[sam id=”24″ codes=”true”]

Nadszedł dzień, kiedy pierwszy raz w życiu dosiadam Harleya. Amerykański sen okazuje się dla mnie krótki i średnio udany. Żeby pozostać sprawiedliwym – Harley-Davidson Street Bob to świetna maszyna, tyle że nie dla mnie. 

Zdjęcia do testu: Magdalena Truszkowska

Tego dnia przebieram nogami od rana. Trasę do Warszawy pokonuję w ekspresowym tempie, podjeżdżam pod salon Harleya i czym prędzej odstawiam swoją japońszczyznę na parking. Podpisuję dokumenty  i idę przywitać się z motocyklem.

Pierwsze wrażenie jest dosyć mieszane. Miało być dostojnie i elegancko, jest dosyć… topornie. Street Bob Special Edition to w założeniu typ miejskiego zabijaki, stąd chrom zostawiono wyłącznie na wydechu i detalach silnika.

[sam id=”11″ codes=”true”]

H-D StreetBob (23)
Street Bob to miejski zabijaka - całkiem inaczej niż ja
Reszta jednostki napędowej, tak pięknie wyeksponowanej w klasycznych Harleyach, została pomalowana na czarny mat. Miało być łobuzersko, a z bliska wygląda, hmm, tanio.

Po krótkim instruktażu na temat obsługi odpalam motocykl. Leniwie budzącemu się do życia silnikowi towarzyszy niepodrabialny dźwięk.

Drżące ciało

H-D StreetBob (12)
Silnik daje wibracje znane raczej z budowlanej zagęszczarki
Na wolnych obrotach cała maszyna wibruje jak Ursus C-330, a wiele elementów wyposażenia trzęsie się z kilkucentymetrową amplitudą. Cudo! Gdybym nie miał uprawnień do jazdy, mógłbym tak sobie siedzieć cały dzień… do momentu zamiany klejnotów w bezę.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Sprzęgło, uff, jedynka, uff… wszystko działa precyzyjnie, ale z lekkością i gracją zaciętego zamka w radzieckim CKM-ie. I tak ma być! Ruszam i prawie doświadczam pierwszej gleby.

Jako to dziewczę z (amerykańskim) chłopcem nieobyte, odruchowo szukam podnóżków tam gdzie zwykle. W Street Bobie są one wysunięte mocno do przodu, co wymaga zmiany przyzwyczajeń. Z duszą na ramieniu włączam się w gęsty ruch.

H-D StreetBob (3)
Wizerunkowo Street Bob to mistrzostwo świata
Ważąca ponad 300 kg maszyna prowadzi się zaskakująco lekko i precyzyjnie, co jest zapewne zasługą nisko rozłożonej masy. Powiedziałbym wręcz, że jest dużo łatwiej niż na teoretycznie lżejszych motocyklach i ze Street Bobem poradzi sobie nawet filigranowy osobnik, pod warunkiem, że dosięgnie do podnóżków.

W ruchu miejskim Harley radzi sobie znakomicie, dzięki świetnej manewrowości i malutkim lusterkom, praktycznie nie wystającym poza kierownicę. Sprawę ułatwia też fakt, że słyszalny z daleka gulgot potężnego V-Twina sprawia, że auta pokornie rozstępują się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem.

Wielkie serce

H-D StreetBob (17)
Stylowe detale cieszą oko, ale wyposażenie jest raczej skromne
Dojeżdżam do granic Warszawy i czuję, że coś jest bardzo nie tak. Nogi mam totalnie zesztywniałe. To zasługa pozycji na tym motocyklu, przy moim wzroście nie pozwalającej na chwilowy choćby odpoczynek. Mięśnie ud są stale napięte i żadne cuda z przesuwaniem się w przód czy w tył i zmiana ustawień stóp na podnóżkach nie pomagają. Ten typ tak chyba ma – zadajesz szyku, ale na krótkim dystansie.

[sam id=”11″ codes=”true”]

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!