Czy można zaplanować przejechanie na dwóch kółkach 40 tys. km nie mając żadnego doświadczenia motocyklowego? Można. Co więcej, można taki plan zrealizować! O tym, że „chcieć to móc” uczy książka „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata” Tomasza Gorazdowskiego.

Podróż Tomasza Gorazdowskiego i Michała Gąsiorowskiego, dwóch dziennikarzy radiowej „Trójki”, w zamiarze podobna jest do podróży McGregora i Boormana, ba!, nawet trochę na niej wzorowana, a jednak jest to podróż zupełnie inna: inne kraje, inne środki, inne doświadczenia. Najważniejszy wspólny mianownik stanowi motywacja: spełnić swoje marzenia!

Zresztą, czy nie taka jest motywacja każdego motocyklisty wyruszającego w podróż dookoła świata?

Książka „126 dni na kanapie” to typowa relacja z podróży, okraszona dużą ilością fotografii. Kto spodziewa się więc reportażu, bogatych opisów mijanych miejsc i głębokich refleksji na temat trudów życia spotykanych ludzi, ten zapewne się zawiedzie.

Nie zawiedzie się natomiast ten, kto liczy na szybką i przyjemną lekturę do poduszki. Książka napisana jest z poczuciem humoru, zawiera garść historycznych czy kulturowych ciekawostek, a do tego szczegółowo opisuje przygody autora i jego kompana.

Podczas podróży przez 126 dni na kanapie wiele się działo: podróżnicy musieli stawić czoła wypadkom, zmęczeniu i amerykańskiej biurokracji, a do tego codziennie przygotowywać materiał z podróży, emitowany w „Trójce”.

Niestety, jak w przypadku Long way round McGregora i Boormana, tę podróż również cechuje gonitwa i konieczność objechania globu w wyznaczonym terminie, by w określonym dniu wrócić do pracy. Znów jest trochę narzekania, to na pogodę, to na warunki mieszkaniowe, to na ciężką trasę, ale czy człowiek podróżujący przez cztery miesiące w jednakowym stanie euforii nie wzbudziłby naszych podejrzeń co do jego stanu poczytalności umysłowej?

Książka „126 dni na kanapie” nie jest wybitna, nie skłania do przemyśleń, nie stanowi też przewodnika po krajach, które przemierzyli dziennikarze. Ale jest to książka motowacyjna, w której najbardziej urzeka filozofia jazdy autora: nie jest problemem przejechać na motocyklu trzy kilometry.

Jeżeli przejedzie się trzy, to przejedzie się i trzydzieści. A jeżeli trzydzieści, to i trzysta, i trzy tysiące. Cała trasa jest tylko powieleniem pierwszego odcinka.

Niech takie przesłanie przyświeca wszystkim, którzy mają obawy przed motocyklową realizacją swoich marzeń!

Zobacz inne recenzje

126 dni na kanapie -zdjęcia

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!