Pikes Peak to dla motocyklistów miejsce magiczne. Okazuje się, że ta wymagająca trasa potrafi zaskoczyć nie tylko zdradliwymi serpentynami. Czasem niebezpieczeństwo przychodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony.

Spokojne popołudnie, sesja treningowa na Pikes Peak. Zakręt za zakrętem, adrenalina buzuje, umysł gorączkowo wypatruje zagrożeń i oblicza kąt wejścia w następny wiraż. To, co zdarzyło się kilka sekund później przerosło jednak możliwości przewidywania zwykłego człowieka.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Honda prosto z nieba

Często marząc o własnym jednośladzie słyszeliśmy: „bierz się do roboty, moto ci z nieba nie spadnie”. Tym razem spadło. Biker jadący kilka serpentyn wyżej stracił panowanie nad maszyną i z impetem poleciał w dół zbocza. W twardo lądujący motocykl uderza inna maszyna, co dla niej również kończy się słabo. Na szczęście obyło się bez ofiar, a my możemy oglądać jedną z najbardziej malowniczych kolizji tego sezonu.

[sam id=”11″ codes=”true”]

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!