Kaski typu brain cap – czyli tzw. orzeszki – są bezużyteczne w razie wypadku. Tego odkrycia dokonali Amerykanie, znani z odkrywania rzeczy oczywistych. Sprawa jest na tyle poważna, że zajęły się nią amerykańskie władze.

Aby specjaliści mogli dojść do swych wniosków, swoje życie musiało poświęcić wielu bikerów. Jedna z ostatnich ofiar, Suzanne Randa, jechała ze swoim narzeczonym kalifornijską autostradą. Kiedy partner Suzanne stracił panowanie nad pojazdem, oboje uderzyli w bariery rozdzielające pasy ruchu. Kobieta zginęła na miejscu, a sekcja zwłok wykazała że przyczyną zgonu był uraz głowy powstały w wyniku niedostatecznej ochrony podczas wypadku. Suzanne miała miała na głowie brain cap.

Statystyki wskazują, że ilość ofiar śmiertelnych wśród bikerów w Stanach Zjednoczonych rośnie. Jako główne przyczyny wskazuje się brak używania kasków, ale również stosowanie  kasków typu brain cap bez homologacji. Z prawnego punktu widzenia, wszystko jest w porządku – kaski te są sprzedawane jako gadżety, a nie jako ochrona głowy. Dodatkowo na każdym z nich znajduje się wyraźne oznaczenie, że nie nadaje się on do użytku podczas jazdy.

Sprawą kasków brain cap zajęło się NHTSA (Narodowe Biuro Bezpieczeństwa Transportu), które chce wprowadzić bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące używania ochrony głowy przez motocyklistów.

3 KOMENTARZE

  1. Orzeszek czy integra SHOEI i tak większość go zakłada bo musi, a nie z nieprzymuszonej woli. Kogo obchodzi w czym jeżdżę przecież to jest moje życie i moja sprawa. Jeżdżąc w kasku czy bez, stwarzam lub nie, takie samo zagrożenie.
    To samo się tyczy pasów w samochodzie.

  2. Frusiak – rozwalaj się czym chcesz i w czym chcesz, tylko ja na Twoje leczenie nie mam zamiaru z moich podatków płacić, jak rozwalisz se głowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!