„Uwzięliście się na BMW” – piszą do nas oburzeni wyznawcy tej marki po każdym opisie niedoróbek w modelu R1200GS. Odpowiadamy: nikt nie może liczyć u nas na taryfę ulgową. W interesie naszych czytelników.

Polski oddział motocyklowego BMW ma do dziennikarzy podejście dość specyficzne. Z większością z nich żyje w symbiozie, zapraszając na zagraniczne testy, obrady oficjalnego klubu, zlot w Ga-Pa czy nawet mniej istotne imprezy. Ale to my jesteśmy jedynym polskim portalem, w którym pojawiają się wszystkie informacje o kolejnych usterkach i wezwaniach serwisowych.

Informacje te trafiają na czołówki zagranicznych portali motocyklowych, szeroko komentowane są tam przez kilka dni – w Polsce są z reguły przemilczane.

Zalew hejtu

Po każdej informacji dotyczącej kłopotów technicznych BMW (zazwyczaj dotyczy to wezwań serwisowych) zalewa nas w komentarzach fala internetowego szamba. Odsądzani jesteśmy od czci i wiary, określani jako nieprofesjonalni, a nawet oskarżani o przyjmowanie pieniędzy od japońskiej konkurencji BMW.

Większości z tych komentarzy nie publikujemy, nie zawierają bowiem argumentów, lecz same wyzwiska. Te mniej lub bardziej merytoryczne wrzucamy na portal, a na najciekawsze staramy się odpowiadać, tłumacząc nasze stanowisko.

Do internetowego hejtu jestem już przyzwyczajony – taka jest po prostu specyfika sieci, szczególnie w Polsce. Najciekawsze jest jednak to, że ogromna większość z tych „opinii”, po których więdną monitory nie jest pisana przez gimnazjalistów, lecz przez prawdziwych właścicieli motocykli BMW, a więc ludzi z ustabilizowaną sytuacją życiową i emocjonalną.

Dziwne? Tylko z pozoru. To zjawisko ma bardzo logiczne, choć ciekawe wyjaśnienie.

Zakochani w BMW

Prywatnie zawsze uważałem, że w segmencie motocyklowym BMW jest niedoścignionym mistrzem marketingu, szczególnie tzw. „marketingu szeptanego”. Większość z Was nawet nie wie, że te spontaniczne komentarze „społeczności właścicieli BMW” są często efektem niezwykle sprytnych zabiegów marketingowych, w których bawarska marka jest naprawdę mistrzem.

To tzw. evangelist marketing, który tworzy u konsumenta tak silne zaufanie do marki, że z własnej woli przekonuje on innych do kupowania i używania jej produktów. Każda negatywna opinia na temat tej marki jest odbierana przez jej ewangelistów za atak osobisty.

Słyszeliście, by właściciele Kawasaki rzucali się na autora negatywnego testu któregoś z modeli tej marki? By posiadacze Yamahy zakładali na forach oddzielne wątki, odsądzające od czci i wiary dziennikarza, który źle ocenił R-jedynkę? A dokładnie takie są reakcje społeczności właścicieli BMW, gdy opisujemy każde kolejne wezwanie serwisowe.

GS jak iPhone

Co istotne dla marketingowców, ewangeliści angażują się w aktywne, samoczynne rekomendowanie marki nie tylko jako anonimowe nicki na forach, lecz z imienia i nazwiska, choćby na Facebooku. W innej branży skuteczną kampanią z wykorzystaniem evangelist marketingu było każdorazowe wprowadzenie na rynek nowego modelu iPhone.

Pamiętacie jak całą noc wyznawcy Apple’a czekali przed sklepem by kupić swój wymarzony produkt nie widząc go wcześniej na oczy? Traktowali później ten gadżet niemal jak własne dziecko, rzucając się do gardeł tych, u których iPhone nie wzbudzał entuzjazmu.

Przypomina Wam to coś w branży motocyklowej?

On się nie psuje!

Po każdej opisywanej przez nas kolejnej awarii nowego BMW R1200GS piszą do nas użytkownicy innych modeli BMW. Zdecydowanie, autorytatywnie wykluczają możliwość jakiejkolwiek awarii tego wspaniałego motocykla.

A że my podajemy wyłącznie informacje, które są ogólnodostępne w internecie? Nieważne, na pewno kłamiemy, manipulujemy albo wręcz wymyślamy niewygodne dla BMW fakty. Zapewne biorąc za to pieniądze od konkurencji.

Co dalej?

Osobiście uważam, że BMW produkuje całkiem niezłe motocykle. W swojej historii mieli wiele udanych modeli, ale również kilka takich, które udane nie były. Pech (dla mnie, ale i dla BMW) chciał, że jako początkującemu motocykliście wciśnięto mi w salonie zwykły bubel, właśnie taki nieudany model, R1200ST, który później opisałem w teście. Efekt? Ten test niszowego bądź co bądź motocykla to jeden z najpopularniejszych i najczęściej komentowanych artykułów w historii portalu.

Podobnie z nowym R1200GS – liczba wezwań serwisowych tego motocykla bije rekordy, a każdorazowe opisanie na motovoyager.net kolejnej awarii wywołuje zalew komentarzy czytelników, oburzonych naszym rzekomym  brakiem rzetelności.

Co dalej? Cóż, wypada nam jedynie zapewnić, że każde wezwanie serwisowe dotyczące nie tylko BMW, ale i innych marek będzie, tak jak dotychczas, szczegółowo przez nas opisane. A że w polskim oddziale nadepniemy komuś czasem na odcisk? Trudno, poradzimy sobie.

Mamy satysfakcję, że robimy to, co naszym zdaniem jest uczciwe wobec czytelników.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWypadek na Moto Show w Bielawie. Poszkodowane dwie osoby
Następny artykułUsterka napędu w KTM 390Duke. Producent już wymienia wadliwą część
Z wykształcenia arabista. Z zawodu – dziennikarz od ponad 20 lat. Był m.in. korespondentem „Rzeczpospolitej” i PAP w Sankt-Petersburgu, redaktorem naczelnym „Gazety Finansowej”, a także zastępcą redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”. Na motocyklu lubi podróżować indywidualnie. Interesuje się kulturą Bałkanów i tam często planuje swe motocyklowe podróże. Oprócz turystyki motocyklowej uwielbia nurkowanie. Zna cztery języki, w tym arabski.

16 KOMENTARZE

  1. Hmm, sam mam od paru dni bmw gs adventure 1150 z 2004 roku, mnie interesują wszelkie merytoryczne uwagi, testy i krytyka tego motocykla, zapewniam, że z mojej strony nikomu z tego powodu nic nie grozi :-)

  2. Przyznaję się ,że ostatnio zabrałem głos pod artykułem o GS 1200, niepotrzebnie.
    Niestety to są fakty. Jestem użytkownikiem R 1150 RT z 2001 i też mnie ON wzywa na akcje serwisowe do garażu bo sie starzeje :) (motocykl).
    Autorze znam twoją przygodę ,czytałem artykuł. Współczuję.
    Myślę ,że każda marka motocykli czy samochodów ma swoich fanatyków :).

  3. A wiec o to chodzi: „nie zostaniemy zaproszeni na testy do Maroka czy nie dostaniemy testówek? Trudno, poradzimy sobie”. Wiedziałem!

  4. Witam, moge otwarcie przyznac ze jestem wielkim zwolennikiem motocykli BMW.
    Jednak (na szczescie) nie do tego stopnia by kogos obrazac za minusowa ocene jakiegos modelu tej firmy. Szczegolnie ze na wiekszosci nowych nawet nie siedzialem a co dopiero mowic o jezdzie.
    Niestety prawda jest taka ze era bezawaryjnych BMW skonczyla sie na ostatniej ´´cegle´´ i pierwszym bokserze 1200. Nowe czworki rzedowe wstawiane poprzecznie nie przekonija mnie kompletnie, najnowszy design GS1200 tym bardziej nie.
    Rowniez zwrocic musimy uwage ze nikt juz nie powtorzy rekordowych przebiegow rzedu 400tys km w K100 gdyz motocykle naszpikowane sa w takim stopniu elektronika ze jest to juz nie mozliwe. Motocykle jak i samochody nie sa konstruowane na papierze ale przez komputery ktore maja za zadanie tworzyc podzespoly wytrzymujace dana ilosc km i zadnej wiecej, wszystko jest policzone tak dokladnie jak sie da. I dlatego uwazam ze bedzie coraz gorzej, i w BMW i u producentow japonskich. Firmy nie zarabiaja na sprzedazy motocykli, ale na ich serwisowaniu, i to kazdy powinien pamietac.

  5. Zgadzam się tylko częściowo z artykułem, ponieważ zawiera zbyt dużo goryczy, efektu posiadania w przeszłości wadliwego egzemplarza BMW. Sam jestem od kilku ładnych lat posiadaczem motocykla serii 1150 RT (a wcześniej kilku innych marek) i nie śmiałbym powiedzieć, że ten ( może poza wygodą ) w jakiś szczególny sposób odbiega in plus od tamtych. Nigdy nie należałem do obozu ,, ewangelistów ” . Myślę, że o każdy trzeba dbać tak samo a to odbije się na bezawaryjności i zadowoleniu właściciela.

  6. A mnie cieszy że MV użykownikom BMW przekazuje tą drogą (jedyną chyba w PL) informacje dot. wezwań serwisowych o kórych polski importer milczy. (widocznie na nasz rynek produkowane są te najlepsze Beemy, które nie mają żadnych usterek… tak dopieszczają nasz rynek ;-).
    Na miejscu importera przestałbym się wygłupiać i dał MV motocykle do testu pokazując że nie mamy nic do ukrycia i włala – bierzcie, piszcie i ćwiczcie. Tak jak to robią jak widać inny importerzy.
    Życzę wytrwałości redakcji :-)

  7. BMW ma charakter i jest marka „premium”. Każdy kupiony przez kogoś egzemplarz już czeka na następnego wtórnego właściciela. Lata lub kilometry się nie liczą. Kupujący z drugiej ręki ma podobne pragnienie posiadania jak pierwszy właściciel i jest w stanie zapłacić więcej niż nakazuje rozsądek aby tylko go mieć. Ciekawe zjawisko, dotyczące wyłącznie modeli bokser ! Większość aficionados tej marki, lub bardziej tego typu silnika (bokser) uwielbia swoje motocykle i serwisuje w ASO aby ewentualnie utrzymać gwarancje nawet po jej upływie. Utrzymuje się przez to wysokie ceny na rynku okazyjnym i większość z drugiej/trzeciej ręki ma wszelkie faktury i papierki mówiące o jego przeszłości, co też jest bardzo dobrym argumentem marketingu.
    Jakub GTR1400 – 22 tys. km. w kilka miesięcy (bez najmniejszego problemu, nawet żaróweczki)

  8. …tak to już jest że większość niezbyt zadowolonych posiadaczy danej marki motocykla, dopóty dopóki jest w jej posiadaniu wyraża w gronie umiarkowany optymizm tudzież w najlepszym przypadku nie wyraża go wcale. Rzetelna prawda wychodzi dopiero po ewentualnej sprzedaży gwarantując niejako wyjście z twarzą oraz poprawę samopoczucia choćby z tego prostego powodu że kasa odzyskana, strup z głowy, „znalazł się inny jeleń” ,- ot, taka ludzka ułomność :) Wspomniana /większość/ nie oznacza jednak ( i całe szczęście) /wszyscy/ ,dobrze że istnieją jeszcze i tacy, którzy za cel swojego przekazu wybrali, bezstronność i rzetelność jak choćby MV. Dla kogoś kto czuje się niedowartościowany, potrzebuje podbudowania własnego ego za wszelką cenę proponuję prenumeratę szmatławca”MOTOCYKL” , choć bardziej pasowałoby ZEITUNG MOTOCYKL, w końcu wpływy zobowiązują … .

  9. Jestem uzytkownikeim R1200GS 2004, przejechane ponad 100k km.
    Moto jest ok, cos stuka puka, jakies lozysko w dyfrze uszkodzone, ale jedzie i nigdy jeszcze mnie nie zawiodl zawsze dojechalem tak gdzie chialem. Moto jak kazde inne fajne i dobre, a psuc wszystko sie psuje. Problem jest w tym ze hejt jest poularny i tyle :-) Z drugiej strony Kawaski, Honda, Yamaha dopiero teraz sie budza i cos tam probuja wskrzesic z motocyli typu enduro…..KTM piekny, silny, super a jak sie okazuje tez awarie i to czeste i jakos tego nikt nie pietuje.
    Kazdy motocyklista marzy o Harley’u a jak juz go masz to sie okazuje ze nie hamuje, halasuje i bez Loctite nie wyruszaj dalej niz 50km od domu bo sie rozkreci. Taka rzeczywistosc. Jedynie zal ze BMW Europa ukrywa i milczy na temat problemow. Tak naprawde tylko w USA jest o tym mowa, bo wypadki badaja rzadowe instytucje itd. Pozdrawiam wszystkich milosnikow 2 kolek .
    P.S i tak zostane przy BMW , 1 byl F650 drugi 1200gs a 3 bedzie 1200ADV :-), mimo swoich wad i tak to sa dobre moto.

  10. A ja jeszcze poproszę zestawienie tych mitycznych/tragicznych awarii (nie mylić akcji serwisowych bo to zapobieganie!). Zestawienie procentowe w odniesieniu do sprzedanych egzemplarzy i w odniesieniu do innych marek/modeli. Taka rzetelna tabelke chciałbym. Taka tabelke, która przekona mnie ze BMW to synonim lipy i nie warto tego badziewie kupować. Taka tabela uchroni was od propagowanej opinii, że jesteście BMW haters.

  11. Niezależnie od tego jak dobra jest dana marka , stosowanie sztuczek socjotechnicznych w celu jej promocji jest zawsze naganne. Podobnie jest z manipulowaniem wynikami testów porównawczych w niektórych artykułach.Niestety takich przykładów dziwnej sympatii redaktorów do BMW jest sporo.Nie wiem czy jest jej to potrzebne czy nie, ale moim zdaniem bardziej szkodzi tej marce bo smarowanie wazeliną niekiedy bywa wręcz nachalne.

  12. MV- piszcie zawsze prawde bez wzgledu jaka ona jest. A to ze boli ona czasami milosnikow BMW? To juz sprawa na kozetke.
    Jestem posiadaczem Triumph’a i jak czytalem ze cos z niektorymi modelami jest nie tak – bynajmniej nie popadalem w idiotyczna histerie i nie plulem jadem ze moj ideal ucierpial na reputacji. Wrecz przeciwnie, cieszylem sie ze marka probuje jakies niedociagniecia zmienic i poprawic. Prawie zawsze jest tak, ze utozsamiamy sie z marka ktora posiadamy, milo sie czyta o artykulach opisujacych zalety naszego modelu, glupio sie czyta o wadach, tym bardziej jesli zadna usterka nie wyskoczyla (jeszcze) w naszej sztuce. Ale jesli w krotkim czasie robi sie pare wezwan serwisowych, a w kraju cicho- sza pomimo iz byli wlasciciele lub osoby ktore mialy dobry, dlugi kontakt z danym modelem otwarcie twierdza ze model ma z czyms problem – musi byc cos na rzeczy i nie ma usprawiedliwienia dla przedstawiciela marki na kraj, ze o takich sprawach przemilcza. Nie byloby tematu jesli wlasciciel marki powiedzialby „ok, sa problemy, wiec staramy sie problem wyeliminowac i zapraszamy na wymiane/ naprawe wszystkich posiadaczy by mogli cieszyc sie z naszego dziela” Ale nie, kasa, kasa.. bo to by przeciez „kosztowalo”. Wiecej transparentnosci Panowie z BMW, bo to o czym czytam wydaje sie byc smieszne i nie przysparza dobrej opinii marce z ladna skadinad dawna tradycja!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!