Kiedy brakuje czasu na dłuższą wyprawę, trzeba znaleźć fajną traskę gdzieś w pobliżu. Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie znałem wcześniej i zapamiętałem dziewicze tundrowe łąki, wspaniałe szutry, lasy i ponad 60 jezior. 

Tekst i zdjęcia:  Wiesław Małachowski

Motocyklem mogłem objechać znaczną część tego regionu jednego dnia. I tak też zrobiłem. Wyjechałem o 7. rano, wróciłem do domu na 21. Przejechałem trochę ponad 200 km.

Szlakiem kupców

Cichy spokojny Ludwin
Od strony Lublina brama wjazdowa na Pojezierze to Ludwin , do którego jest około 40 km. Wybieram trochę dłuższy dojazd przez Spiczyn. Zdecydowanie mniejszy ruch, wijąca się doliną droga, widoczne piękne meandry Wieprza.
Dojeżdżam za chwilę do Zawieprzyc. Rzeka z jednej strony, ruiny piętnastowiecznego zamku z drugiej, świeci słońce – sielanka. Tędy prowadził kiedyś szlak kupiecki z Krakowa na Litwę.

Przede mną jeszcze kilkanaście kilometrów i wjeżdżam do Ludwina. Robię małe zakupy i w drogę. Stąd mam tylko kilka kilometrów do wsi Dratów. Oczywiście jest tu jezioro, ale z wybetonowanym po części brzegiem. Trwają na nim zawody wędkarskie, zawracam więc i jadę do cerkwi. Zjawia się starsze małżeństwo opiekujące się świątynią i mam możliwość zajrzeć do środka. Okazuje się, że ikony to tylko kopie. Cerkiew przez lata była systematycznie okradana. Mówią, że o dziewiątej będzie msza, żebym został. Niestety nie mogę, jeśli chcę zobaczyć to co zaplanowałem.

Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie 

Ta część Podlasia stanowi największy w Polsce zespół łąkowy. Kraina jezior, bagien i lasów charakteryzuje się przyrodą zachowaną w niezmienionym od lat stanie. Jeziora pochodzenia krasowego zajmują ponad 27 km2 powierzchni. Pojezierze wchodzi w skład utworzonego w 1990 roku Poleskiego Parku Narodowego.

Szutrami wzdłuż jezior

Jezioro Uściwierz to przykład jak ludzki błąd wpływa na naturę
Przed Dratowem przekraczam kanał Wieprz-Krzna. To podobno najdłuższy nieżeglowny kanał w Polsce (140 km). I zarazem przyczyna wielu nieszczęść na Pojezierzu. Źle poprowadzony kanał powoduje osuszanie licznych tu torfowisk, łąk i zarastanie wielu jezior. Przykładem jest Jezioro Uściwierz, którego praktycznie nie widać spoza szuwarów, a także Jezioro Łukie, leżące na terenie Poleskiego Parku Narodowego. Do degradacji środowiska dokłada się też jedyna w okolicy kopalnia Bogdanka, znajdująca się kilka kilometrów od Łęcznej.

Ze 150-hektarowego jeziora pozostaje coraz mniej, ale i tak jest pięknie. Drewniana ścieżka ciągnie się prawie dwa kilometry. Myślę, że żyjąca tu mięsożerna roślina aldrowanda miewa się dobrze.

Rzadko spotykam ludzi, czasami ktoś na rowerze, czasami pieszo. Kilka lat temu, gdy byłem tu na rowerze, przez parę kilometrów towarzyszyła mi klacz Baśka, luźno pasąca się własność leśniczego.

Aldrowanda

Roślina mięsożerna odżywiająca się zooplanktonem, niekiedy larwami komarów i mikroskopijnym narybkiem. W Polsce występuje bardzo rzadko, a głównym miejscem jej występowania są jeziora Poleskiego Parku Narodowego. Aldrowanda to roślina pływająca, nie posiadająca korzeni. Objęta jest w Polsce ścisłą ochroną gatunkową.

Droga aż zachęca do jazdy
Zjeżdżam na szutry – to najkrótsza droga nad Jezioro Zagłębocze. A szutry są tu równe, szybkie, trochę przez pola, trochę lasem. Dla miłośników takiej jazdy miejsce warte jest dojechania nawet kilkudziesięciu kilometrów.
Skwar niemiłosierny, prawie 30 stopni, prędkość trochę przynosi ulgi. Łapię trochę cienia w lesie. Krótki postój, mineralna, znowu szybko i ląduję nad Jeziorem Zagłębocze.

To jedno z jezior Pojezierza, wokół którego solidna baza dla wygłodniałych i sporo plaży dla leniuchów. Są campingi, a po Gierku zostało trochę domków kempingowych na jeziorem.

Sobota, pogoda wzorcowo wakacyjna, więc ściągnęło tu chyba pół Lublina, chociaż widzę też sporo rejestracji warszawskich i śląskich. W okolicach jeziora, w lasach, spotykam czasami spacerowiczów, więc z manetką gazu obchodzę się raczej spokojnie.

Wczesną wiosną i jesienią jest tu jednak zupełnie pusto. Koniecznie trzeba wtedy mieć ze sobą zestaw obiadowy, bo bary są pozamykane i naprawdę nie ma gdzie zjeść. Tutaj, gdzieś w lesie, robię krótki popas, ale bez towarzystwa się nie obywa: zbliża się chyba pora dojenia, bo krowy ochoczo maszerują w stronę pobliskich zabudowań, z daleka omijając motocykl.

Okolice Sosnowicy

Jest wczesne popołudnie, czas więc trochę przyspieszyć. Zostało jeszcze trochę kilometrów do zrobienia, upał nie popuszcza, a jezior tu bez liku i na każde warto zajrzeć. Teraz szutrami jadę w kierunku Sosnowicy.

Sosnowica

W latach 1774-1775 w Sosnowicy, która wówczas posiadała prawa miejskie, przebywał Tadeusz Kościuszko, pełniąc rolę nauczyciela córek hetmana Józefa Sosnowskiego. 28-letni wówczas kapitan artylerii zakochał się w jego córce Ludwice, która przyjęła jego wielką miłość z wzajemnością. Hetman Sosnowski słynnymi słowami „synogarlice nie dla wróbla, a córki magnackie nie dla drobnych szlachetków” odrzucił jednak oświadczyny Kościuszki. Według miejscowych przekazów była to przyczyna wyjazdu do Ameryki.
Symbolem wielkiej miłości jest do dnia dzisiejszego zrośnięty dąb z sosną – miejsce spotkań zakochanej pary.

Uśpiona Sosnowica
Można wypić tu kawę. Obok – przepiękny, stary park z przyległym jeziorem. W samej Sosnowicy jest mocno zniszczona cerkiew z końca XIX wieku, przy której warto się zatrzymać. Zaraz za miasteczkiem, jadąc w kierunku Woli Uhruskiej, natrafiam na malowniczo łączące się stawy, otoczone ciszą i lasem, z dzikimi kaczkami zagarniającymi młode pod skrzydła, gdy tylko się zbliżam. Sama Sosnowica jest wakacyjnie uśpiona.

Zaglądam na chwilę do pobliskiego Uhnina. To wieś urokliwa i czysta, jak większość tutaj. I jak to na wsi latem, nikt się nie spieszy. Ktoś tam, niby od niechcenia, ogląda motocykl, gdy robię zdjęcia. Jest około 18, a światło rozpoczyna zabawę promieniami na pobliskich łąkach i polach. Zapach lata jest niemal namacalny.

Kilka kilometrów na zachód od Sosnowicy znajduje się Jezioro Białe, jedno z najbardziej znanych jezior Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Kieruję się na groblę rozdzielającą jezioro od Stawu Giewont, prowadzącą do małej osady Libiszów. Mój GPS lekko wariuje – według niego jadę po wodzie. Okazuje się że na mapę nie została naniesiona grobla.

Wzdłuż stawów i jezior

Z Libiszowa jadę znowu groblą (tym razem jest na mapie), mijam kolejne stawy, których nazwy przypominają historię Naczelnika: Staw Kościuszko i Staw Racławice. Jadę około kilometra lasem i docieram do kolejnego jeziora – Jeziora Bialskiego. Obok wieś Białka. I nad jeziorem, i we wsi jest wszystko, co potrzeba do rodzinnego leniuchowania: bary, knajpki, sklepy, wata cukrowa, kempingi, pola namiotowe. Nad wodą rozciąga się naprawdę imponująca plaża, na której piknikują miejscowi. Samochodem ciężko by było znaleźć miejsce do parkowania.

Magiczne krajobrazy Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego
Ja szukam jednak trochę innych klimatów. Jadę lasem na południe. Szuter przechodzi powoli w piach, potem w jeszcze więcej piachu. Dziękuję sobie za szutrowo-szosowe opony, które założyłem dosłownie kilka dni temu. Mijam po prawej Jezioro Czarne i dojeżdżam do niemal dziewiczego Skomelna. Ktoś przechadza się po pomoście wychodzącym wśród szuwarów w jezioro, ktoś wyciąga ryby z siatki. Nikogo więcej.

Jezioro Skomelno ma około 80 hektarów i zostało przygotowane przez dzierżawcę z myślą o wędkarzach. Można tu wyciągnąć szczupaka, suma i węgorza – te ryby znam. O pozostałych, o których opowiadał wędkarz, nie mam kompletnie pojęcia. Nie wiem nawet jak wyglądają. Ale rozmawiamy sympatycznie.

Zbieram się, bo słońce chyli się ku zachodowi. Do Ludwina niedaleko, ale chcę jeszcze zobaczyć owe tundrowe łąki. Szybko, po czarnym, mijam Uścimów, Maśluchy (coś musi zostać na następny raz) i odbijam w szuter idący wzdłuż Stawów Morawszczańskich.  Droga, na której można było mocno odkręcić gaz, powoli zmienia nawierzchnię, robi się coraz węższa. Potem przechodzi w zwykły polny dukt. Zaraz robi się ścieżką wśród coraz wyższych traw i coraz liczniejszych kęp krzaków.

Romantyczne krajobrazy Libiszowa
W ciepłym, zachodzącym słońcu, jest to miejsce niemal magiczne. Coś takiego widzę po raz pierwszy. Jestem wśród łąk noszących nazwy: Łąki Wołowe, Łąki Pastwiska Wołowe, Łąki Żydowski Grunt, Łąki Zielańskie. Przecina je maleńka rzeka Tyśmienica oraz niezliczone kanały melioracyjne. Jest to pewien problem, bo kanały są nie do przejechania i muszę szukać mostków. Powoli robi się ciemno, a ja do najbliższej wsi mam około 4 km przez łąki. Decyduję się na zawrócenie, bo wiem przynajmniej, gdzie jest mostek.

Mogę powiedzieć, że plan zrealizowałem. Ale pozostał jeszcze Rezerwat Brzeziczno (owadożerna rosiczka), Rezerwat Uroczysko Uściwierz, mnóstwo jezior, Łęczna, Włodawa, lasy Parczewskie – jednym słowem: jakieś dwa weekendy.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!