Ślady historii, pomniki inżynierii niezliczona ilość zapomnianych zakątków – oto czego poszukiwałem podczas swojej samotnej wycieczki po Mazurach. Znalazłem tutaj nawet więcej – relaks i refleksję.

Tekst i zdjęcia: Marek Safiańczuk

Ta wycieczka bierze udział w konkursie „Dziel Się Frajdą, Zgarniaj Nagrody”.

Wycieczka którą zaplanowałem objęła głównie województwo warmińsko-mazurskie, przejazdem podlaskie i mazowieckie. Podzieliłem wszystko na dni, starałem się żeby trasy nie były dłuższe niż 250 km. Nierzadko ze względu na liczbę obiektów do zwiedzenia i taki dystans był trudny do przejechania w ciągu dnia.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Wyjazd rozpoczynam tranzytem z rodzinnego Sulejówka do miejscowości Świątki w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie mam zaplanowany nocleg w agroturystyce U Dziedzica. Świeżo wyremontowany budynek położony jest w spokojnej okolicy wśród pól. Ostatnie 2 kilometry trzeba dojechać szutrową drogą.

Śladem Adolfa

Zamek w Reszlu
Rano po śniadaniu wyjeżdżam odwiedzić zamek w miejscowości Reszel. Po drodze na wysokości wsi Radostowo mijam ładny stary magazyn. Budowa zamku w Reszlu rozpoczęła się ok. roku 1350, zaś w roku 1400 stał się on gotycką warownią. Służyła ona Krzyżakom do umacniania swojej pozycji w rejonie. Wcześniej była w tym rejonie drewniana strażnica wielokrotnie zdobywana i niszczona.

Poza samym, dość ciekawym, choć niezbyt dużym zamkiem nie ma w Reszlu zbyt dużo do zwiedzania – żadnych wystaw czy innych atrakcji. Wejść można tylko na wieżę i do małej piwnicy. Reszta jest pozamykana lub zajęta przez hotel i restaurację. W XVIII wieku zamek pełnił funkcję więzienia, niestety podczas zwiedzania nie znajduję żadnej informacji na ten temat, a szkoda.

Wstęp kosztuje 3 zł, do tego trzeba doliczyć podobną kwotę za parking. Mi udaje się zaparkować za darmo dzięki odpowiedniemu urobieniu pana od poboru opłat.

Wilczy Szaniec
Z zamku kieruję się prosto do Wilczego Szańca – kwatery Adolfa Hitlera. Warto dopłacić tutaj do biletu wstępu (20 zł) za przewodnika (5 zł), bo samo zwiedzanie ograniczy się do chodzenia po ruinach bez informacji co gdzie było. Wszystkie bunkry zostały wysadzone przez wycofujących się Niemców, niektóre ściany z betonu i stali o grubości pięciu metrów są rozsunięte jakby nic nie ważyły. Z grubych betonowych ścian i sufitów wystają kawałki zbrojeniowego drutu.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Kolejnym punktem zwiedzania tego dnia jest kompleks bunkrów w Mamerkach pełniący funkcje kwatery głównej niemieckich wojsk lądowych. Obiekty zachowane są w niezłym stanie, ponieważ Niemcy nie zdążyli ich wysadzić. Kompleks jest podzielony na dwie części przedzielone drogą. Pierwsza zdecydowanie lepiej przygotowana do zwiedzania i płatna (13 zł), z wieżą widokową na jednym bunkrze. Warto przy kasie wypożyczyć latarkę (2 zł), żeby można było zajrzeć do środka bunkrów. Jeszcze lepiej jest wziąć latarkę ze sobą bo nie tylko tutaj się przydaje.

Bunkier w Mamerkach

Druga część, choć zdecydowanie bardziej obfita w obiekty, niestety nie wygląda najlepiej. Bunkrów muszę szukać wzdłuż drogi, fatalne oznaczenie sprawia, że trudno mi cokolwiek znaleźć. Mijam różne boczne dróżki, które nie wiadomo gdzie prowadzą, większości bunkrów muszę wypatrywać gdzieś w lesie. Na początku trasy są dwa bunkry oddalone od siebie o kilkanaście metrów, połączone podziemnym przejściem. Zwłaszcza tutaj przydaje się latarka. To chyba najciekawsze miejsce tego kompleksu. Długi, kilkudziesięciominutowy spacer, który pozwolił mi zwiedzić może połowę bunkrów i nadciągająca burza zmuszają mnie do odwrotu i szukania noclegu.

Nieco ponad kilometr na północ w stronę Węgorzewa znajduję agroturystykę ze sklepikiem spożywczym. Za 35 zł mam czysty pokój z łazienką i resztą niezbędnej infrastruktury. Właściciel agroturystyki wie sporo na temat bunkrów i innych ciekawych obiektów na Mazurach. Chętnie opowiada i wskazuje ciekawe miejsca. Kupuję przewodnik po Mazurach „Mazury Północne” Stanisława Siemieńskiego, który sprawia, że moje plany na dalszą trasę ulegają poważnym zmianom.

Pomniki inżynierii

Śluza Leśniewo Górne
Trzeci dzień wyjazdu zaczynam od zwiedzania niedokończonej śluzy w Leśniewie. Pierwsza z nich – Leśniewo Dolne jest widoczna z drogi. Jest ledwie rozpoczęta, 15% zaawansowania prac budowlanych, więc niewiele widać, podejść pod samą śluzę raczej też się nie da, chyba że ktoś się lubuje we wspinaczkach po stromych urwiskach i brnięciu po kolana w wodzie i błocie.

Suwalszczyzna jest tuż obok! Przeczytaj relację z wyprawy Mariusza i Grzegorza.

Pomiędzy śluzami widnieje część Kanału Mazurskiego. Śluza Lesniewo Górne wygląda znacznie okazalej, choć według przewodników stopień zaawansowania prac jest niewiele większy, ledwie 30%. Zlokalizowany jest tutaj park linowy (czynny od godziny 11). Samo zwiedzenie śluzy kosztuje 3 zł i dodatkowo 2 zł trzeba zapłacić za parking położony przy pierwszej śluzie. W tym miejscu widać ile wysiłku włożyli w tę budowę Niemcy, licząc najwyraźniej, że zostaną tu na dłużej.

Kanał Mazurski

Celem budowy było połączenie Jezior Mazurskich z Bałtykiem oraz wykorzystania energii wodnej do poruszania siłowni wodnych i osuszenia okolicznych łąk. W późniejszym okresie zrezygnowano z funkcji energetycznej kanału i planowano wykorzystać go jedynie jako drogę wodną do transportu drewna, materiałów budowlanych, torfu oraz turystyki.

Istnieje też teoria, że kanał miał służyć jako droga wodna dla okrętów podwodnych gdzie na Mazurach miały być naprawiane. To mało prawdopodobne, choćby ze względu na wymiary kanału i samych śluz. Długość kanału od miejscowości Mamerki nad jeziorem Mamry do rzeki Łyny leżącej na terenie obwodu kaliningradzkiego wynosi 51 km, z czego 22 km na terenie Polski. Po wojnie nikt nie był zainteresowany dokończeniem budowy kanału.

Kilka kilometrów dalej drogą numer 650 na zachód docieram do kolejnej atrakcji – wieży „żelaznego kanclerza” Otto Bismarcka na Diablej Górze we wsi Srokowo. Znacznie łatwiej dojechać tam nie przez wieś tylko gruntową drogą około półtora kilometra za śluzami. W pobliży masztu radiowego na łuku drogi w lewo należy pojechać prosto.

Wieża kanclerza Otto Bismarcka
Samo miejsce jest słabo oznaczone i niezbyt dobrze widoczne. Znajduje się na zalesionej górce po prawej stronie drogi (wcześniej mija się wspomniany maszt radiowy). W XIX wieku odkryto tutaj kilkadziesiąt grobów całopalnych, w czasie I wojny i wcześniej wzgórze służyło za punkt artyleryjski, w czasie drugiej wojny światowej znajdował się tutaj punkt obserwacyjny do wykrywania samolotów zmierzających w kierunku kwatery Hitlera. W 1902 roku ukończono budowę wieży upamiętniającej kanclerza Otto Bismarcka. W ten oto sposób mieszkańcy Prus chcieli uczcić pamięć żelaznego kanclerza.

[sam id=”11″ codes=”true”]

W tej chwili wieża jest właściwie ruiną gdzie miejscowa młodzież urządza sobie pikniki. Polecam wejście od strony Srokowa – jest łagodne i dociera się najpierw pod tablicę pamiątkową, która upamiętnia poległych żołnierzy z 37 niemieckiej dywizji piechoty. Wyzwolili oni okolicę spod rosyjskiej okupacji.

Cmentarz żołnierzy rosyjskich przy drodze
Jadąc dalej tuż za wsią Srokowo po lewej stronie można natknąć się na malutki cmentarzyk żołnierzy rosyjskich z I wojny światowej. Kolejną ze śluz które znalazłem w zakupionej poprzedniego dnia książce jest śluza Piaski we wsi Guja. Jest to jedyna dokończona śluza na kanale mazurskim na terenie Polski. Na górę niestety wejść się nie da, wiec zostało zwiedzanie z zewnątrz. Obiekt wygląda bardzo ładnie, wojenna zawierucha oszczędziła go.

Śluza Piaski we wsi Guja
Ze wsi Guje kieruję się do polowej kwatery Heinricha Himmlera w Pozezdrzu. Składa się ona z 9 obiektów, w tym 5 schronów. Znajduje się przy trasie kolejowej Kętrzyn – Węgorzewo – Giżycko. Kwaterę ulokowano w gęstym lesie, który utrudniał dostrzeżenie bunkrów z góry. Stacjonował tutaj batalion policji, który wchodził w skład oddziałów przewidzianych do obrony kwatery Hitlera. Bunkier w styczniu 1945 roku wysadzili niemieccy saperzy.

Legendy piramidy

Z darmowego parkingu prowadzi do niego przyrodnicza ścieżka prowadząca przez krótki odcinek po dawnym kolejowym nasypie. Do dokładnego obejrzenia przyda się kolejny raz latarka.

Piramida-grobowiec w Rapie
Kolejnym żelaznym punktem podróży jest miejscowość Rapa, gdzie znajduje się piramida – grobowiec rodzinny pruskiego rodu baronów von Fahrenheid. Została ona wybudowana w 1811 roku i wtedy też pochowano tutaj pierwszą osobę – córkę barona. Ostatni pochówek miał miejsce w 1849 roku – spoczął tutaj sam twórca budowli.

Łącznie znajduje się tutaj siedem trumien. Po przejściu majątku w inne ręce, piramida zaczęła popadać w ruinę a w czasach II wojny światowej rosyjscy żołnierze splądrowali ją w poszukiwaniu kosztowności, wywlekając ciała z trumien. Aż do lat 90’tych obiekt dalej niszczał dopóki sobie o nim nie przypomniano. Grobowiec został uporządkowany, a wejście zamurowane.

Samo zwiedzanie piramidy jest darmowe, tylko za parking zapłcić trzeba 2 zł. Na temat pozbawienia głów znajdujących się wewnątrz piramidy powiada się, że dokonali tego okoliczni mieszkańcy. Podobno w czasach, gdy grobowcem nikt się nie zajmował, zaraza zabiła całe bydło w okolicy. Ludzie podejrzewali, że leżące w piramidzie zwłoki nie rozkładają się ponieważ są złymi marami i to one stoją za pomorem. Chcąc zwalczyć złe moce pozbawiono ciała głów.

Mosty w Stańczykach - widok ze ścieżki turystycznej
Kolejnym tego dnia punktem podróży są wiadukty w Stańczykach. Wcześniej w miejscowości Gołdap obejrzałem z zewnątrz wieże ciśnień. Wiadukty leżą na nieczynnej linii kolejowej Gołdap – Żytkiejmy i są najwyższymi na tej linii i jednymi z najwyższych w Polsce. Mają długość prawie 200 metrów i wysokość 36 metrów. Ich konstrukcja jest  żelbetowa, pięcioprzęsłowa o równych 15-metrowych łukach. Jeden most ukończono w 1917 a drugi 1918 roku. W 1927 roku zaczęły tamtędy kursować pociągi.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Wejście i parking jest płatny (5 zł). Niedaleko w Kiepojcach znajdują się jeszcze dwa bliźniacze mosty. To ostatni punkt zwiedzania tego dnia, pozostaje tylko dojechanie do miejsca noclegowego w okolicach Sejn. Rano na balkonie słyszę dziwne hałasy, pod drzwiami balkonowymi zastaję taki oto widok: koty.

Ukryty głaz

Rano pobudka, szybkie śniadanie i wyruszam w drogę. Po wieczornym przestudiowaniu przewodnika postanawiam wrócić w stronę Giżycka, ale najpierw zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie przy granicy z Litwą i skoczyć na poszukiwanie zaginionych chrabąszczy i żuków do doliny Rospudy.

Wieża ciśnień - muzeum w Ełku
Niestety nic nie znajduję, ale wcześniej zatrzymuję się przy kanale Augustowskim. Z uroczej doliny udaję się do Ełku, gdzie znajdują się dwa interesujące mnie obiekty. Pierwszy to nieczynna już wieża ciśnień zbudowana w 1895 roku, ze zbiornikiem o pojemności 400 m3. Była eksploatowana do lat 70. XX wieku, kiedy to w Ełku powstał nowocześniejszy system zaopatrywania mieszkańców w wodę. Stary nie spełniał zadania, bo w Ełku zaczęto budować budynki wyższe, niż sama wieża.

Niszczejący obiekt zakupił w 1994 roku Heinrich Westphal i przekazał Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej w Ełku na siedzibę. Za opłatą co łaska przewodnik oprowadza po wieży i znajdującym się wewnątrz Muzeum Kropli Wody. Opowiada historię budynku i ludności niemieckojęzycznej w tym rejonie oraz prezentuje bogatą kolekcję mebli, książek i innych przedmiotów miejscowej ludności. Jest tutaj także sporo sporo pamiątek z podróży należących do jednego z mieszkańców, który swoje dobra przekazał stowarzyszeniu.

Muzeum Ełckiej Kolei Wąskotorowej
Kolejną atrakcją jest Muzeum Ełckiej Kolei Wąskotorowej. To prawdziwa gratka dla miłośników jazdy po szynach. W sezonie w wybrane dni są organizowane przejażdżki kolejką. Na terenie muzeum znajduje się jeszcze skansen pszczelarski oraz pracownia rzeźby.

Z Ełku kieruję się na wschód, w kierunku Giżycka. Kilka kilometrów za miastem znajduję niemiecki cmentarz z czasów I wojny światowej. Wiekszośc poległych żołnierzy miała 20-25lat. Przejeżdżając przez miejscowość Woszczele trafiam na jeszcze jeden mały cmentarzyk w lesie, tym razem cywilny. Wygląda na dość niedawno uporządkowany, ziemia jest grząska, jakby świeżo przekopana i uporządkowana.

Woszczele - stary cmentarzyk
Jadąc dalej w kierunku Kruklanek dostrzegam drogowskazy kierujące do miejscowości Stare Juchy. Znajduje się tam głaz narzutowy, który podobno pełnił rolę ołtarza ofiarnego Jaćwingów. Ciężko do niego trafić, trzeba pytać miejscowych o drogę.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Prowadzi ona najpierw przez osiedle bloków, potem krętą szutrową dróżką przez las, na koniec wzdłuż torów gdzie po kilkuset metrach zastaję nieczynny przejazd kolejowy z zamkniętymi zaporami. Zostawiam motocykl, przechodzę na drugą stronę i po około 100 metrach skręcam w ścieżkę w las. Końcowy odcinek, nie do pokonania dla samochodu, ze względu na niewielką szerokość ścieżki.

Głaz - ołtarz ofiarny Jaćwingów w Starych Juchach
Sam kamień jak to kamień – nie przedstawia się jakoś szczególnie okazale, ale porozrzucane i potłuczone butelki po piwie świadczą ze liczne „ofiary” są tam składane do dziś. Ze Starych Juch jadę do miejscowości Kruklanki. Z interesujących mnie miejsc jest tam wysadzony most i bunkier. Padający deszcz nie zachęca do długotrwałych poszukiwań więc skupiam się tylko na wysadzonym moście.

Most był zaminowany przez wycofujących się Niemców ale z niewiadomych przyczyn nie wysadzono go. Wykorzystali to Rosjanie i transportowali nim zrabowane zdobycze. Nie spodobało się to miejscowej ludności która sama wysadziła go tuż po wojnie. Niestety, na kołach ciężko jest dotrzeć w miejsce, skąd można zrobić ciekawsze zdjęcia. Musiałbym zostawić motocykl i przedzierać się przez gęsty las okalający ruiny.

Kruklanki - wysadzony most
Będąc w tych okolicach nie mogę sobie odpuścić obejrzenia na własne oczy żubrów w prywatnej kolekcji. Ich farma znajduje się w Puszczy Boreckiej, gdzie po opłaceniu 3 zł mogę nacieszyć oczy ich widokiem na wybiegu. Droga jest przyzwoicie oznakowana, trudno się zgubić.

To ostatni punkt zwiedzania na dziś. Udaję się na poszukiwania noclegu – znajduję go po kilku próbach dopiero w miejscowości Miłki. Jeden z lepszych, w jakich nocowałem w tym roku. W dodatku, co nie zdarza się często, w skład ceny wchodzi świeży ręcznik. Na miejscu jest bezpośredni dostęp do jeziora, około kilometr dalej większy sklep spożywczy.

Forty na do widzenia

Żubry w Puszczy Boreckiej

Dzień piąty to już właściwie powrót do domu. Z Miłek, znowu w towarzystwie deszczu, udaję się do Piątnicy przed Łomżą, żeby tam obejrzeć miejscowe forty. Jeden drogowskaz kieruje mnie do fortu III, gdzie znajduje się strzelnica, a starszy pan za 40 zł oferuje oprowadzenie. Ze względu na pogodę i brak większej ilości chętnych do zwiedzania, sam udaję się na miejsce wskazane przez starszego pana jako miejsce jednego z fortów.

[sam id=”11″ codes=”true”]

O ile z drogi coś jeszcze widać, to niestety polna droga wiodąca na miejsce po kilkuset metrach zamienia się w odcinek rajdu terenowego z koleinami i kałużami, skąd jestem zmuszony się wycofać. Najpierw kilkadziesiąt metrów z górki na wstecznym aż znajduję miejsce na tyle szerokie i równe, że da się wykręcić.

Niemiecki obóz zagłady w Treblince
Kawałek dalej podejmuję kolejną próbę zdobycia fortu, ale wycofuję się widząc tylko ślady kół ciągnika przed sobą. Tuż za Łomżą przestało w końcu padać, kiedy przejeżdżam przez przejazd w miejscowości Śniadowo znajduję nieczynna stację kolejową. Urokliwe miejsce – szkoda, że popada w zapomnienie i niszczeje.

Docieram do ostatniego miejsca odwiedzin podczas mojej wycieczki. Obóz zagłady w Treblince. Kolejne przygnębiające miejsce na terenie Polski. Kolejny masowy grób setek tysięcy ludzi. Z Treblinki udaję się prosto do Sulejówka. I na tym zakończyła się moja pięciodniowa wycieczka po północno-wschodnim rejonie kraju.

8 KOMENTARZE

  1. Fajna wyprawa. Zawsze ciekawiły mnie te miejsca.

    Korzystając z okazji:
    Nie ma już mapek z trasami???
    Widzę, że coraz więcej reklam na stronie, komp wolniej chodzi…
    Bardzo mi się podoba(ła) ta strona, oby nie było tak jak na xxxxxxx.pl (reklamy na pierwszym miejscu)
    Pozdrawiam

  2. O to to. Reklamy raczej odstraszają.

    Co do relacji.

    Bardzo ciekawa aczkolwiek ominales Giżycko : twierdza Boyen, zamek krzyżacki, wierza ciśnień z przepiękną panorama na miasto . No trudno . Będzie powód do powrotu.
    I zdjęcia dość słabej jakości. Głos i tak oddam jako mieszkaniec Kruklanek ;)

  3. @karol dawid – w tamtym regionie jest mnóstwo ciekawych miejsc do zwiedzenia, nie raz tam jeszcze zawitam, w niektórych byłem wcześniej więc je pominąłem tym razem.

    @Adam – taki już mam styl pisania :)
    pozdrawiam

  4. Rzeczywiście, mapka jest :) (widocznie czytałem tą relacje jak strona nie była jeszcze wpełni gotowa :P )
    Co do reklam to ja to rozumiem, nawet niekiedy w nie klikam jak mnie coś zaciekawi. Ale jak wchodzę na strone a tam reklama na 1/3 przesuwa się razem z kierunkiem przeglądania, albo na co trzecim zdjęciu w galerii tak się dzieję – to człowieka coś trafia…
    Nie idzcie tą drogą !!
    Pozdrawiam, czytelnik MOTOVOYAGERa :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!