Skąd bierze się przyjemność jazdy Harleyem-Davidsonem? Przecież nie z prędkości – Harry jest powolny jak polskie sądy. Nie dają jej też zakręty, choć Street Glide skręca całkiem nieźle. Sekret tkwi w zażyłości.

Zdjęcia do testu: Izabela Jurkowska

Model Street Glide został przebudowany zgodnie z wytycznymi Projektu Rushmore. Panowie z Milwaukee postanowili porzucić butę i spytać użytkowników swoich motocykli co chcieliby w nich poprawić lub zmienić. Nie wiem jak wnioski rzeszy motocyklistów, z których każdy miał zapewne inne zdanie, pomogły Harleyowi. Nie jeździłem wcześniej żadnym z modeli H-D, więc nie jestem w stanie ocenić rezultatów tych zmian. Jedno wiem na pewno – Street Glide rządzi.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Tym obrazoburczym zdaniem wzburzyłem zapewne pokolenia użytkowników Gold Wingów, FJR1300 i innych wybitnie turystycznych sprzętów. Harley najlepszy? Zdecydowanie nie, Harley po prostu rządzi. Jest na świecie całe mnóstwo lepszych motocykli – lepiej wykonanych, wygodniejszych, łatwiejszych w obsłudze. A jednak Harley porusza się w świecie turystyki niedostępnym dla tamtych maszyn. On tworzy świat alternatywny.

Geniusz zła

Street Glide (14)
"Jakbyś papą obłożył" - powiedział red. Konrad
Testowany Street Glide nadjeżdża odziany w papę bitumiczną. Tak przynajmniej wydaje mi się z daleka – czarny matowy lakier pochłania każdy słoneczny refleks tworząc na drodze coś w rodzaju złowieszczej czarnej dziury. Przednia owiewka batwing łypie groźnie reflektorem o wielkości znanej raczej z lokomotywy niż pojazdu drogowego.

Nie ma wątpliwości – gość, który jedzie tym sprzętem musi być geniuszem zła – oczami wyobraźni widzę już jak pod kaskiem czai się złowroga twarz Ernsta Stavro Blofelda lub Francisco Scaramangi. Wychowany na Bondach gorączkowo rozglądam się za jakimś wybawieniem, drogą ucieczki.

Street Glide (29)
Prowadzi się łatwiej niż dziecięcy rowerek
Na szczęście spod kasku wyłania się twarz Piotra z Harleya-Davidsona, który z uśmiechem podaje mi kluczyki i z troską pyta czy jeździłem już „Haraczem”. Nie jeździłem. „Będzie dobrze” – mówi Piotr. „Street Glide prowadzi się łatwiej niż dziecięcy rowerek”.

Czuję się nieswojo. Z jednej strony jestem odurzony bezkresną połacią przełączników, guzików i pokręteł, z drugiej – odziany w turystyczny zestaw tekstylny z Modeki pasuję do tego motocykla jak świnia do Wielkiej Pardubickiej. Na domiar złego jedynym kaskiem jaki posiadam jest biały integralny Arai Chaser. Nic to, przynajmniej gęby nie będzie widać, może jakoś wytrwam.

1 KOMENTARZ

  1. …dobrze że Autor użył poetycko-metaforycznego opisu ,może ktoś się nabierze i da namówić na ewentualny zakup, swoją drogą coś w tym jest, nie jedzie, nie skręca, nie hamuje, nie wygląda, nie gada,- co to za zagadka ??

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!