Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Z tą myślą wyruszyłem na pierwszą w swoim życiu motocyklową wycieczkę. Choć krótka, dla mnie była najważniejsza na świecie bo stanowiła przedsmak przyszłych wypraw.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Kołodziejczyk

Jest piękny, słoneczny letni poranek i zaraz zaczynamy pakowanie do długo oczekiwanej wycieczki. Ja na swój motorower pakuję: namiot, śpiwory, narzędzia i części zamienne, mój tata na swojego dzielnego rumaka ładuje drugi namiot, jedzenie i mapy. Ostatni śmiałek naszej wycieczki, czyli mój brat Bartek, załadowuje swoje piękne Suzuki GN 250.

Daleko od szosy

Maszyny gotowe do drogi
Jeszcze tylko sprawdzamy ciśnienie w oponach, stabilność bagażu i w drogę! Wyruszamy w kierunku Tomaszowa Mazowieckiego. Cieszę się jak dziecko – to moja pierwsza wyprawa w życiu. Pierwszy przystanek 6 km od domu – ustalamy z jaką prędkością będziemy jechać. Wyruszamy spod stacji benzynowej w Kruszowie i podziwiamy widoki jadąc z prędkością 50 km/h, która w zupełności wystarcza.

Jedziemy głównie bocznymi drogami, co chwile pytając miejscowych o drogę. Czasami droga jest kręta, czasami prosta, czasem musimy przeprawić się przez las i wtedy marzy nam się szutrowa nawierzchnia. Po 50 km dojeżdżamy do Ośrodka Sportu i Rekreacji w Spale. Przerwa na obiad i rozprostowanie nóg. Po obiedzie postanawiamy zwiedzić bunkry w Konewce. Tata, któremu nie chce się z nami iść zostaje by pilnować motocykle na parkingu. W czasie naszej nieobecności na parking przyjeżdża dwóch motocyklistów, którzy biorą ubranego w kamizelkę odblaskową tatę za parkingowego i pytają się czy nie mogą u niego zostawić kasków.

Gdzie jest kemping?

Kwatery rozłożone
Wyruszamy dalej w poszukiwaniu kempingu. Jak się później okazuje w całym Tomaszowie nie ma żadnego pola namiotowego. Boimy się o nasze maszyny, więc postanawiamy jechać nad Zalew Sulejowski, na kemping do Borek. Po 18 km jazdy przez las dojeżdżamy do Borek. Jedyne co tam zastajemy to opustoszałe pole. Wciąż jesteśmy bez miejsca na nocleg. Pytamy miejscowych gdzie można się rozbić i po długich poszukiwaniach znajdujemy kemping w Smardzewicach.

Miłe zakończenie dnia - 100 rodzajów naleśników
Po rozstawieniu namiotów idziemy na spacer nad zalew gdzie oglądamy piękny zachód słońca. Widoki piękne ale pora wracać bo robi się ciemno. Powrót nie bardzo nam wychodzi bo gubimy się w lesie. Po chwili konsternacji bierzemy się w garść i odnajdujemy drogę – głównie dzięki światłom na naszym polu namiotowym. Docieramy tam bardzo głodni. Postanowione, idziemy do naleśnikarni obok kempingu. Tam zastajemy 100 rodzajów naleśników. Miłe zakończenie dnia. Najedzeni wracamy do namiotów i idziemy spać. Mi wrażenia całego dnia nie pozwalają zasnąć aż do rana.

Powrotów nadszedł czas

Drogowskaz stary, ciekawe jak droga
Rano budzimy się i jemy podróżne śniadanko czyli pasztet i konserwy. Zaczynamy składanie i pakowanie motocykli. Wyruszamy około 11:00 i wracamy do domu. Trasa powrotna jest równie atrakcyjna. GPS prowadzi nas przez las, gdzie nie ma żadnej drogi i musimy na naszych maszynach jechać slalomem po piachu pomiędzy drzewami. Prawdziwy offroad.

Ufff udało się, ruszamy dalej. Jesteśmy już w pobliżu Moszczenicy. Ostatnia przerwa na stacji aby zatankować baki do pełna.
Jedziemy drogą wojewódzką więc ciężarówki bez przerwy nas wyprzedzają. Kaski omal nie spadają nam z głów. Dojeżdżamy pod bramę naszego domu i trąbimy co sił a tu nic. Oczekiwaliśmy, że mama czeka na nas z niecierpliwością, a ona u kosmetyczki.

Chwila odpoczynku
Zadowoleni z wyprawy rozpakowujemy się po 180 przejechanych kilometrach i 2 dniach w podróży. Ta pierwsza, długo wyczekiwana przeze mnie motocyklowa wycieczka pozwoliła mi inaczej spojrzeć na świat, doznać nowych doświadczeń i otworzyła mi drogę do długich motocyklowych wypraw przez świat, na które mam nadzieję kiedyś wyruszę.

5 KOMENTARZE

  1. Gratulacje !!!!

    Dzięki za reportaż, choć krótki ale aż mnie chwyciło za serce. Sam wyczekuje że być może kiedyś ze swoimi synami wyruszę na podobną wyprawę motocyklową choćby nawet 25km za miasto pod namiot.

  2. Oby tak dalej ja też 1 trasy rozpoczynałem w wieku 14 lat tylko że ogarem 200 1 zlot gwiezdzisty 2011 240km;) Ogarek smiaga do dziś i dalej zalicza trasy ;p za rok większa pojemność ;)

  3. Rewelacja!
    Czytając Twój raport, rozmarzyłem się… Czekam, aż moje bliźniaki z piekła rodem podrosną i CHOCIAŻ JEDNO odziedziczy pasję po tacie, żebyśmy mogli „uskuteczniać” podobe wyprawy!
    Powodzenia!

  4. Szacun. Za wyprawę. Za relację. Za pasję.
    Jeszcze trochę i przesiądziesz się na GSa. Z zapartym tchem będę czytał Twoje relacje z Maroka, Bałkanów i Gruzji.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!