Lubimy aktywnie spędzać czas, chcieliśmy zatem pojechać tam gdzie byłoby niedrogo i nastrojowo. Bornholm to piękna, spokojna i nastrojowa wyspa z niespotykanym klimatem. Poza tym dla mnie, mieszkańca Szczecina – leży na wyciągnięcie ręki.

Tekst i zdjęcia: Joanna i Tomasz Filipkowscy

Po przeczytaniu potrzebnych informacji, wyszukaniu odpowiedniego połączenia promowego nastąpiły przygotowania do wyprawy. Wycieczka jest krótka – tylko dwudniowa. Pakujemy kufer centralny, torbę na bak, śpiwory, maty i namiot. Wszystko zapakowane i pospinane. Możemy jutro rano wyjeżdżać.

Pogoda okazała się dla nas łaskawa
Kolejny dzień rozpoczyna się o piątej rano. Szybkie śniadanie i zbieranie rzeczy osobistych. Odbieramy KTM-a od znajomego u którego trzymaliśmy motocykl i wyruszamy w drogę.

Bez rezerwacji

Punkt siódma wjeżdżamy do Kołobrzegu, gdzie czeka na nas wcześniej zarezerwowany prom. Niestety okazuje się, że naszej internetowej rezerwacji nie ma. Na dodatek statek jest już załadowany w pełni. Po krótkiej rozmowie z obsługą udaje się jednak upchać nas na pokładzie.

Trochę nas dziwi, że prom pasażerski z Kołobrzegu do Nexo na Bornholmie choć przewiduje przewóz motocykli, nie posiada na nie żadnej ładowni. Wprowadzamy naszego Kata na rufę statku po desce. Na szczęście się mieścimy, bo w tym rufowym pseudo-garażu stoją już cztery olbrzymie, chromowane krążowniki chłopaków ze Śląska. Kasa kart płatniczych nie przyjmuje, zatem żona biega po Kołobrzegu od skrzyżowania do skrzyżowania w poszukiwaniu bankomatu. Szczęśliwie wszystko się udaje – choć opóźniamy wyjście statku o jakieś 15 minut, jesteśmy na pokładzie.

Bornholm leży w odległości ok. 90 km w linii prostej od naszego miejsca startu. Przy średniej prędkości promu 20 km/h dawało nam czas ponad 4 godziny – nuda. Atrakcją okazała się super szybka łódź pontonowa wyposażona w dwa silniki o mocy po 200 KM każdy, służąca do przewozu żądnych wrażeń ludzi. Opływa ona prom dookoła niczym piraci morscy.

Historia

10 kwietnia 1940 r. na wyspie wylądowali Niemcy, którzy rozpoczęli budowanie fortyfikacji ze stanowiskami dla dwóch dużych dział artylerii nadbrzeżnej. Na Bornholmie rozpoczęły funkcjonowanie stacje obserwacyjne rakiet wystrzeliwanych z Peenemünde. 22 sierpnia 1943 r. spadła tu testowa rakieta V1, która została sfotografowana lub naszkicowana przez duńskiego oficera marynarki Hasagera Christiansena. Była to pierwsza informacja wywiadowcza o wyglądzie pocisków V1. Wstydliwym rozdziałem tamtych czasów były tzw. „niemieckie dziewczyny” – kobiety nawiązujące kontakty z okupantami.

Rybacy bornholmscy wzięli udział w ewakuacji Żydów z Danii do neutralnej Szwecji. Garnizon niemiecki okupujący Bornholm miał być poddany wojskom brytyjskim, ale nieoczekiwanie pod koniec kwietnia 1945 r. dotarły na wyspę oddziały Armii Czerwonej. Rosjanie zbombardowali Rønne i Nexø. Wobec tych nalotów oraz obecności ok. 26 000 uciekinierów z Niemiec i krajów nadbałtyckich, dowódca niemieckiego garnizonu Gerhard von Kamptz 9 maja 1945 r. skapitulował przed Armią Czerwoną.

2. Front Białoruski przejął kontrolę nad obszarem aż do 5 kwietnia 1946 r. Okupacja sowiecka była przejawem dążenia Stalina do ustanowienia tu bazy wojskowej (lub nawet włączenia Bornholmu do ZSRR).

Witaj wyspo

Przystań z mariną
Dobijamy do brzegu w porcie Nexo. W podobny sposób jak załadunek motocykla odbywa się jego wyładunek. Po desce ustawionej pod kątem 45 stopni wepchnąłem go na brzeg. Bagatela – 300 kilogramów na dwóch kołach. Pierwsze wrażenie po zejściu na brzeg – na pewno jesteśmy w Skandynawii: domki małe, wiele z nich drewnianych, nader często czerwone. Jest czysto, słonecznie i ładnie. Patrzymy na zegarek, jest godzina 11.30 a więc mamy cały dzień na zwiedzanie.

Wyspy duńskie

W skład Królestwa Danii (poza Danią właściwą) zajmującą większą część Półwyspu Jutlandzkiego oraz wyspami w Cieśninach Duńskich, wchodzą Wyspy Owcze (terytorium autonomiczne) i Grenlandia (wewnętrzna autonomia w ramach Królestwa Danii). Największymi wyspami Danii właściwej są: Zelandia (7017 km2), Fionia (3259 km2), Lolland (1241 km2), Bornholm (588 km2) i Falster (514 km2).

Wyspa ma wymiary ok. 30 x 20 km, zaś w obwodzie – ok. 130 km. Starym sposobem zaczynamy od poszukania miejsca na lokum, dopiero później zabieramy się za eksplorację.

Zupełnym przypadkiem postanawiam wjechać w leśną dróżkę. Widać na niej drogowskaz wskazujący camping. Po kilkuset metrach naszym oczom ukazuje się raj. Piękne miejsce położone nad samym morzem w sosnowym lesie. Camping w stylu duńskim, świetnie wyposażony i zorganizowany. Ludzi brak. Rewelacja.

Aby się upewnić że nasze odkrycie jest rzeczywiście najpiękniejsze z możliwych, jedziemy jeszcze dalej poszukać innych miejsc na nocleg. Kolejne miejscowości utwierdzają nas w przekonaniu że Bornholm to niesamowita i magiczna wyspa. Jednak lepszej kwatery nie znajdziemy.

Większość domów zbudowano z muru pruskiego
Jemy obiadokolację w pobliskim Nexo. Dobra pizza, kawa, deser. Jest godzina 19, siedzimy w centrum miasteczka, a przez dwie godziny przewinęło się czworo ludzi. Samochody nie jeżdżą, ludzie nie chodzą, psy nie szczekają.

Mogłoby się wydawać, że to wymarłe miasto. Ale ono jest jedynie urokliwie spokojne. Masa kolorowych małych domków i wszechobecna cisza. Taka jest ta wyspa. Namiot rozbijamy na specjalnie przygotowanych podestach, między sosnami z widokiem na morze. Noc umila nam jego szum.

Pobudka o 7.00. Prysznic, śniadanie i ruszamy na plażę. Plaża (w tym przypadku pas o szerokości ok. 20 m) jest praktycznie bezludna. Piasek biały jak śnieg i z pewnością to tu zaopatrywane są wszystkie fabryki klepsydr na świecie. Czas szybko mija. Zostawimy cały dobytek na campingu i ruszamy penetrować wyspę. Nawigacja jest prosta: dookoła całej wyspy prowadzi jedna droga.

Po wyjechaniu z krzaków skręcamy w prawo i jazda. Pojazdów mało, sielskie widoki, dookoła nas pełno pól i łąk. Mijamy wiatraki jeden po drugim, rożne w kształcie i kolorach. Co dziwniejsze – wszystkie można zwiedzać.

Podział administracyjny

Od XVIII w. stolicą Bornholmu jest portowe miasto Rønne liczące 15 000 mieszkańców. Poza nim na wyspie znajduje się sześć innych miasteczek: Aakirkeby, Hasle, Allinge-Sandvig, Gudhjem, Nexø i Svaneke. Administracyjnie wyspa dzieli się na pięć gmin. Na specjalnych prawach administracyjnych funkcjonują Christiansø i Fredriksø – dwie zamieszkane wyspy miniarchipelagu Ertholmene (ich mieszkańcy i administracja bezpośrednio podlegają duńskiemu ministerstwu obrony).

Domowa huta szkła

Przydomowa huta szkła
Przydomowa huta szkła
Po drodze odwiedzamy bornholmską hutę szkła która przypomina raczej mały domek mieszkalny. Budynek jest drewniany, a pośrodku stoją dwa piece. Para Duńczyków w średnim wieku bawi się dmuchając w rurki ze szkłem.

Wszystko dzieje się zadziwiająco sprawnie. Po 30 minutach tej zabawy z małej szklanej kulki powstaje na naszych oczach piękna, wielobarwna waza na owoce. Obok znajduje się też firmowy sklep z ich wyrobami, jednak ceny odstraszają.

Jedziemy dalej. Po przejechaniu połowy trasy dociera do nas, że wyspa to prawdziwy raj północy. Czysto, pięknie i spokojnie. Mało samochodów, mało ludzi, dużo natury. Chcąc zobaczyć jak najwięcej postanawiam zapuścić się w polną dróżkę prowadzącą w kierunku wody.

Po 200 metrach szybkiej jazdy leżymy. Mój ciężki KTM to niestety nie maszyna trialowa i po śliskich głazach nie chce skakać. Dźwigam motocykl, a Asia idzie szukać morza. Znów odkrywamy przypadkiem piękny kawałek wyspy – opuszczoną zatokę rybacką z drewnianymi budkami i wyciągiem dla łódek. Robi się pięknie i nostalgicznie.

Następnie obieramy kierunek do Ronne, największej mieściny na wyspie. Po drodze mijamy ruiny zamku, pięknych widoczków, kilka przystani rybackich i jachtowych. To urocze miasto posiada pełną infrastrukturę, m.in. port, lotnisko. Jemy tam obiad. Ludzi jakby więcej niż w Nexo, przynajmniej coś się dzieje. Jednak zadziwiająco mało jest tu młodych Duńczyków, większość to osoby w średnim lub starszym wieku. Wniosek – ciekawe miejsce na jesień życia. Lecimy dalej.

Przejeżdżamy obok ogromnych wiatraków i typowych dla tego krajobrazu wędzarni ryb z wysokimi kominami. Po drodze widzimy niespotykane nigdzie indziej małe, okrągłe kościoły, które swoim kształtem przypominają przygrube rakiety kosmiczne.

Pisarz na golasa

Po południu jesteśmy już na campingu – to świetny czas aby pójść na plażę. Obok nas rozbił swój 40-letni namiot człowiek, który wygląda jak pisarz William Wharton. W dodatku siedzi na skraju lasu, pali fajkę i piszę książkę. W planie mamy pogawędkę z nim.

Sielankowe plaże Bornholmu
Po kilku godzinach opalania się postanawiamy w końcu zamienić słowo z nowym sąsiadem. Ale stała się zadziwiająca rzecz. Nasz Wharton postanowił pobiegać sobie po plaży tak jak go Pan Bóg stworzył. Ciekawy człowiek. Ale co tu mówić, ta plaża zachęca to takich zabaw.

Nadchodzi czas pakowania. Musimy jechać do Nexo, gdzie czeka na nas prom do Polski. Standardowo – kawałek deski, ciasne wejście i 300 kilogramów mojego KTM-a pchanego pod górę. Idziemy na rufę.

Krótka odprawa i jesteśmy gotowi. Przed nami 4,5 godziny nudnego rejsu. Żona nie czuje się najlepiej, chyba nie lubi statków. Około 22 kapitan oznajmia, iż zbliżamy się do Kołobrzegu. Wierzę na słowo, bo dookoła nas gęsta mgła. Jest zimno i strasznie mokro. Sam etap szukania brzegu i przybijania do niego trwa przeszło godzinę. Nawigujemy na radarze bo własnej ręki na pokładzie człowiek nie widzi.

Polska mgła

Dobijamy do brzegu około północy. Tymczasem przed nami 80 km do Połczyna Zdrój, gdzie czekają dzieci. Próbujemy jechać. Prędkość przelotowa: 30 km/h. Wilgoć po kolei pochłania kask, szybę i okulary. Dojeżdżamy do wylotu na Białogard, ale jazda w takiej mgle bez doświetlających latarni ulicznych jest po prostu niemożliwa. Zawracamy. Trzeba się przespać.

Nocleg znajdujemy dzięki nawigacji satelitarnej. Camping obskurny, ale nie ma co grymasić. I tak nam robią wielka łaskę ze nas wpuszczają i pozwalają się rozbić. Jest godzina 1.00, zasypiam. Byłoby nawet dobrze ale syreny statków wchodzących do portu we mgle skutecznie przeszkadzają zasnąć. Kolejnego dnia z samego rana rozpoczynamy pakowanie i ruszamy.

Dobre wrażenia

Kat przydał się w poszukiwaniach kempingu
Spędziliśmy piękny weekend. Bornholm to niesamowita wyspa. Polecam wycieczkę tam wszystkim którzy chcą naprawdę odpocząć. W tym miejscu można się skupić tylko na sobie. Wyspa ma swój niepowtarzalny urok. Pomimo skandynawskiego położenia panuje tam specyficzny mikroklimat, najwięcej dni słonecznych w roku – biorąc pod uwagę całą Skandynawię.

Od mieszkańców wyspy powinniśmy się nauczyć, jak się zareklamować. Na każdym kroku spotykamy przewodniki o atrakcjach Bornholmu w których są opisane dziesiątki muzeów, kościołów i restauracji. Tak naprawdę są to najczęściej małe domki z kilkoma eksponatami, trochę uroczych wędzarni ryb, pięknych wiatraków oraz zadziwiające kościoły.

7 KOMENTARZE

  1. Rewelacyjny pomysł na wyprawę i świetny opis, ale nie o tym chciałem napisać. Zawsze fascynuje mnie pewne zjawisko, które występuje nagminnie wśród polskich motocyklistów. Proszę wytłumacz mi jak to jest, że posiadasz rewelacyjne ciuchy motocyklowe, podczas gdy Twoja żona jeździ w zwykłych jeansach i wiosennej kurteczce ? Czyżby nie zależało Ci na zdrowiu, a nawet życiu Twojej kobiety? Z pewnością jesteś doświadczonym motocyklistą i nie muszę Tobie mówić jak kończy się upadek przy 40 km/h w jeansach i bez rękawic motocyklowych (nie wspominając o większej prędkości). Najczęściej skóra z tych części ciała kwalifikuje się w najlepszym wypadku do przeszczepu. Pomijam oczywiście kwestie komfortu.

    Myślę, że jest to temat dobry temat do poruszenia na różnych portalach motocyklowych, gdyż co i rusz widać jak kolesie na swych plastikach ubrani w najnowsze kombi wiozą nieświadomego plecaczka w samych szortach i balerinach. Dobrze, że jeszcze wciskają im kask na głowę….

    Wracając do tematu nie odbierz to jako atak, tak naprawdę nie znam Was i nie wiem czy to zdjęcie, które wywołało moje przemyślenia nie zostało wyłącznie zapozowane, a Twoja żona nie ma przypadkiem również super moto ciuszków. Pomyślałem tylko, że kwestia jest warta poruszenia przy okazji zdjęcia, które zobaczyłem.

    Jeżeli jest inaczej niż myślałem to przepraszam, jeżeli nie to pomyśl o tym co napisałem bo życie mamy tylko jedno.

  2. Witam !

    szkoda, że nie byliście w najciekawszym miejscu na Bornholmie wdg. mnie,… czyli Bornholm Automobile Museum. Takiego zbioru samochodów i motocykli w extra stanie tech. nawet sobie nie wyobrażałem :) ! ! ! Same rarytasy motoryzacji XX wieku, zbiory właściwie niemożliwe do wyceny,… Koniecznie polecam !

  3. * Dojeżdżamy do wylotu na Białogard, ale jazda w takiej mgle bez doświetlających latarni ulicznych jest po prostu niemożliwa. Zawracamy. Trzeba się przespać.

    Nocleg znajdujemy dzięki nawigacji satelitarnej. Camping obskurny, ale nie ma co grymasić. I tak nam robią wielka łaskę ze nas wpuszczają i pozwalają się rozbić. Jest godzina 1.00, zasypiam. Byłoby nawet dobrze ale syreny statków wchodzących do portu we mgle skutecznie przeszkadzają zasnąć.*
    Jakie statki mogą pływać po Białogardzie ? Co za komiks ? Chyba myślicie o pociągach :)

  4. Nie żebym się czepiał :) Bornholm polecam – piękno, urok, czar i nie tak drogo – może bardziej na rower niż na moto, ale jeden lubi bułki, a drugi piekarza córkę :)

    Rozbawił mnie fragment o promie szukającym brzegu i portu we mgle – super :) jeśli kolego masz na moto GPS to na statku są takie ciut precyzyjniejsze od motocyklowego z tym, że nie mówią na koniec „jesteś u celu, prowadził Cię Krzysztof H.”

    no i uwaga Mati w 200% słuszna i mnie także wkurza jak widzę rycerza w zbroi, a dama świeci stringami i gołą nerką o lansiarskich szpileczkach to już nie wspomnę

  5. Ja co do stroju Panny: a dlaczego macie pretensje do faceta? Że niby co? Ma fundować? Jak słoneczko kocha jeździć to niech sobie kupi to i owo .na moto. U nas się utarło że jak gość wozi pannę to ma jej wszystko kupować…. a niby dlaczego? . Mamy równość i tak dalej.
    Poza tym nie ma się o co przypierniczać .. impreza super, miejsce super, relacja fajna, zdjęcia są świetne. Kogoś boli tak po naszemu po Polsku że fajne a nie moje ? ;-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ