Zastanawianie się, czy ważniejsza jest technika czy doświadczenie przypomina pytanie, zadawane czasem wnusiom przez babcie. Babcie te chcą się koniecznie od swych wnusi dowiedzieć kogo kochają bardziej: mamusię czy tatusia. 

Jedna z moich kursantek zapytała mnie kiedyś, co jest ważniejsze – dobra technika czy doświadczenie. Była wtedy świeżutko po kursie, jeździła ładnie technicznie i świeżo budowała swoje nawyki. Ma również ojca motocyklistę, właściwie 100-procentowego samouka, który prawo jazdy na motocykl zrobił 30 lat temu i od tego czasu jeździł czasem swoją Jawą 300. Oczywiście o takich rzeczach, jak np. przeciwskręt czy prawidłowy tor jazdy w zakręcie nigdy nie słyszał.

Doświadczenie, rzecz oczywiście nie do przecenienia, pozwala przewidywać, unikać pułapek i ratuje życie na drodze. Różnorodność warunków drogowych, nawierzchni, niespodzianek i niebezpieczeństw na placu manewrowym nie występuje. Co jednak jeżeli doświadczenie poprzedzone było samodzielną nauką jazdy po wyjeżdżeniu pięciu godzin na WSK bez hamulców, zawieszenia etc. Czy takie doświadczenie jest przydatne, czy może wręcz odwrotnie – szkodliwe?

Najczęściej spotykane błędy jakie rodzą się podczas złej edukacji to nieprawidłowa pozycja kierowcy, sposób hamowania nadużywający tylnego hamulca i niewłaściwy balans w zakrętach. Takie przyzwyczajenia są bardzo trudne do korekty: osoba, która jeździ w ten sposób całe życie bez wypadku uważa, że ona ma rację.

Technika i dobre odruchy w sytuacji krytycznej mogą jednak uratować życie. Wprawdzie w powyższym przykładzie przez 30 lat nic się nie stało, jednak trzeba pamiętać że zmieniają się drogi, zwiększa się liczba pojazdów i ich średnia prędkość na drodze. Obecnie jeździ się dużo mniej bezpiecznie niż 30 lat temu, więc po prostu trzeba jeździć lepiej. Zmieniły się również możliwości pojazdów – ich zawieszenia i hamulce, inna więc powinna być również technika jazdy.

To, że motocyklista z 30-letnim stażem nie miał jeszcze wypadku o niczym nie świadczy.  Absolutnie o niczym. Ja akurat uważam, że nie miał on tego wypadku pomimo swoich nawyków, a nie dzięki nim.

Ewa, moja kursantka po czterech godzinach na placu składa się w zakrętach do podnóżków i wszystko idzie jej szybko, sprawnie i zgrabnie. „Że też nie boi się tak pochylać, na pewno zaraz się wyłoży” – ocenił jej tata, który brał zakręty raczej „na kwadratowo”, bo nikt mu nigdy nie powiedział, że można inaczej.

A w ogóle to miło patrzeć na szybkie postępy narybku motocyklowego, który nową wiedzę i technikę chłonie jak gąbka.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułUpadek FJR 1300 z nabrzeża, ciąg dalszy. Winna blondyna i nawigacja w iPhonie
Następny artykułGang Dzikich Wieprzy. Lekka, prosta komedia dla całej rodziny [RECENZJA]

Właścicielka salonu Motorista. Pomysłodawczyni i założycielka OSK Motorista. Instruktorka kategorii A i B. Jeździ każdym rodzajem motocykla z taką samą radością od prawie 20 lat. Ma za sobą wiele tysięcy kilometrów przejechanych zarówno po szosie, jak i poza nią. Startowała w rajdach enduro. Na torze nie potrafi się pozbyć banana z twarzy.

Uczestniczy w wielu inicjatywach wspierających bezpieczeństwo w ruchu drogowym, takich jak Honda Fun & Safety, projekt podnoszenia umiejętności – Gymkhana, pikniki szkolne i pokazy oraz wiele innych.

2 KOMENTARZE

  1. Droga Heleno . Godne podziwu są zapewne umiejetnosci jakie zdobyła twoja kursantka w ciągu zaledwie czterech godzin na placu . Napewno bedzie jezdzić bardziej sprawnie technicznie lepiej niż jej tata. Tylko czy długo ?,skoro utwierdzasz ją w przekonaniu ze jest taka zdolna , może zbyt szybko nabrac pewnosci siebie co jest zgubą dla młodych motocyklistów . Często z przyjemnoscia przyglądam się młodym motocyklistom jak cwiczą rużne sztuczki jak jazda na przednim kole , tylnym , i inne tance na motocyklach jakże odmienych niż te z przed 30 i wiecej lat na których ja równiez cwiczyłem . Jeżdzę do dziś i przejechałem kilkaset tysiecy kilometrów motocyklem , również zawodowo i nigdy nie lezalem nim. potrafie stawic czoła kazdemu mołolatowi na torze silwerstone tylko po co ? Uważam że przedewszystkim powinnaś uczyć wyobrażni. też jestem instruktorem

  2. Śliczna reklama, nic nie wnosząca do tematu laurka, podobna wręcz rozważaniom co było pierwsze jajko czy kura. Mnie trochę wręcz przeraża pewność autorki wpisu. Nie da zastąpić się doświadczenia – niczym! Uczyłem się jazdy w renomowanej Warszawskiej szkole i co z tego? Wszyscy tak gadają o tym przeciwskręcie, normalnie niektórzy tak się zafiksowali, że świata poza nim nie widzą. I co z tego, że tatuś nie słyszał nic o przeciwskręcie jak i bez tej wiedzy go stosował w praktyce bo inaczej się nie da prowadzić motocykla …ba, nawet roweru nie poprowadzisz „panie dzieju” bez stosowania w tego o czym nigdy na uszy nie słyszałeś – bez przeciwskrętu. Powiecie mi, że świadome stosowanie tego i owego sprawia, że mocniej złożysz się w zakręcie, płynniej, szybciej go pokonasz – zgoda, no ale to, że możesz szybciej wcale nie oznacza, że każdy taki adept motocyklizmu po opuszczeniu placu od razu jeździ bezpieczniej niż stary samouk. Broniąc dalej tego konkretnego taty i za przykład biorąc moją edukację motocyklową muszę zapytać skąd taka krytyczna ocena jego wypowiedzi „Że też nie boi się tak pochylać, na pewno zaraz się wyłoży”? Też mi się wydawało, że umiem dużo wsiadając na swój pierwszy jednoślad ale, za przeproszeniem, g* umiałem. Tata może się martwi o to, że córka pewnego dnia niepoprawnie oceni przyczepność asfaltu, będzie taka „pewniusieniusia” w marcu, kiedy ciężko o prawidłowe dogrzanie opony, trafi jej się może piasek na pięknym, łatwym, otwartym zakręcie i co, wywinie orła gdzieś w krzaki, pójdzie ślizgiem. Doświadczenia nie zastąpisz. Nie raz przez te cztery lata i parędziesiąt tysięcy kilometrów miałem okazję się przekonać, że na drodze trzeb się spodziewać niespodziewanego i wiem, że człowiek bez techniki co najwyżej wolniej jeździ (jeżeli nie jest skończonym kretynem) jest świadomy swoich braków, a lepiej tak niż być przekonanym o swoich mistrzowskich umiejętnościach – i tu zgadzam się z kolegą „stas”. Oczywiście jestem zadowolony z tej konkretnej szkoły, poleciłem ją kilku innym znajomym i żaden nie narzekał. Lepiej też wybrać dobrą szkołę zamiast gorszej – warto – no ale bez przesady, nie krytykujmy każdego samouka, niektórzy rodzą się z „benzyną we krwi”, a innym i sto godzin na „mistrzowskim” placu nie pomoże.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!