Kiedy cała nasza pasja skupia się tylko na jednej rzeczy, narażamy się na powolne wygaszanie ognia, a w efekcie wielką frustrację. Warto mieć w zanadrzu coś, co pozwoli nam czasem odsapnąć od emocji, które przeżywamy na co dzień.

Daleko mi do mądrości wypływającej z wieku, a tym bardziej do wątpliwej pozycji „autorytetu”. Mam natomiast pewne doświadczenia z innej dziedziny, które można swobodnie przełożyć na naszą motocyklową glebę. Dawno temu musiałem podjąć dosyć bolesną decyzję.

Z braku możliwości rozwijania jednośladowego bakcyla (znacie to – kasa, brak wsparcia itp.), złapałem kolejnego – wsiąkłem w świat muzyczny. Odtąd kładłem się spać myśląc o kolejnych imponujących ścieżkach perkusji, które nagram do następnego przebojowego kawałka mojej kolejnej kapeli. Pierwszą myślą po przebudzeniu były bębny i tak przez cały dzień i następne kilkanaście lat.

Absolutnie nie mogę powiedzieć, że wszystko wylądowało w błocie. Nie jestem gwiazdą rocka, ale zdobyte umiejętności pozwalają mi wciąż utrzymywać się w tej branży, nie dokładać do interesu, a nawet coś odłożyć. Natomiast przyszedł moment, kiedy nie mogłem patrzeć na instrument a jakiekolwiek dźwięki budziły we mnie agresję.

Na grane przez siebie koncerty chodziłem jak do biura – ot, odpowiednik bezmyślnego przewalania faktur. Byłem blisko dna, kiedy coś mnie podkusiło żeby odkurzyć dawne marzenia. Z dnia na dzień wróciłem do motocykla – miałem skromne możliwości, ale z pewnością większe niż jako nastolatek. I w swoim stylu wlazłem w to z dziecięcym entuzjazmem, po uszy i bez refleksji… historia zatoczyła koło i dziś te dwie siły, muzyka i motocykle, walcząc ze sobą jednocześnie się wspierają.

To do czego namawiam to pewna równowaga. Na pewno kochacie motocykle, ludzi jeżdżących za karę można wyliczyć na jednym palcu ręki emerytowanego drwala. Ale być może przyjdzie moment, kiedy pasja stanie się największym wrogiem. Wtedy warto mieć wentyl bezpieczeństwa. Cokolwiek – pomagaj w hospicjum, zbieraj znaczki, układaj puzzle. Czasem nawet największej miłości trzeba dać odpocząć, żeby się zwyczajnie nie zadławić.

PS. Kategorycznie przestrzegam przed odnoszeniem powyższych słów do ludzkich obiektów adoracji cielesno-duchowej. One mogą nie zrozumieć potrzeby płodozmianu.

1 KOMENTARZ

  1. Połączenie moto i perkusji jest wyjątkowo pozytywne. Sam gram od 14 lat i jeżdzę od 7 i potwierdzam zgranie tych dwóch pasji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!