Beskid Żywiecki polecamy szczególnie tym, którzy lubią różnorodność krajobrazu, dobrą kuchnię, a w szczególności – sielankową i bezpretensjonalną atmosferę. Pod warunkiem, że nie przeszkadza im wątpliwa jakość asfaltu.

Autor: Mateusz Zdanowski
Autorzy zdjęć: Marzena Ormaniec i Mateusz Zdanowski

Jako mieszkaniec Bielska-Białej postanowiłem zaprosić swoich przyjaciół do zwiedzania zakątków Beskidu Żywieckiego. Na miejsce zbiórki w schronisku PTTK na Magurce przyjechało kilkanaście motocykli. Przez słoneczny, choć czasami chłodny wiosenny weekend eksplorowaliśmy atrakcje Beskidów.

Bielsko-Biała

Dojazd do Bielska-Białej to początek właściwego zwiedzania Beskidu Żywieckiego. Niejedno miasto chciałoby się pochwalić takim połączeniem z resztą kraju. „Gierkówka”, zbudowana w latach 70. to trasa szybkiego ruchu łącząca Warszawę z Katowicami. Umożliwia sprawnie dojechanie do Katowic i później – do stolicy Beskidów. Nie gorzej przedstawia się sprawa dojazdu z trasy A4, łączącej zachód ze wschodem naszego kraju. Samo Bielsko radzę potraktować jako swoistą bramę do Beskidu Żywieckiego, w której można zatrzymać się na kilka chwil.

Piękne widoki to znak firmowy Beskidu Żywieckiego
Piękne widoki to znak firmowy Beskidu Żywieckiego

Nie oznacza to, że miasto nie posiada walorów turystycznych. Interesującą jest dwoistość tego miejsca. Dwie diametralnie różne od siebie starówki leżą po przeciwległych stronach rzeki Biała, która w zamierzchłych czasach wyznaczała nie tylko granice dwóch odrębnych miast: Bielska i Białej. Od 1457 r. przez wiele lat stanowiła granicę państwa polskiego.

Zarówno z centrum miasta, jak i z otaczających miasto osiedli mieszkaniowych rozpościera się fenomenalny widok na otaczające Bielsko góry, zwłaszcza Szyndzielnię i Skrzyczne z towarzyszącymi jej wzniesieniami, np. Magurką.

Stolica Środkowej Europy

Położenie Bielska-Białej powoduje, iż jest ono określane mianem „stolicy Środkowej Europy”. Liczby mówią same za siebie: do Wiednia jest 357 km, do Bratysławy 317 km, do Pragi 393 km, do Budapesztu 340 km, do Warszawy 346 km – trudno o lepszą bazę wypadową.

Bielsko-Biała nazywana niegdyś Małym Wiedniem poszczycić się mogła licznymi przykładami pięknej architektury. Powstały w 1892 r. neorenesansowy hotel Prezydent, nazywany Keiserhof (niem. cesarski dwór), znajduje się na deptaku 11 listopada. Jego pomysłodawcą i sponsorem był Cesarz Franciszek Józef. Nieopodal mieści się zabytkowa stacja kolejowa, na której zatrzymywał się m.in. słynny Orient Ekspres łączący Paryż ze Stambułem. Tory kolejowe biegną wprost przy wspomnianym hotelu, po czym znikają w wydrążonym tunelu, który na tamte czasy był osobliwością na skalę europejską. Do dziś biegnie on pod centrum miasta. Nietaktem byłoby pominięcie słynnego lotniska sportowego w Bielsku-Białej Aleksandrowicach, którego tradycje szybowcowe przyćmiewają inne ośrodki tego typu w Polsce. Opuszczając BB ku motocyklowej przygodzie warto pamiętać także, iż to właśnie tutaj, w położonej w centrum miasta nieopodal starego Rynku wytwórni filmów rysunkowych, powstały takie hity jak Reksio czy Bolek i Lolek.

Magurka

Po obejrzeniu wspomnianych miejsc proponuję skierować się w stronę Żywca. Niedaleko za Bielskiem znajduje się warte rozważenia miejsce noclegowe – wzniesienie Magurka. To co może zachęcić motocyklistę do odwiedzenia Beskidu Śląskiego to właśnie możliwość wjechania po drogach utwardzonych na wiele znaczących wzniesień.

Czasem wzbudzaliśmy lekki popłoch
Czasem wzbudzaliśmy lekki popłoch
Dojazd do Magurki prowadzi ulicą Żywiecką, a następnie za miejscowością Wilkowice na skrzyżowaniu ze światłami należy skręcić na lewo i po 1,5 km przy małej zajezdni autobusowej znowu w lewo. 5-kilometrowy podjazd pod górę aż do samego schroniska PTTK na Magurce to sama frajda, nawet po całym dniu w siodle.

Samo schronisko na Magurce nie jest może wyjątkowe, natomiast posiada standard typowy dla PTTK. Jedzenie jest smaczne, a mili gospodarze pozwolą wprowadzić motocykl za bramę. Nie uchroni go to od deszczu, ale od amatorów cudzej własności z pewnością. Na Magurce można na chwilę rozstać się z motocyklem, aby pospacerować w poszukiwaniu grzybów i innych dobrodziejstw lasu oraz podziwiać piękne widoki rozpościerające się wokoło. Szybowce, które z lotniska na górze Żar przylatują często nad Magurkę, na wysokości kilkunastu metrów nad schroniskiem szybują sobie niespiesznie. Wieczorami właściciele przybytku oferują sutego grilla lub spędzenie czasu przy ognisku.

Góra Żar

Następny dzień zaczynamy od zjechania z Magurki. W tym kierunku radzę uważać, gdyż ostre zakręty przy zjeździe potrafią nauczyć pokory. Po osiągnięciu drogi prowadzącej z centrum Wilkowic skręcamy w lewo i przez wieś 

Widoki z Góry Żar są imponujące
Łodygowice zmierzamy w kierunku Jeziora Żywieckiego. Jest to na tym terenie jeden z dwóch zbiorników wodnych, które powstały dzięki wybudowaniu sztucznych zapór. Pierwsza znajduje się w Tresnej, do której prowadzi droga 948, a druga w Porąbce – ta z kolei tworzy Jezioro Międzybrodzkie, które wydaje się być czystsze i przyjemniejsze od Żywieckiego. Po dojechaniu do zapory proponuję pojechać drogą 948 do Międzybrodzia, po czym przekroczyć rzekę i dalej pod dolną stację kolejki linowo-torowej. Od kiedy na górę kursuje ta właśnie kolej, wyjazd własnym transportem jest zabroniony. Droga oczywiście pozostała, a na górze powyżej znaku zakazu ruchu znajduje się sporo domów mieszkalnych. Można więc spróbować udawać miejscowego.

Zbiornik na górze Żar

Zbiornik wodny na górze Żar stanowi obiekt strategiczny ze względu na zmagazynowaną we wzniesionej wodzie energię. W przypadku kryzysu energetycznego otwarcie śluzy powoduje uruchomienie turbin elektrycznych. Wybierając się na szczyt należy więc być przygotowanym na szorstkie potraktowanie przez ochronę obiektu.

Sama Góra Żar to jedno z najbardziej interesujących miejsc w kraju. U jej podnóża leży lotnisko, z którego korzystają małe sportowe samoloty oraz szybowce. Po drodze na górę znajduje się miejsce, gdzie wbrew prawom ciążenia

Od takich widoków nie sposób się oderwać
przedmioty same wtaczają się pod górę, zarówno puszki po piwie, jak i duże samochody. Jest to – jak mówią przekazy – spowodowane dużą zawartością namagnetyzowanej rudy żelaza.

Na górze znajduje się olbrzymi sztuczny zbiornik wody, który wraz z zespołem turbin u podnóża góry, połączonych za pomocą olbrzymich tuneli wydrążonych w skale, tworzy drugą co do wielkości elektrownię szczytowo-pompową w Polsce. Na samym szczycie góry znajdują się także lokale gastronomiczne. Sam widok ze szczytu jest urzekający zarówno na południową, jak i północną stronę. Dodatkowo podczas ładnej letniej pogody nad głowami szybują paralotnie i szybowce. Zjeżdżajmy zatem z Góry Żar.

Browar w Żywcu

Browar Żywiec to punkt obowiązkowy wycieczki w te strony
Po objechaniu do końca Jeziora Żywieckiego dojeżdżamy do Żywca i kierujemy się na drogę nr 69 prowadzącą do Zwardonia. Po drodze zatrzymujemy się na Żywieckim Rynku, na którym znajdują się stary zamek z pięknym renesansowym dziedzińcem i nowy zamek Habsburgów (obecnie Sąd Rejonowy).

Po opuszczeniu Żywca wjeżdżamy na teren browaru. Droga 69 rozcina zakład na pół, przy czym główne hale produkcyjne są po stronie Węgierskiej Górki. Tutaj po uprzednim zamówieniu przewodnika oglądamy jak powstaje piwo. Dla smakoszy tego napoju z pewnością będzie to wycieczka interesująca. Bilet wstępu kosztuje 5 zł i jest jednocześnie kuponem do realizacji w firmowej piwiarni. Zwiedzanie browaru zajmuje nam dwie godziny, podczas których poznajemy wiele tajemnic warzenia tego znanego trunku. Ciekawostką jest to, że na hali produkcyjnej piwa w butelkach pracuje zaledwie dziewięć osób.

Napełnianie butelek

Maszyna napełniająca i kapslująca butelki z piwem w browarze czyni to z prędkością kilku sztuk na sekundę. Wydaje się to niemożliwe, gdyż wszyscy wiemy jak pieni się wzburzone piwo. Okazuje się, że nalewany napój posiada ściśle określoną temperaturę 1ºC, w której to zjawisko pienienia się nie występuje.

 

Nowoczesne metody warzenia piwa

W przeciwieństwie do zwolenników tradycyjnego warzenia piwa, nowoczesnym koncernom udało się zmodyfikować i skrócić czas produkcji bursztynowego trunku. Stało się tak dzięki zaawansowanej aparaturze potrafiącej precyzyjnie kształtować temperaturę w kadziach oraz idealnie dozować i kontrolować rozwój bakterii fermentujących. Wskutek zastosowania tych technologii, czas produkcji piwa skrócił się z trzech miesięcy do 27 dni bez pogorszenia jakości. Kiedyś jednak różne partie piwa smakowały trochę inaczej. Teraz – wszystkie dokładnie tak samo.

Kościół w Ciścu

Po opuszczeniu Browaru jedziemy dalej drogą nr 69 w kierunki Milówki, mijając po drodze Węgierską Górkę i Cisiec, gdzie zwiedzamy miejscowy kościół parafialny pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbego. Obecny kształt budynek zyskał w latach późniejszych, natomiast środkowa nawa to mury wzniesione w latach 70., jedynie wzmocnione betonowymi podporami. Poświęcenia kościoła dokonał w grudniu 1977 r. kardynał Karol Wojtyła.

Kościół w Ciścu

Na początku lat 70. władze PRL nie chciały wydać pozwolenia na budowę kościoła w tej miejscowości. Chęć posiadania własnej świątyni była w społeczności lokalnej tak silna, że wiosną 1972 r. rozpoczęły się prace przy fundamentach „domu dwurodzinnego” – nie chciano ujawnić docelowego przeznaczenia budynku. O sprawie oczywiście dowiedział się ówczesny aparat represji, który nakazał wstrzymanie budowy i zaczęły się przesłuchania. Rozpoczętą budowę władze chciały zburzyć bądź odkupić. Za sprawą energicznego proboszcza Nowobielskiego zgromadzono w tajemnicy materiały budowlane i elementy więźby. W listopadzie 1972 r. na odprawionej przy polowym ołtarzu Mszy Świętej ksiądz wezwał do rozpoczęcia budowy. Mieszkańcy entuzjastycznie przystąpili do prac, których nie potrafili przerwać przybyli na miejsce po kilku godzinach funkcjonariusze SB. Gdy we wsi wyłączono prąd, budowę kontynuowano w świetle samochodowych reflektorów, pochodni i płonących opon. Po 24 godzinach 5,5-metrowe ściany kaplicy były gotowe, a na ich szczycie ułożono więźbę.

 

Wododział Bałtyku i Morza Czarnego

Kościół w Ciścu
Po opuszczeniu Ciśca i przejechaniu Milówki skręcamy w prawo w miejscowości Laliki. W tym miejscu wjeżdżamy pod górę drogą prowadzącą do Koniakowa i Istebnej. Jest to najwyżej położona część naszej trasy. Kiepska nawierzchnia powoduje, że większość właścicieli szosowych motocykli przemieszcza się wolno. W całej okazałości prezentują się tam szczyty Beskidu Śląskiego. Pasmo Baraniej Góry – długi masyw górski ciągnący się w kierunku północno-południowym poprzez Przełęcz Koniakowską, które łączy się z głównym wododziałem Karpat na Ochodzitej, a następnie z grzbietem granicznym schodzi do Przełęczy Zwardońskiej. Niedaleko znajduje się Barania Góra i źródła Wisły. Można tam dotrzeć jedynie pieszo.

Nie opuszczając motocykli wybieramy drogę, która w dalszej części stanowi wypomniany wododział zlewisk mórz Bałtyckiego i Czarnego. Oznacza to, że każda kropla wody po północnej stronie wędruje do Bałtyku, a woda po południowej stronie zmierza ku Morzu Czarnemu.

Koczy Zamek

Legenda głosi o istnieniu w tym miejscu warowni węgierskiego szlachcica Kocsiego, nieszczęśliwie zakochanego w miejscowej góralce. Poślubiona przez niego w tajemnicy, została zabita z rozkazu teścia, który chciał ożenić swojego syna z inną szlachetnie urodzoną kobietą. Zrozpaczony Węgier zabił w odwecie ojca, podpalił zamek i sam zniknął bez śladu. Jedynie jego duch nawiedza niekiedy „Koczy Zamek”, zawodząc nocami za swoją ukochaną.

Drogą tą dojechać można do Jaworzynki a dalej do Trzycatka – miejsca złączenia granic trzech państw: Polski, Czech i Słowacji. Przed samym Koniakowem znajduje się kilka fenomenalnych punktów widokowych, m.in. małe urwisko skalne „Koczy Zamek”. Z tego miejsca przy dobrej pogodzie można podziwiać tereny Polski, Czech i Słowacji, a także Tatry.

Szał koronek

Droga prowadzi w kierunku Koniakowa. Zmęczeni intensywnym zwiedzaniem jemy obiad w tradycyjnie zbudowanej, drewnianej karczmie „Pod Ochodzitą” (restauracja znajduje się tuż przy drodze).

Z dróg Beskidów były zadowolone tylko motocykle enduro
Koniaków słynie z ręcznej produkcji koronek. Szał mody sprawił, że lokalne producentki tych wyrobów prześcigają się w coraz śmielszych zastosowaniach wyrobów z ich koronek. Jedziemy do Istebnej, do zagrody Jana Kawuloka, słynnego gospodarza istebniańskiego, krzewiciela kultury i góralskich obyczajów. Po uprzednim uzgodnieniu wizyty, potomkini rodu Kawuloków chętnie opowiada o dawnych zwyczajach. Potrafi też zagrać na zgromadzonych tam ludowych instrumentach.

Z Istebnej pochodził także najsłynniejszy polski himalaista Jerzy Kukuczka. We wsi znajduje się izba jego pamięci z licznymi pamiątkami.

Trombity

Trombity to 5-metrowe proste trąby drążone z jednego kawałka drewna. W dawnych czasach pasterze używali ich do komunikacji podczas pasania owiec. Odgłos trombit z wielu kilometrów słyszalny był we wsi. Kiedy zaś zbliżało się niebezpieczeństwo dla owiec lub ludzi, grali inną, nerwowo intonowaną melodię, co odbierane było jako prośba o pomoc.

Wędrujący kościół

Jedziemy dalej kierując się w stronę Wisły. Na przełęczy Kubalonka, przy drodze nr 941 wstępujemy do drewnianego kościółka, przeniesionego tutaj w 1857 r. z Przyszowic na Śląsku. Kościół został w całości rozebrany i złożony od nowa.Wędrujący kościół czekał na młodą parę
Na samej przełęczy odgałęzia się wąska droga w prawo, która przez przełęcz Szarculę schodzi w pobliżu Zameczku Prezydenta do Wisły Czarne. Słynny zamek stoi na Zadnim Groniu, w miejscu zameczku myśliwskiego Habsburgów z 1907 r., który z 23 na 24 grudnia 1927 r. spłonął doszczętnie. Odbudowany staraniem ludu śląskiego w 1930 r. ofiarowany został prezydentowi Mościckiemu. Do dziś stanowi rezydencję prezydenta RP. Obok znajduje się lądowisko dla helikopterów, co nas wcale nie dziwi, gdyż droga z przełączy Kubalonka jest w opłakanym stanie.

Sam zameczek udostępniony jest do zwiedzania w czasie, gdy nie gości w nim głowa państwa. Jadąc dalej mijamy tzw. Jezioro Czerniańskie – sztuczny zbiornik wodny utworzony w celach retencyjnych oraz jako rezerwuar wody pitnej w miejscu połączenia Białej i Czarnej Wisełki. Przed 1973 r. znajdowało się tam połączenie obu rzek.
Jadąc dalej osiągamy drogę, która prowadzi w prawo przez przełącz Salmopol do Szczyrku, natomiast w lewo – do Wisły.

Kopyto czarta

Nasza liczna grupa turystyczna wędruje z Wisły do Ustronia. Ustroń to znane uzdrowisko, które w dawnych czasach stanowiło centrum przemysłu wytapiania metali. Świadczy o tym lokalne muzeum hutnictwa, które prezentuje ekspozycje wyczerpujące tę tematykę. W mieście znajduje się także dużo szpitali uzdrowiskowych. Jest piękny park nad Wisłą i mnóstwo lokali gastronomiczno-rozrywkowych. Ja proponuję przejażdżkę na Równicę. Jest to kolejne wzniesienie, na które wjechać można motocyklem. Tuż pod szczytem jest parking oraz dwie duże knajpy. Pierwsza – „Czarcie Kopyto”, niemal w całości ukryta jest pod powierzchnią ziemi, natomiast druga, oddalona od parkingu o kilka minut marszu jest bardziej konwencjonalna. Ze szczytu Równicy rozpościera się piękny widok na Ustroń, Skoczów i górę Czantorię.

Cudowne krajobrazy Beskidów
Opuszczając Ustroń można zamknąć opisywaną pętlę Beskidzką, wracając drogą S1 do Bielska. My pojechaliśmy przez Goleszów do Cieszyna. Jest to miasto wyjątkowe. Wspomnę tylko o pięknej starówce z malowniczym rynkiem, wzgórzu zamkowym czy „Studni Trzech Braci”. Znajdująca się na wzgórzu Rotunda uwieczniona została na banknocie 20-złotowym.

Cieszyn to miasto o specyficznej kulturze, ukształtowanej ciekawą historią naznaczoną wieloletnią odrębnością Księstwa Cieszyńskiego. Do dziś duch Cesarza Franciszka Józefa unosi się pośród romantycznych wąskich ulic starego miasta.

Klub Strangers
Logo klubu StrangersAutor jest członkiem Motocyklowego Klubu Podróżników Strangers. To najdłużej działająca organizacja  w Polsce o tym charakterze. Skupia pasjonatów wypraw na dwóch kołach. Klub ma kilkunastu stałych członków i kilkudziesięciu aktywnych sympatyków. Każdego roku Strangersi przejeżdżają setki tysięcy kilometrów po drogach wszystkich kontynentów.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ