Stopery Alpine MotoSafe kupiłem po pierwszej wyprawie motocyklowej, kiedy zorientowałem się, że używany przeze mnie kask Caberg Sintesi do najcichszych nie należy.

Mimo wysokiej ceny (około 85 zł) Alpine MotoSafe to produkt który już w opakowaniu wzbudza zaufanie. Zatyczki, wykonane z miękkiego materiału przypominającego silikon, zapakowane są w niewielki usztywniany futerał, który skutecznie zabezpiecza je przed uszkodzeniem i zabrudzeniem.

W zestawie oprócz zatyczek znajdziemy dwa komplety filtrów – o mocniejszej i słabszej charakterystyce tłumienia. Odpowiedni filtr należy włożyć do zatyczki, a ją z kolei do kanału słuchowego.

Stopery są bardzo łatwe do czyszczenia i, co ważniejsze, antybakteryjne. Dzięki swej miękkości łatwo też dopasowują się do wnętrza kanału słuchowego, ale nawet jeśli są za duże, łatwo je dociąć i nawet wtedy pozostają miękkie.

Jak to działa?

Pełnia zalet ujawnia się podczas podróży. Mimo że stopery Alpine MotoSafe nie odcinają nas od świata całkowicie i słychać szum, jest to dźwięk o charakterystyce neutralnej i nie męczy. Filtry zaprojektowano tak, by słychać było wydech motocykla.

W moim sprzęcie (Ducati ST3), choć jest on seryjny i w związku z tym dość cichy, podczas podróży słyszany był bardzo wyraźnie i to nawet wtedy, gdy używałem filtrów o mocniejszej charakterystyce tłumienia.

Filtry ze słabszą charakterystyką polecam do miasta, gdzie znakomicie wycinają hałaśliwe i drażniące częstotliwości, pozostawiając jednak pełną dostępność akustyczną: możemy usłyszeć karetkę czy klakson.

Stopery Alpine MotoSafe polecam tylko osobom często korzystającym z motocykla, głównie ze względu na ich cenę, która jest ich najpoważniejszą wadą.

 

Strona producenta

5 KOMENTARZE

  1. Ja stoppery kupowałem w sklepie z odzieżą bhp i akcesoriami. takie zwykłe piankowe za 3zł za paczkę 2 sztuk :) Bardzo dobrze dają radę a jak się mocno zabrudzą lub zużyją można kupić 2 paczkę

  2. @Mateusz: ja także testowałem pianki. Do Alpinów się jednak nie umywają, tak pod względem komfortu, jak tłumienia hałasu.

  3. Ja je używam od 4 lat. Na początku próbowałem zwykłych piankowych jednorazówek – ale w kwestii wygody do tych nie mają startu. Założenie to jest chwila, nie trzeba ugniatać tak jak piankowych. Ponadto pianki wycinają mniej więcej równo całe pasmo, miałem wrażenie że wszystko działo się kilka metrów dalej niż w rzeczywistości. W tych jest o wiele lepiej, nie mam wrażenia totalnego odizolowania od świata, najbardziej wygłuszają szum wiatru który opływa kask (mój Caberg wybitnie cichy nie jest – dlatego te zatyczki to błogosławieństwo), natomiast jak idę zapłacić za wachę na stacji to nie musze ich wyciągać – da się w nich rozmawiać.

    Jednorazowo może to i jest drogi wydatek, ale są w stanie wytrzymać kilka lat, wystarczy tylko regularnie myć wodą z mydłem. Jak by policzyć koszt piankowych, których nie ma za bardzo jak umyć, to po tych 4 latach jestem na plusie (a i wygoda lepsza). Dla mnie to już wyposażenie obowiązkowe (szczególnie na trasę), nie zakładam tylko na powolne przeloty po mieście.

    Jednak zauważyłem że silikon zatyczek już zaczął pękać w miejscu łączenia „kapeluszy z trzonkiem”. Ponadto plastikowa tuba do zakładania ma ostre zakończenie, przez co można niechcący rozciąć silikon w miejscu gdzie się stykają, trzeba ostrożnie zakładać bez kręcenia – ale jest na tyle gruby że przecięcie na wylot jest mało prawdopodobne. Myślę że moje jeszcze przynajmniej rok wytrzymają. Jak się rozpadną to prawdopodobnie kupię nowe, albo skołuję same wkładki silikonowe (Alpine ma w ofercie kilka zatyczek do różnorakich celów – a same wkładki wyglądają identycznie – można kupić tańsze (np. „do spania”) i przełożyć filtry). Ja je jak najbardziej polecam ;)

  4. Witam, jeździłem swoim Suzuki GS500F z oryginalną szybą dwa sezony, prawie zawsze w zatyczkach, w kaskach HJC SY-MAX III, oraz HJC R-PHA MAX EVO. Obydwa były w moim przypadku dość głośne. Na początku miałem z apteki zatyczki różowe do ugniatania, ale było to dość problematyczne ponieważ w rękach musiały być ogrzane żeby były plastyczne. Po namyśle kupiłem Alpiny, jeździłem w nich prawie za każdym razem, nie licząc małych dystansów. Któregoś razu założyłem z zamkniętymi oczami zatyczkę z filtrem zielonym (słabszym) do jednego ucha, a z filtrem mocniejszym (żółtym) do drugiego. Zależało mi na tym żebym podczas jazdy nie sugerował się do którego ucha które włożyłem. Otóż wynik był taki że różnica w filtrach była odczuwalna (ale nie rażąca) i prawidłowo typowałem gdzie jest która zatyczka. Z ciekawości kupiłem za 2 zł zwykłe żółte w sklepie BHP i powiem wam jak najbardziej szczerze że moim zdaniem chronią słuch w bardzo podobnym stopniu. Co więcej, lepiej pasują mi do ucha, ściślej dolegają bo są troszkę większe i twardsze. Nie miałem ani razu sytuacji w której mi wyskoczą z ucha lub się jakoś przekręcą, w przeciwieństwie do tych z Alpin, jeżdżę głównie w kominiarce. Jak jestem w długiej trasie to zakładam Alpiny ale po kilku godzinach bolą uszy i zakładam te tanie żółte, ucho nie boli przez kolejne kilka godzin i znowu zmieniam na Alpiny. Uważam że to świetne rozwiązanie. W pokrowcu noszę także oprócz tych dwóch par zatyczek, przecięte na pół patyczki do uszu, które pozwalają w miarę odświeżyć uszy. Co do dźwięku słyszanego… U mnie był głównie huk od wiatru. Tłumika za cholerę nie słyszałem, choćbym nie wiem jak się starał – nic. Czasem, zależnie od owiewki i kasku motocykliści słyszą basowy huk lub świst, co też ma znaczenie na zmęczenie podczas jazdy. U mnie struga powietrza była kierowana dokładnie na głowę, zobaczymy co będzie w następnym motocyklu. A i co do innych dźwięków typu karetka czy klakson – nie ma problemu nigdy. Rewelacją jest aplikator – używam go do Alpin i do tych zwykłych, bardzo ułatwia życie. Podsumowując : uważam że kupując Alpiny zwyczajnie przepłacacie. Żółte ze sklepu BHP za 2 zł bardzo dobrze im dorównują, a ja się trochę zawiodłem bo miałem nadzieję na lepsze efekty. Pozdrawiam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!