Pierwsze zdjęcia nowej Aprilii Caponord mnie zachwyciły. Ponieważ żyję i pracuję w jednym z nielicznych miejsc w Europie, gdzie można jeździć na motocyklu przez cały rok, zadzwoniłem do dilera aby na własną rękę sprawdzić jej wady i zalety.

Tekst i zdjęcia: Jakub Trojanowski

Słoneczko, piękne drogi nieopodal Aix-en-Provence i łagodne temperatury to warunki, w których trudno nie skusić się na liczne wypady testując motocykle. Przyznam od razu, że nie jestem specem od „testów na kolanku” lub innych wybryków nie mających nic wspólnego z codzienną jazdą. Modne dziś wyczynowe podejście do motocykli jest dla mnie ciut poza interesującym mnie tematem.

Zamęt w głowie

Tył bardzo mi się spodobał
Od pewnego czasu coraz trudniej połapać się w bardzo bogatej ofercie i produkcji wielu firm na rynku motocykli. Nigdy nie było aż takiego wyboru i zamętu. Wulkan motocyklowego biznesu, niemal w rytmie nowego iPhona wypuszcza na rynek nowe cuda.

Elektronika także w tę branżę wtargnęła z impetem rozpychając się bez pardonu. Czy ma to jakiś sens i czy nie dzieje się to z niekorzyścią dla naszych pośladków i prawej dłoni? Przecież głównie o to chodzi, nie ma co ukrywać. Czym się motocykl prowadzi? Dorzucę jeszcze orli wzrok i mamy prawie wszystko. Oczywiście że nie, brakuje najważniejszego – rozumu.

No to na koń waćpan, sprawdźmy jak się pomyka tą Aprilia Caponord 1200, z wieloma elektronicznymi bajerami. Odpalam. Ale nie,  jeszcze chwilka. Najpierw pierwsze wrażenia zanim odpalę.

Miłość do detali

Prawa i lewa dłoń mają co robić
Muszę przyznać, że od początku byłem bardziej zaintrygowany designem detali niż całości. Niektórzy patrzą na oczy, co bardziej odważni niżej, ja szczegółowo przeglądałem bez przerwy tylne zawieszenie. Olbrzymi czerwono-złoty kombi-resor-amortyzator i pięknie wyprofilowane nadkole.

Daleko temu rozwiązaniu do wielu drabiniastych interpretacji u konkurencji. Podoba mi się integracja światła tylnego i poręczne przestrzenie na dłonie pasażera. Detale szwów kanapy robią na mnie wrażenie i dają mi do zrozumienia, że mam do czynienia z produktem dopieszczonym do ostatniej nitki. Przód jest mniej oryginalny i za bardzo podobny do innych wyrobów Grupy Piaggio, ale tu zapewne projektanci chcieli dać nam do zrozumienia że Caponord ma wspólne DNA z RSV4.

Zapowiada się srogo. W przeciwieństwie do rozmiarów RSV4, tu moje 183 cm było mile ugoszczone. Dwie stopy bez najmniejszego problemu dotykają gleby i zadek nie woła o pomoc. Łagodnie rozstawione ramiona idą śladem dłoni chwytających manetki, wszystko z dużym pragnieniem na danie w palnik. Ergonomia jak dla mnie w sam raz, czuję się jak w domu. Jeszcze kilka słów dilera na temat licznych opcji dla lewej i prawej dłoni i w drogę.

Lekka jak piórko

Potężne hamulce Brembo są bardzo skuteczne
Odpalam! Lekkie bujnięcie, jakie towarzyszy temu strategicznemu momentowi potwierdza że siedzę na V2 o pojemności 1200 cm3. Sprzęgło i jedynka. Lekko wyczuwalny „klong” jest łagodniutki w porównaniu do mojej żabki (Kawa ZZR1400), następnie reszta biegów wchodzi jak po masełku. W miarę szybko wpadam na duże rondo na trójce, pomimo tego, że silnik jeszcze się specjalnie nie nagrzał, lekki przeciwskręt lewym nadgarstkiem i wychodzę z łuku na trzecim bez widocznego szarpania.

Całość wydaje mi się lekka, szerokość baku jak na mój gabaryt idealna, ale teraz czas by dać w palnik. Nie mam wcale tak dużo czasu, bawić się w rozgrzewkę. Zaczynam rozumieć, że Caponord właśnie tego chce i pragnie. Może nie brutalizowania, ale męskiej jazdy, w stylu pogoni do domu, albowiem na stole czeka już przygotowane przez mamę przepyszne „pasta a la bolognaise”.

Per Mamma, sto arrivando

Wyświetlacz wygląda chaotycznie ale jest czytelny
Powyżej 6000 obr/min. wiem już dokładnie, że sjesta będzie innym razem. Ależ ten silniczek chętnie wkręca się na obroty – bez bólu aż pod czerwone pole. Nie mam czasu na grzebanie w rożnych opcjach menu, koncentruję się na „le pilotage”.

Kilkakrotnie leciutko dotykam klamki hebli, ale pomimo mojej dyskrecji w uścisku, czuje jak Brembo Oro nabiera strasznej ochoty na przednie tarcze. A może by to sprawdzić bardziej dokładnie?

Wybieram piękną drogę w okolicach akweduktu (Aqueduc de Roquefavour), ma zmienną i niezbyt równą nawierzchnię, czasami piaseczek, idealne miejsce na test. Strzelam prawą klamką na trójce przy 140km/h z siłą szaleńca, który dzika przechodzącego przez drogę zobaczył. Lekka pulsacja, lekko zgniecione klejnoty, piękna prosta linia hamowania i stawiam prawą stopę na ziemi. Sprzęt ma geny supermotarda, nie da się tego ukryć. Zaskoczony jestem tym, jak silnik pięknie się wkręca w obroty, żadnego momentu zawahania, dziury w manetce, nic, naprawdę zabawnie dobry.

Mój uśmiech nieco rzednie gdy wchodzę w pierwsze winkle pokryte lekkim kurzem. Niedaleko jest duża budowa, mijam po drodze kilka olbrzymich piaskarek. Jest okazja by po ABS-ie sprawdzić kontrolę trakcji. Nic z tego – za sucho, opona za dobra, żadna kontrolka się nie zapaliła. Prawdopodobnie mam za dużo wbudowanej kontroli trakcji. Polatałem tak przez 40 km bocznymi drogami, w warunkach w których Caponord daje naprawdę dużo frajdy z jazdy i bardzo mi się podoba.

Charakterny typ

Gdzieś na drogach Aix-en-Provence
Moim zdaniem ten model powinien mieć typowo szosowe opony nawet z kategorii sportowych. Na winklach wymaga sporego przechyłu i dodatkowo pracy kolankiem aby opóźnić moment gdy podnóżki i wydechy szlifują po asfalcie. Tłumik jest regulowany w wysokości i gdybym go podniósł, było by dużo lepiej.

Odczułem lekką tendencje do wychodzenia z zakrętu, poszerzania wybranego łuku. Ale to jest detal, który w połączeniu z większą ilością zalet tworzy, prawdziwy charakter Caponorda, pomimo ingerującej zewsząd elektroniki. Zapewne model bez zawieszenia ADD, byłby bardziej bliski ideału motocykla do rozrywkowej turystyki, ale nie był dostępny do testów. Po powrocie przepraszam nie ukrywając dumy za szlifowane podnóżki i tłumik, ale diler mnie pociesza, że nie byłem pierwszy.

5 KOMENTARZE

  1. „…sądzę, że ten motocykl będzie naprawiał raczej informatyk niż mechanik”
    Genialne! I niestety doskonale podsumowuje naszą motocyklową współczesność…

  2. Jak jest naprawdę z włoskimi motocyklami? czy są awaryjne, jaka jest jakość wykonania, czy drogi jest serwis?
    Czy ktoś miał takie doświadczenia i może się podzielić.
    Pytam bo bardzo mi się podobają, lecz mam złe wspomnienia będąc kiedyś posiadaczem włoskiego auta, którego awaryjność „wykończyła mnie finansowo i psychicznie”.

  3. Posiadam 4 lata – w tym czasie brak awarii.
    Serwis – taki sam lub zbliżony koszt, jak japończyków. Niektóre części są droższe a inne tańsze.
    Awaryjność – na tym samym poziomie jak innych.
    Wykonanie i wyposażenie na wyższym poziomie.

  4. Kolego Janusz, nie jasno napisałem i chyba źle mnie zrozumiałeś.
    Nie posiadam w/w Capo, tylko inny model Aprili, jeszcze ten z silnikiem Rotaxa i bardzo sobie chwalę tą konstrukcję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!