Deszczowa aura nie wszystkim pozwala na cieszenie się wyjazdami. Znajomość podstawowych technik radzenia sobie z błotem sobie pozwoli czerpać przyjemność z jazdy nawet wtedy, gdy większość normalnych ludzi nie rusza się z domu bez parasola. 

 

Na samym początku musimy przyjąć pewne założenia. Jeśli wiemy, że przez kałużę, którą mamy pokonać nikt wcześniej nie jechał, to sytuacja jest niepewna. Należałoby najpierw tę kałużę zbadać. A więc po prostu wejść do niej i zobaczyć, czy nie ma tam niespodzianek w postaci głębokości powyżej metra, kłody w poprzek lub innych podobnych przyjemności. By uprościć, opowiem o grząskich przejazdach, które były już przez innych pokonywane – czyli można założyć, że przejechanie ich jest wykonalne. Choćby teoretycznie.

 

Planowanie to podstawa

Po pierwsze, dobrze zaplanuj drogę. Enduro to sport wymagający myślenia, a sukces w dużej mierze zależy od słusznie przyjętej strategii. Oczywiście element szczęścia jest jak zwykle istotny.

Po pierwsze - dobrze zaplanuj drogę
Przed wjazdem w trudny błotnisty odcinek warto więc zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, którędy przejazd będzie najłatwiejszy. Można użyć sprytu i puścić kogoś przodem obserwując, czy i gdzie popełni błąd i skorzystać z jego doświadczenia w planowaniu przejazdu. To właśnie pierwszy krok, często decydujący o skutecznym przejeździe .

 

To co napisałem wydaje się oczywiste, jednak patrząc na dokonania początkujących, można mieć wątpliwości. Teraz trochę technicznych instrukcji. Jeśli już wybierzemy drogę która wydaje się nam najlepsza, nie miejmy chwili zwątpienia. Większość „wklejeń” w błocie jest wynikiem zawahania i odpuszczenia gazu. „Trzymać gaz” wcale nie oznacza jednak odkręcania go bez opamiętania. To, co pozwala nam przejechać przez grząskie podłoże, to w znacznym stopniu energia kinetyczna, wynikająca z ruchu i prędkości. Po prostu pewnych przeszkód nie da się przejechać w tempie trialowym.

Po drugie – puść kogoś przodem
Jazda koleiną pozwala nam zachować założony tor jazdy. Tamtędy już ktoś przejechał, więc jeśli nie ma wykopanego tylnym kołem rowu po „wklejce”, jest szansa na udany przejazd. Nie należy zbytnio obciążać przodu, trzymać gaz i patrzeć przed siebie.

 

Jeśli wybierzemy tor poza koleiną, istnieje ryzyko, że jej ślad nas „wciągnie”. Jeśli już wpadnie w koleinę jedno z kół, to nie walczmy z tym. W takim wypadku musimy kontynuować jazdę tym torem . Z głębokiej koleiny raczej już nie wyjedziemy, a próba jej pokonania to strata energii. Zakleszczenie przedniego koła przy wyjeżdżaniu pod skosem z koleiny zatrzyma motocykl.

 

Jak wyssać motocykl

Trudno pisać o urokach kąpieli błotnej siedząc przy czystym stole. Czytać o tym – łatwo i przyjemnie. Nie liczę na to że przeczytacie ten artykuł i przejedziecie każde bagienko. Wcześniej czy później każdy się „wklei”. Pozostaje pytanie – co dalej? Jeśli czujesz, że motocykl się zatrzymuje, można spróbować go odciążyć.

Po trzecie – nie puszczaj gazu
Stajemy nad nim okrakiem i odpychamy się nogami, utrzymamy przez to nikłą już prędkość i wykorzystamy resztki energii kinetycznej. Jeśli motocykl stanął, próba ruszenia nie ma sensu, pogorszy to tylko sytuację. Zamiast do przodu będziemy poruszać się w głąb. Wtedy trzeba ocenić, które koło stawia opór. Jeśli pod przednim coś jest, trzeba je wystawić ze śladu albo przenieść nad przeszkodą. Podobnie jeśli opór stawia koło tylne. Niestety – związane jest to zawsze z ubrudzeniem i zamoczeniem swoich jeszcze suchych rąk, stojąc po kolana w błocie.

 

Na uwolniony już motocykl nie próbujmy od razu wsiąść i pojechać. Ruszenie w takim terenie ma małe szanse powodzenia. Lepiej zrobić to na półsprzęgle, stojąc obok wypychać motocykl na bardziej przyczepne miejsce.

 

Sześć zasad jazdy w błocie

1. Dobrze zaplanuj drogę
2. Puść kogoś przodem
3. Nie puszczaj gazu
4. Nie obciążaj przodu
5. Patrz przed siebie
6. Nie walcz z motocyklem

 

 

 

Michał Demczuk
Michał Demczuk

Motocykle to pasja, której oddaje się od czasu, kiedy po polskich drogach jeździły motorowery i sprzęt zza wschodniej granicy. Wtedy naprawa i usprawnienie motocykli wymagały sprytu, wytrwałości w szukaniu części i nowych rozwiązań, no i trochę fantazji. Obecnie prowadzi warsztat i sklep motocyklowy – www.demczuk.pl.

 

 

Zdjęcia wykonała Małgorzata Demczuk na zawodach Cross Country w Łubienicy pod Warszawą

2 KOMENTARZE

  1. Offroadowcy są zmorą w polskich lasach. Głównie na quadach, ale motocyklistów też jest sporo. Rozjeżdżają szlaki i gdzieś mają innych – pieszych czy rowerzystów. Tu gdzie mieszkam czasem w weekendy lepiej nie zapuszczać się w niektóre rejony. Niektóre części lasu są dosłownie zryte przez tych idiotów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!