkowski Wybrzeże (17)Wyruszam z Helu przy pięknej pogodzie z zamiarem jazdy maksymalnie wzdłuż wybrzeża. Bez konkretnego celu, dystansu czy czasu podróży. Za Władysławowem mijam moją ulubioną latarnię morską – Rozewie. Ponieważ znam ją dobrze, nie zatrzymuję się i lecę dalej.

Rozewie

W budynku latarni znajduje się Muzeum Latarnictwa Morskiego. Można tam zobaczyć ekspozycję prezentującą ewolucję latarni morskich, kilkanaście modeli oraz m.in. obrotowy stół z soczewką Fresnela, która niegdyś była źródłem światła. Według legendy w jednym z pokoików latarni mieszkał Stefan Żeromski, pisząc powieść „Wiatr od morza”.

Obiekt budowano w latach 1904 – 1906 z żeliwnych płyt. Oświetlenie latarni (od 1982 r.) stanowią halogeny o mocy 360 W/12V. Jej wysokość od podstawy do reflektorów wynosi 34 metry, a wysokość nad poziomem morza – 75 metrów. Zasięg snopu światła to 23,5 mili morskiej (ok. 40 km). Pełny cykl błysku wynosi 12 sekund (światło – mrok). Sygnał dźwiękowy podczas mgły można usłyszeć co 30 sekund.

Jastrzębią Górę przejeżdżam w sentymentalnym nastroju, kiedyś często tam bywałem i dobrze pamiętam niesamowite, blisko 50-metrowe klify. Przed wojną zamontowana była na plaży winda dla turystów, lecz teraz pozostały po niej betonowe szczątki.

Roszkowski Wybrzeże (27)Między Jastrzębia Górą i Karwią należy zachować ostrożność, ponieważ plażowicze parkują samochody bezpośrednio wzdłuż drogi. Rozkojarzeni wakacjami często wjeżdżają prosto pod koła. W Karwii asfalt skręca w głąb lądu. Gdybym miał lżejszy motocykl i inne opony, chętnie wybadałbym gruntowe drogi biegnące wzdłuż morza.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Z drogi numer 213 skręcam w 215. Po lewej stronie widzę jezioro Żarnowieckie – zbiornik wodny niedoszłej elektrowni jądrowej. W drugiej połowie lat 80. strach i niewiedza wyrażone poprzez protesty okolicznej ludności (szczególnie nasilone po katastrofie Czernobyla w 1986 r.) doprowadziły do zamknięcia prawie gotowego obiektu. Z czterech gotowych reaktorów dwa zezłomowano, a pozostałe dwa sprzedano. Jeden z pozostałych został odkupiony od Polski za symboliczną kwotę. Zamontowano go w fińskim mieście Loviisa, gdzie działa bezawaryjnie do dziś.

Elektrownia Jądrowa Żarnowiec

Gdyby nie protesty okolicznej ludności – byłaby pierwszą polską elektrownią jądrową. Miejsce budowy (jezioro Żarnowieckie) wybierano przez kilka lat uwzględniając warunki geologiczne, aktywność sejsmiczną i położenie geograficzne. Jej konstrukcja była całkiem odmiennej budowy od niesławnej Czernobylskiej. Zbudowano cztery reaktory z całym zapleczem technicznym w 630 budynkach kosztem 2 mld dolarów. Prawie gotowa, nigdy nie została jednak uruchomiona.

Droga 215 – na mapie oznaczona jako żółta, jest rzeczywiście słabo uczęszczana. Sporadycznie mijam samochody. W kilku wsiach kuszą mnie swoim widokiem, ogrodzone kamiennymi murami, fotogeniczne średniowieczne kościoły. Za Słupskiem zaczynam się niecierpliwić, ale wreszcie jest – znowu widzę morze. Zatrzymuję się na chwilę w Ustce aby popatrzeć na kolejną latarnię morską. Następnie robię krótkie postoje w Darłowie i Dąbkach.

Roszkowski Wybrzeże (22)Czas chyba rozejrzeć się za kempingiem, ale postanawiam przejechać jeszcze przez Kołobrzeg. Mijam sympatyczną wioskę Grzybowo, wyraźnie oderwaną od polskiego stereotypu nadmorskiej miejscowości, gdzie nieliczne stragany z pamiątkami można policzyć na palcach jednej ręki. Mój dobry humor poprawia fakt, że podczas potężnej ulewy akurat jestem pod zadaszeniem, gdzie jem dzisiejszy obiad: smażoną mirunę z frytkami.

Kołobrzeg i okolice

Nigdy wcześniej nie byłem w Kołobrzegu, więc postanawiam połączyć przyjemne z pożytecznym i zrobić spacer po plaży połączony ze zwiedzaniem. Z mapy wynika że mam do przejścia 8 kilometrów, co zajmuje mi około dwóch godzin. Gdzieś w połowie drogi moją uwagę przyciągają na wpół zakopane w piasku betonowe cembrowiny. Czyżby jakieś powojenne umocnienia? Niestety ciężko wyszukać w internecie informacje na ten temat, prawdopodobnie są to pozostałości okopów po Festung Kolberg – twierdzy, z której wiele obiektów przetrwało do dzisiaj.

Festung Kolberg

Określenie to odnosi się do okresu marca 1945 r., kiedy to Adolf Hitler, zdając sobie sprawę jak ważny strategicznie jest dla niego port w Kołobrzegu, wydał rozkaz przeobrażenia miasta w twierdzę i obrony do ostatniego naboju i ostatniego żołnierza. Zaciekłe walki trwały tu przez 14 dni.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Roszkowski Wybrzeże (23)Życie w Kołobrzegu skupia się głównie w dwóch miejscach. Pierwsze z nich to zielone centrum z zabytkowymi kamieniczkami i kościołami oraz fragmentem średniowiecznego muru miejskiego, drugie to nadmorski deptak przy plaży, na którym stoi piękna 26-metrowa latarnia morska.

Trzeba przyznać, że zbudowana w 1945 r. na podstawie dawnego fortu robi bardzo dobre wrażenie. Trzyczęściowa, z cegły, jest udostępniona zwiedzającym i widać z niej panoramę wybrzeża i miasta oraz porty i turystyczne molo.

Droga do domu

Roszkowski Wybrzeże (34)Minął już ponad tydzień mojego wyjazdu. Czuję że uzupełniłem roczne zapasy jodu i postanawiam wrócić do domu. Żegnam się z morzem i wybierając drogi nieekspresowe jadę do domu przez Szczecin, Gorzów i Żary. Po raz kolejny przekonałem się, że Polska jest ciekawym krajem, dość zróżnicowanym geograficznie z bogatym historycznie zapleczem. W 10 dni przejechałem 1490 kilometrów, cztery razy tankowałem i na szczęście nie przydarzyła mi się żadna awaria.

3 KOMENTARZE

  1. Pozdrawiam serdecznie Marcinie! Na początku sierpnia odbyłem podobną, choć krótszą traskę. Głównie przebywałem na Helu, ale była też Gdynia, Puck, Jastrzębia Góra… Miałem nieco większy problem z przejazdem w korkach (aluminiowe kufry). Tak więc gratulacje ;-)

  2. Gratuluję pięknej wyprawy.Potwierdzam ,wybrzeże jest piękne i bardzo ciekawe. W tym roku również tam byłem na dwóch kołach ale tylko na wschodniej części.Zachodnią planuję na przyszły.

  3. Wszystkie informacje bardzo rzetelne natomiast wrak Wilhelma Gustlofa spoczywa na dnie znacznie bliżej Łeby konkretnie tzw. „przylądka stilo” niż Ustki. Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!