Wraz ze wzrostem zainteresowania jednośladami wśród Polaków rośnie także liczba przeciwników tego środka transportu. Fizycy z pewnością wytłumaczyliby to zjawisko III Zasadą Dynamiki Newtona. Choć mieliby sporo racji, mnie taka sucha, pozbawiona socjologicznych źródeł definicja nie zadowala.

Polski naród nęka wiele fobii – niektóre z nich mają swe źródła w politycznych doktrynach obcych mocarstw i organizacji, które zwykły tak nazywać nasz zdrowy rozsądek. Mamy zatem homofobię, judeofobię i inne głupoty. Są i takie lęki, które, zakorzenione w naszym człowieczeństwie, wynikają ze strachu przed śmiercią na przykład. Pamiętam jeszcze demonstracje przeciwko budowaniu ośrodków pomocy dla osób chorych na AIDS. Do takich pierwotnych instynktownych strachów zaliczyłbym nowość: Motofobię.

U źródła Motofobii leży głębokie przekonanie, że motocykl służy zadawaniu cierpienia i śmierci. Osoby używające tego straszliwego narzędzia zwykło się uważać za pozbawionych instynktu samozachowawczego psychopatów, którzy za nic mają swoje matki, żony i dzieci.

By nie pozostawić wątpliwości kim są, nadaje się im drastyczne określenia: dawcy lub nawiązujące bardziej do skutków ich działań: warzywa.

W ślad za Motofobią idą działania podobne jak te podejmowane w przypadku chorych na AIDS – wykluczenie, zakazy i dyskryminacja. Już ponad 10 lat temu motocyklom zabroniono wjazdu do wielu centrów miast, jak np. w Częstochowie. Ale kiedy włodarze miasta świętej wieży poszli po rozum do głowy ujrzawszy bikerów jako równych gości (i babki rzecz jasna), w wielu mniej światłych miejscach Motofobia krzewiona jest dalej.

Systemowo i bezwzględnie. Ostoja kultury i sztuki – Stary Browar w Poznaniu uznał, że szeroko stosowana przez krwiożerczych satrapów odpowiedzialność zbiorowa to znakomity pomysł na rozprawienie się z maleńką garstką napalonych młokosów i zamknął swój parking – to nie żart – dla wszystkich bikerów. Także tych statecznych, z brzuszkiem, także tych na emeryturze, słowem: dla kilkunastu tysięcy swoich klientów. Podobnie zrobiły Galeria Bałtycka w Gdańsku, Galeria Kaskada w Szczecinie i Galeria Krakowska.

Coś czuję, że następnym krokiem będzie wielka akcja społeczna: złomowanie motocykli i palenie bikerów na stosie. Wszystko po to, by uniknąć rozprzestrzeniania zarazy. Skoro, jak powiedziała w swym programie Sprawa dla Reportera pani Elżbieta Jaworowicz – motocykl zabija, to może warto?

5 KOMENTARZE

  1. Pani Jaworowicz (nózka na nóżkę i pozycja wysilona) jest tu słabym znawcą. Powiem tak – zabija wszystko. Od Oddychania począwszy (utlenianie), po zapłodnienie i powołanie do istnienia kogoś, kto i tak umrze. Motocykl budzi obawy, ponieważ jest odstępstwem od monotonnej miazgi schematów codzienności, ku marzeniom o wolności i łamaniu wspomnianych schematów, które można realizować na różne sposoby. Od prędkości, ryzyka, łamania reguł, po majestatyczne i pedantycznie poprawne podróżownie. Opisana obawa jest – nie tylko tym razem, symptomem ograniczenia umysłowego. Delikwent myśli sobie – dobrze, że się tego boję, bo to straszne i już może zrezygnować z marzeń, a u innych nazwać ich realizację złem. Kiepska psychologia. Ps. wszystkich ryzykujących kruchym życiem na motorach pozdrawiam. Lepiej zginąć z pasją, niż żyć na mdło, przedłużając schematyzm, który i tak czyni z jego wyznawcy trupa za życia.

  2. Tomek dobrze pisze….gdy jadę a jadę raczej normalnie za szyby kasku widzę czasem twarze w grymasie wściekłosći czasem ogromnego smutku a nawet plucie na chodnik to tych raczej młodych przechodniów….nie pomogę im .. są za wygodni i leniwi

  3. Smutne że tak się opisuje motocykle i motocyklistów.
    Często motocyklista czuje na sobie tą zawiść (sprawdzić w słowniku to nie to samo co zazdrość) innych uczestników na ulicach, parkingach itp. Jestem jednym z tych co lubią jeździć offroadowo (legalnie) i spotykam się z zachowaniem jak gdybym był mordercą dzieci. Do dziś dnia słyszę pytania – „podobno motocykliści jeżdżą z linkami na szyi?”
    Jesteście wandalami niszczycie ciszę, przyrodę i życie! Ludzie (najbardziej Ci starsi) nie tolerują nowości, nie rozumieją że kiedyś simson czy wsk to był rarytas i nie było wszystkich na to stać. A teraz przejeżdżający 16latek na 2suwie budzi agresję z ich strony bo oni nie mogli mieć a pewnie rodzice mu kupili „zasrany gówniaż” z takimi słowami się spotykałem często.

  4. Już mam kilka sezonów na karku ale jakoś nigdy się z agresją czy zawiścią nie spotkałem, wręcz przeciwnie, ludzie podchodzą, pytają ile pali ? ile wyciąga ?, są zaciekawieni. Może jesteście przeczulenie ?

  5. Zgadzam się z Gregorem. Nigdy nie spotkałam sie z nienawiścią ani agresją, zarówno ze strony pieszych jak i kierowców puszek. Najczęściej widzę zaciekawienie, podziw i uprzejme uśmiechy. Spotykam się też z przejawami zainteresowania motocyklem : Jaką ma pojemność? Ile koni? ile waży; oraz ze zdziwieniem, że kobieta na motocyklu nie boi się jeździć, że daje radę z taki ciężarem itd. Często to budzi podziw. Jeżdżę na chopperze, raczej stosuję się do przepisów dotyczących prędkości, może gdybym szalała na ścigaczu, byłoby inaczej ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!