Ułańska fantazja i braki w wyszkoleniu to częsta przyczyna fatalnych sytuacji na drogach. Korzystając z zimowej przerwy zachęcam do refleksji nad własnymi umiejętnościami. Czy w pełni zasługuję na swoją maszynę?

W różnych tekstach można natknąć się na porównanie jednośladów do broni palnej. I słusznie – jednym i drugim

łatwo zrobić kuku

i zaleca się ich używanie wyłącznie osobom myślącym i odpowiednio przygotowanym. Pozwolenie na broń uzyskać jest jednak znacznie trudniej niż prawo jazdy kategorii A. Poza tym z nabitym rewolwerem nie wychodzimy zazwyczaj na miasto, tylko trzymamy go w domowym sejfie.

Motocyklowa pasja poza pięknym i wzniosłym obliczem ma jeszcze

drugą, ciemniejszą stronę,

często naznaczoną bólem rodzin i pytaniem „dlaczego?”. Odpowiedź może być prosta, ale wymaga odpowiedniej dozy samokrytyki. Oczywiście, winę zwalić można na warunki, innych kierowców i czysty przypadek. Ale czy aby w swojej masie nie jesteśmy przysłowiowymi

małpami z brzytwą?

Pomijając jeźdźców z luźnym stosunkiem do uprawnień, wystarczy dziś mieć 28 lat, 20 wyjeżdżonych godzin i odrobinę szczęścia na egzaminie, by zupełnie legalnie dosiąść chociażby Yamahy R1. Dla mnie osobiście to fakt

mocno niepokojący

Nie ma żadnego sita oddzielającego świeżaków od potencjalnie śmiercionośnych maszyn. Mając pewne doświadczenie z innych dziedzin, mocno wierzę w naukę etapami. Nie da się wskoczyć na szczyt prosto z dna. Ani bezpiecznie nauczyć jeździć wymagającym jednośladem.

Ustawodawca, mimo szeregu potknięć, wprowadził pewną cenną zasadę, czyli zdobywane kolejno kategorie na coraz mocniejsze motocykle. Dotyczy to jednak tylko ludzi bardzo młodych. Przy pełnej kategorii A wiek kandydata na kierowcę staje się

ważniejszy niż realne doświadczenie

Tymczasem powinna być to nagroda dla ludzi posiadających sprawdzone w boju umiejętności. Naprawdę wolałbym widzieć początkujących wchodzących w swoje kwadratowe zakręty na małej 125-tce, a nie litrowym ścigaczu, w którym kichnięcie przy dodaniu gazu powoduje realny problem. Poza tym kilka lat na „osiołku” to

znakomita szkoła pokory i rzeźba charakteru

Właśnie, charakter. To chyba klucz do bezpiecznego poruszania się na motocyklu. Świadomość własnych ograniczeń, szacunek dla innych, zdolność przewidywania. Umiejętność zwalczenia

własnego egoizmu

Manewry na drodze często trzeba wykonywać z chirurgiczną precyzją. I tak jak chirurdzy, powinniśmy ciągle się szkolić, by nie być zagrożeniem dla siebie i innych. Fizycznie i mentalnie. Bieganie z odbezpieczoną bronią tego bezwzględnie wymaga.

4 KOMENTARZE

  1. Niby racja, a jednak bez przesady. Na pełne A trzeba poczekać, pełne B, uprawniające do jazdy maluchem jak i 3 litrowym BMW jest od 18 r.ż. Takie BMW nie ustępuje specjalnie osiągami niektórym motocyklom, a ew. szkody dla otoczenia są dużo większe.
    Z resztą generalnie rozważając bezpieczeństwo motocyklizmu patrzymy z punktu widzenia bezpieczeństwa kierowcy. Tylko w niewielkim (w porównaniu z 4 kołami) krzywda dzieje się komuś, kto na motocyklu nie siedział. Brzytwa w rękach małpy zagraża otoczeniu, motobrzytwa najbardziej zagraża samej małpie.
    Poza tym od małp różni nas to, że brzytwa to nie zabawka i nie machamy nią na lewo i prawo. Siadając na motocykl tez żaden nie myśli, idę sobie/komuś zrobić krzywdę (co do tego czasem mam wątpliwości czytając kolejne demotywatory w stylu „zabija nas to co kochamy”). Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy biorą odpowiedzialność za to co robią, a maszyna to tylko narzędzie. To nie ona robi kuku, to nie ona zabija więc nie demonizujmy motocykli. Demonizujmy niebezpieczne zachowania, nieodpowiedzialnych motocyklistów, którzy Marszałkowską mylą z torem w Poznaniu, jednokołowych „stunterów” z osiedlowych uliczek. Tutaj nie chodzi o prawo, które wymusi 125ccm jako pierwsze moto, tu chodzi o rozsądek, o uświadamianie, o działania, które doprowadzą do sytuacji, kiedy nie będziemy kupować litrowego sporta na początek nie dla tego, że nie wolno, ale dlatego, że wiemy dlaczego lepiej zacząć od czegoś słabszego. Paragrafów możemy napisać tysiące, mamy ich już sporo, mamy limity prędkości, zakazy spożywania, mamy też notorycznych ścigantów, pijanych za kierownicą.
    Żadne regulacje nie pomogą jeśli nie włączymy myślenia… Myślmy do czego brzytwa służy i jak jej bezpiecznie używać.

  2. No tak, tylko wymagac, ograniczac i grozic palcem wg autora. Kazdy ma wlasny rozum i sumienie i wie co robi i co powinien dosiadac. Ja od jedenastego roku jezdze na jednosladach, i wiem, iz czym wczesniej ma sie kontakt z jednosladami z reguly lepiej dla kierowcy zeby opanowac maszyne. Tak samo jest z plywaniem, jazda na lyzwach, rolkach, rowerze itp. Chcialbym widziec dwudziestoparolatka uczacego sie dopiero co jezdzic na motocyklu.. To jest wlasnie potencjalny „wypadkowicz”

  3. Przecież te „dobre rady” w liczbie siedmiu bardziej pasują kandydatom na kat. B . Nikt nie zaprzeczy że „małpa” w jakimkolwiek wieku jest dla otoczenia bardziej niebezpieczna w sportowym Subaru niż na R1.Proponuję mniej zacietrzewienia, mniej stereotypów a więcej trzeźwego realizmu.Motocykliści nie stanowią wbrew pozorom problemu na polskich drogach.Wypadki z ich udziałem nie stanowią nawet 1% a ponad połowa z nich to nie ich wina, więc poco ta histeria w ograniczaniu wiekowym akurat dla motocyklistów. Niedawno dwudziestoparolatek zabił kilka osób samochodem na przystanku. Motocyklem prawdopodobnie zabił by tylko siebie , ale jakoś nie słyszałem głosów panów redaktorów o kategoriach wiekowych na prawko samochodowe.

  4. Panowie ( i Panie ) to co napisał „JeZZo”…. nie demonizujmy motocykli bo podcinamy gałąź na której siedzimy.
    Jeśli sami będziemy piętnować „większe” motocykle to w pewnym momencie dotrze to w przeinaczony sposób do urzędasów z UE lub PL i wejdą w życie przepisy pozwalające produkować motocykle TYLKO do pojemności 250ccm i mocy każdy wie jakiej. Wtedy będzie dopiero płacz. Proszę sobie przypomnieć rok 2006 i wejście w życie normy emisji spalin Euro3 …. ile fajnych motorów znikło z ofert … do dziś morze łez jest rozlewane przez wielu.
    Oczywiście nie potępiam autora tekstu, ale muszę się zgodzić z przedmówcami że tak samo brzytwą można by nazwać samochody jak i wiele innych wynalazków współczesnej cywilizacji. Małp nie idzie wyeliminować żadnymi sposobami. Można by powiedzieć kuriozalnie w języku darwinistycznym że najskuteczniej eliminują się one same. Jeśli chcielibyśmy wyeliminować „małpki” metodą legislacyjną to wszyscy musielibyśmy zejść do tych 250ccm. Kto jest ZA? ………………. nie widzę …….. no właśnie Panowie ( i Panie ) nie widzę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!