Suzuki Intruder dorobił się zasłużonej chwały. Jest w tym motocyklu coś, co budzi szacunek i zachęca do pokonywania kolejnych kilometrów. Jest coś, co pozwala opierać się kokieterii amerykańskiej konkurencji. Sprawdziliśmy co to takiego.

Zdjęcia do testu: Izabela Jurkowska

Można japońskie cruisery lubić lub nie, ale faktem jest, że mają one ogromną rzeszę zwolenników. Intruder jest tego chyba najlepszym przykładem. Na tym motocyklu zrealizowano niezliczoną ilość podróży motocyklowych, poświęcono mu tysiące imprez, a w samej Polsce działa wiele klubów zrzeszających użytkowników tego motocykla.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Stoi na stacji lokomotywa

Kiedy odbieram testowego Suzuki Intrudera C1500 w wersji turystycznej od razu zdaję sobie sprawę, dlaczego jest on tak lubiany. W oczy rzuca się przede wszystkim potęga motocykla – to naprawdę kawał maszyny. Każdy element wygląda porządnie i sprawia wrażenie, jakby został przemyślany w każdym calu i wykuty z japońskiej stali.

Przy bliższym poznaniu, kiedy puknie się tu i ówdzie wychodzi na jaw, że część chromów to tworzywo imitujące metal. Trudno uznać to jednak za wadę, bo żadna część nie budzi najmniejszych zastrzeżeń, wszystko doskonale spasowano.

Suzuki Intruder (67)
Wersja C1500T ma pojemne fabryczne kufry
Wersja C1500T wyposażona jest w dobrze dopasowane stylistycznie i całkiem pojemne kufry. Bez problemów można tam spakować się na długi weekend, choć ich ograniczona szerokość uniemożliwia schowanie kasku szczękowego.

[sam id=”22″ codes=”true”]

Ciężka, ogromna

Intruz jest bardzo ciężki. Gabarytami i manewrowością przypomina nieco lokomotywę, stąd bardzo ważne staje się staranne wybranie miejsca parkingowego. Konieczność wycofania nawet pod najmniejszą górkę będzie wymagać skorzystania z pomocy jednego ze Strong Manów.

Suzuki Intruder (35)
Intruder do lekkich nie należy
Intruder obala mit, że cruisery są odpowiednie dla niższych kierowców. Spore oddalenie kierownicy poważnie utrudni obsługę motocykla osobom poniżej 175 cm wzrostu.

Nie pomaga także bardzo szeroki zbiornik paliwa, który wymusza spory rozstaw nóg. Na szczęście po zajęciu miejsca na kanapie pozycja okazuje się komfortowa, a samo siodło – bardzo wygodne.

Najpierw powoli, jak żółw ociężale

Odpalam silnik. Stacyjka z lewej strony, na wysokości kolan – mało intuicyjne i niewygodne, choć w tego typu motocyklach dość powszechne. Widlasty twin budzi się do życia z grzmotem, który obiecuje dobre wibracje – i te dosłowne, i te związane z frajdą, jaką może zaoferować tak duża pojemność.

Potem jednak silnik pracuje cicho – to może być sporą zaletą tej wersji, która pomyślana jest do dalekich podróży.

Suzuki Intruder (59)
Potężny V-twin nie lubi niskich obrotów
Znakomicie pracujące sprzęgło ułatwia manewrowanie w miejskim gąszczu, ale utrudniają je ogromne gabaryty i spora waga motocykla. Aby dojść do wprawy i próbować przeciskać się na światłach, trzeba sporo poćwiczyć. Kiedy jednak już opanowuję tę sztukę, przeciskanie się tym parowozem w warszawskich korkach nie stanowi większego problemu.

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKaski śmierci z Chin. Brytyjczycy wycofują niebezpieczne produkty
Następny artykułZ800 Performance Edition. Dobrze przyprawione Kawasaki
Z wykształcenia arabista. Z zawodu – dziennikarz od ponad 20 lat. Był m.in. korespondentem „Rzeczpospolitej” i PAP w Sankt-Petersburgu, redaktorem naczelnym „Gazety Finansowej”, a także zastępcą redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”. Na motocyklu lubi podróżować indywidualnie. Interesuje się kulturą Bałkanów i tam często planuje swe motocyklowe podróże. Oprócz turystyki motocyklowej uwielbia nurkowanie. Zna cztery języki, w tym arabski.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!